Kryminał z topniejącą Arktyką w tle

Kryminał z topniejącą  Arktyką w tle

Często ekologiczne interesy są tylko przykrywką dla nowego kolonializmu

Laline Paull – autorka powieści „Lód”, angielska pisarka pochodzenia indyjskiego, ukończyła anglistykę w Oksfordzie, scenopisarstwo w Los Angeles oraz wiedzę o teatrze w Londynie. Mieszka w Wielkiej Brytanii.

Autorzy kryminałów, chcąc stworzyć realistyczne narracje, decydują się na wyjazdy do miejsc, które chcą opisać. Jak wyglądała twoja dokumentacja? Podróżowałaś za koło podbiegunowe?
– Trzy razy byłam na Svalbardzie. Poznałam podstawy prawa morskiego, oceanografii i hydrografii. Zgłębiłam zagadnienia związane z poszukiwaniem ropy naftowej, zarządzaniem katastrofami ekologicznymi, prześledziłam rozwój globalnej turystyki. Rozmawiałam z rdzennymi mieszkańcami, myśliwymi, a także z taksówkarzami, którzy zawsze są dobrze poinformowani. Do tego nauczyłam się strzelać z karabinu – jeśli masz zamiar spędzić dłuższy czas w Arktyce, gdzie można spotkać niedźwiedzie polarne, jest to konieczne – i czytałam mnóstwo starych książek o tematyce polarnej. To były bardzo owocne wyprawy.

Temat globalnego ocieplenia wszedł do popkultury. O możliwych skutkach zmian klimatycznych śpiewają już nie tylko anarchistyczne zespoły, powstają powieści, w których ekologia jest wiodącym motywem. Ty napisałaś kryminał z topniejącą Arktyką w tle. Skąd ten trend?
– Podróżując po Arktyce, zdałam sobie sprawę, że ocieplenie klimatu nie jest czymś abstrakcyjnym, co znam tylko z telewizyjnych wiadomości. Oddychałam cieplejszym powietrzem, widziałam topniejące lodowce. To było bardzo fotogeniczne – obserwowanie topiących się lodowców to świetny temat turystyczny, ale ja przeraziłam się tym, dokąd zmierza nasza planeta. Uświadomiłam sobie, że skoro tam jestem, nie mogę chować głowy w piasek, ale muszę w najbardziej przystępny sposób opisać to, co widzę. Stąd popularna formuła kryminału.

„Lód” jako kryminał należy do fikcji. Jak dalece więc dojmujące opisy walki o Arktykę są przewidywaniem, a w jakim stopniu fantazją?
– Bardzo interesujące pytanie. Do świata fikcji należy na pewno główna opowieść o biznesmenie, który kupuje kawałek arktycznej ziemi i chce ją jedną ręką chronić, a drugą wykorzystywać. To fabuła, fikcyjna opowieść, którą można odczytywać w świetle realnej geopolitycznej walki o Arktykę. Nie jestem naukowcem zajmującym się zmianą klimatu, ale analizując badania na ten temat, usłyszałam szokujące rzeczy z ust niezwykle sympatycznych ludzi. Zarabiali ogromne pieniądze w Arktyce, choć sami tłumaczyli sobie, że eksploatując te tereny, w jakiś sposób je chronią. Podsumowując: globalne ocieplenie i walka o Arktykę nie są fikcją, ale można ten problem ująć w ramach fikcji literackiej.

Można odnieść wrażenie, że z roku na rok zainteresowanie krainą wiecznych lodów będzie coraz większe.
– Arktyka to ogromny obszar. Pracując nad książką, zdałam sobie sprawę, że od dziesięcioleci trwa walka o ten ostatni nieskolonizowany zakątek świata. Wielki biznes już od dawna wyciąga ręce ku Arktyce, ale na razie musi to robić, udając troskę o środowisko naturalne. Często biznesy ekologiczne są tylko przykrywką dla nowego kolonializmu.

Agencja naukowo-badawcza United States Geological Survey szacuje, że Arktyka ma 13% nieodkrytych pól naftowych na świecie i aż 30% nieodkrytych zasobów gazu, a także inne skarby. Na razie ich wydobycie z powodu zimna i lodu jest wciąż nieopłacalne, ale ten polarny sezam można otworzyć w każdej chwili.
– Nie mogę potwierdzić tych danych, ale próbuję nadążać za doniesieniami na temat Arktyki. Ciągle obserwuję eskalację działań wokół lodowego kontynentu. Globalna wojna o zasoby arktyczne będzie tym samym co konflikt na Bliskim Wschodzie. Tam pod płaszczykiem troski o demokrację walczono o ropę, tutaj w imię ochrony środowiska rozgrywa się walka o dostęp do zamrożonych jeszcze złóż. Dopóki będziemy uzależnieni od paliw kopalnych, dopóty będziemy niszczyć naszą planetę.

W świecie globalnego kapitalizmu coraz większą odpowiedzialność za losy świata ponoszą wielkie korporacje. Twoja książka wpisuje się też w głośną debatę na temat etyki biznesu.
– W książkach staram się odpowiedzieć na pytanie, czy globalny rozwój jest możliwy do pogodzenia z ochroną przyrody. Zadaję to pytanie z perspektywy powieściopisarki: kreślę pewną opowieść, pokazuję możliwe scenariusze, snuję prawdopodobne wizje. Osobiście poznałam takich ludzi jak mój bohater Sean Cawson, którzy racjonalizują sobie, że przecież nie robią nic złego! W powieści pokazałam, do czego może doprowadzić takie unikanie odpowiedzialności. Często nie zdajemy sobie sprawy z naszych codziennych działań, nie widzimy konsekwencji naszych wyborów. Na przykład picie kawy w plastikowym kubku nie wydaje się niczym złym, ale patrząc na to globalnie, stajemy się producentami tysięcy ton plastikowych śmieci, które szkodzą naturze.

Twoja powieść wpisuje się w zupełnie nowy nurt literacki – climate fiction. To wciąż młody gatunek, ale wielu autorów boi się wybierać tę formę. Czy cli-fi faktycznie wymaga większej pracy researcherskiej?
– Gdybym wcześniej wiedziała, do czego się biorę, nigdy nie napisałabym książki z Arktyką w tle. Chcąc napisać solidną książkę w konwencji cli-fi, utknęłam na miesiące w badaniach! Bardzo trudno zrozumieć zmiany klimatyczne i do dziś nie jestem pewna, czy dobrze je poznałam. Czytelnicy doceniają fragmