Krajobraz po bitwie białostockiej

Krajobraz po bitwie białostockiej

Teraz wszyscy potępiają agresję podczas Marszu Równości. Bo tak należy przed wyborami

Koniunkturalną postawę widać najlepiej u lokalnych działaczy PiS związanych czy to z radą miasta, czy z zarządem województwa podlaskiego. Wypowiedziane na jednym z konwentykli partyjnych słowa Jarosława Kaczyńskiego o powstrzymywaniu się od agresji i pojednaniu narodowym, deklaratywnie mają odzew również u nich.

Non possumus arcybiskupa

– Obejrzałem nagrania internautów z wydarzeń w Białymstoku i podkreślam, że nie ma zgody ani tolerancji dla agresji, i to jest oczywiste. Policja musi odszukać osoby odpowiedzialne za tę sytuację i je ukarać – mówił na konferencji prasowej Artur Kosicki, marszałek województwa podlaskiego. Właśnie ten, który wpadł na pomysł zorganizowania mniej więcej w tym samym czasie i miejscu, w którym miał się znaleźć Marsz Równości, Pikniku Rodzinnego pod patronatem metropolity białostockiego abp. Tadeusza Wojdy i prawosławnego ordynariusza diecezji białostocko-gdańskiej abp. Jakuba.

– Bawiło się z nami tysiące rodzin, uśmiechy dzieci były dla mnie największą nagrodą i potwierdzeniem tego, że to wydarzenie i piknik, i przemarsz były potrzebne – zapewniał marszałek. Ani słowa o tym, że piknik można było zorganizować dzień później, w niedzielę, unikając zarzutu, że miał on na celu konfrontację z przekonaniami uczestników Marszu Równości.

Mówiąc wprost, Kosicki, jak na „dobrego chrześcijanina” przystało, odpowiedział, jak umiał, na wcześniejszy apel metropolity białostockiego abp. Wojdy. „Wobec takiej postawy mówimy stanowcze »nie« i powtarzamy za kard. Stefanem Wyszyńskim »Non possumus« – nie możemy się na to zgodzić! Nie możemy pozwolić, aby wyśmiewano wartości dla nas najświętsze i bezkarnie obrażano nasze uczucia religijne. Nie bądźmy wobec tego faktu obojętni! Ewangelia uczy nas szacunku i miłości do każdego człowieka i to staramy się czynić, ale nie godzimy się na szydzenie z naszej wiary i deprawację najmłodszych. Kościół, rodziny chrześcijańskie i środowiska mają prawo do publicznej ochrony dziecka i wyrażania sprzeciwu wobec niebezpieczeństwa demoralizacji najmłodszych”, straszył kilka tygodni wcześniej arcybiskup. „Bardzo proszę wszystkich wiernych, aby podjęli szczególną modlitwę w obronie chrześcijańskiej wizji człowieka, rodziny i najwyższego jej dobra, jakim są dzieci. (…) Informuję, że tego dnia – 20 lipca w archikatedrze białostockiej, od 8.45 do 16.00 odbędzie się modlitewne czuwanie w tej intencji”.

Ten apel był niepotrzebny i szkodliwy. Osoba duchowna tak wysokiej rangi powinna zdawać sobie sprawę z ciężaru słów wypowiadanych w przestrzeni publicznej. Zwłaszcza w takim miejscu jak Białystok, w którym jeszcze kilka lat temu z powodu koloru skóry, przekonań religijnych czy narodowości można było mieć podpalone drzwi mieszkania lub zostać pobitym. I nie były to incydenty.

Wzorowy urzędnik

Dobrze to rozumie Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku, który po raz kolejny udowadnia, że bycie katolikiem i konserwatystą daje się pogodzić z respektowaniem prawa, szacunkiem dla drugiego człowieka, odwagą krytykowania hierarchów swojego Kościoła.

„Wyjątkowo bulwersujące wydaje się zaangażowanie w te pożałowania godne ekscesy przedstawicieli wojewódzkich władz samorządowych, na czele z marszałkiem województwa Arturem Kosickim, radnym klubu PiS w Sejmiku Sebastianem Łukaszewiczem, jak również p.o. dyrektora gabinetu marszałka Robertem Jabłońskim. Materiały zamieszczone w internecie w sposób jednoznaczny wskazują na ich czynny udział w ustawianiu blokad przeciwko marszowi. Okazuje się, że osoby, które powołane zostały, by w imieniu mieszkańców naszego regionu stanowić prawo, biorą czynny udział w jego łamaniu. Jest to w moim odczuciu drastyczne nadużycie demokratycznego mandatu i całkowite zaprzeczenie misji samorządowej. (…) Zamierzam złożyć zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wymienione powyżej osoby”, informuje prezydent Białegostoku i dodaje: „Pragnę również zwrócić się z apelem do władz Jagiellonii Białystok w sprawie zachowania osób identyfikujących się jako kibice białostockiego klubu. Jak wskazują materiały umieszczone w prasie, osoby te brały czynny udział w chuligańskich wybrykach, w których ucierpieli uczestnicy marszu. Chciałbym zrozumieć również postawę władz białostockiej Kurii Metropolitalnej. Czy zamieszczona w liście abp. Tadeusza Wojdy pochwała obrońców wartości chrześcijańskich bez jednoznacznego potępienia przestępców i chuliganów rzeczywiście oddaje ducha owych wartości? Czy treść ta znajduje odzwierciedlenie w potępieniu dla przemocy i pogardy, które znalazło się w wydanym ostatnio stanowisku Konferencji Episkopatu Polski?”.

Kibole jako armia Boga

Wymienieni z imienia i nazwiska pisowscy funkcjonariusze już zapowiedzieli pozwy i zawiadomienia do prokuratury przeciwko prezydentowi Truskolaskiemu. To typowe dla tej formacji odwracanie kota ogonem. Pozostaje ona bowiem od lat w świetnej komitywie ze środowiskiem kibicowskim Jagiellonii Białystok, a to znowu stamtąd idą poważne zagrożenia dla porządku i bezpieczeństwa publicznego.

Oto 17 lipca Arkadiusz Szczęsny, kierownik drużyny Jagiellonii Białystok i ważna persona w administracji klubu oraz w środowisku kibiców, informuje na Twitterze, że „w centrum miasta odbędzie się wielkie spotkanie Kibiców z całego kraju w związku z obroną miasta”. W sukurs idą mu białostoccy kibole, którzy bez ogródek piszą na Facebooku, że będą „bronili miasta przed zboczeńcami”.

Intencje tego spotkania na szczycie były od początku jasne, więc apel metropolity Wojdy trafił na podatny grunt. „Do naszego miasta ma przyjechać jakaś garstka zboczeńców z całej Polski, która pod przykrywką marszu równości chce przyciągnąć do siebie młodzież z naszego miasta i regionu. Każdy, kto choć trochę interesuje się tematem, zapewne widział ich homoparady z Warszawy, Gdańska, Częstochowy, gdzie w sposób jawny profanowano i wyśmiewano symbole religijne wiary chrześcijańskiej. Nie możemy pozwolić, by poprzebierani pajace to samo uczynili w Białymstoku! Dlatego zbieramy się w centrum miasta w jak najliczniejszej grupie i działamy”, napisał w przeddzień Marszu Równości Mateusz P., podejrzewany kilka lat wcześniej o udział w zorganizowanej grupie przestępczej działającej wśród kiboli „Jagi”.

– Bojówki Jagiellonii były zawsze dobrze zorganizowane. To nie są chuligani, to bandyci, którym obojętne, kogo biją. Muszą mieć wroga. To dla nich jak powietrze potrzebne do życia. Zresztą ta nienawiść do gejów to trochę na pokaz – mówi jeden z białostockich śledczych zajmujących się w latach 2013-2015 przestępczością wśród kibiców. – Policja była dobrze przygotowana i stosowano adekwatne środki. Ale dopiero na miejscu zdarzenia. Lampka powinna zapalić się wcześniej, gdy zgłoszono kilkadziesiąt manifestacji akurat na czas Marszu Równości. Zakazy wydano tylko dwa. Kibolom nie zakazano.

Czy wrócę zdrowy do domu?

Jeszcze kilkanaście lat temu na niektórych komisariatach zakładano teczki operacyjne pod kryptonimem „Dewianci”. Lądowały w nich informacje zarówno o złodziejach i bandziorach, jak i o osobach homoseksualnych, które rzekomo „przyciągały, jak nikt inny, element przestępczy”.

– Z jednej strony, funkcjonariusze są oburzeni tym, że marsz się odbył, bo od dawna władze wiedziały o kontrmanifestacji i można było się spodziewać aktów przemocy, a z drugiej, twierdzą, że ten marsz był potrzebny, by pokazać, że w Białymstoku także są mniejszości seksualne, które nie mają lekko. To jest ten podział w samej policji. Jednak ci, którzy są na dole – szeregowi policjanci – są świadomi tego, że muszą chronić tych słabszych, znieważanych i bitych. Oni dostają zadanie i je wykonują, nie patrząc, kto maszeruje wewnątrz kordonu. Jeśli będą to matki z dziećmi, ludzie broniący krzyża czy środowiska LGBT, oni wykonają swoje zadanie, by nikomu nie stała się krzywda i żeby potencjalnego agresora powstrzymać – twierdzi białostocki funkcjonariusz. – Policjant „na linii” nie może dać się wciągnąć w rozgrywki na tle religijnym, politycznym, kulturowym. Robi to, co do niego należy. Z tego, co słyszałem, są obawy przed ponownym marszem, bo skrzykują się obie strony. W środku będą moi koledzy, którzy znów będą obrzucani wyzwiskami, brukiem i petardami. To norma, ale strach pozostaje, i pytanie, czy wrócę zdrowy do domu.

Fot. Bartosz Staszewski/East News

Wydanie: 31/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy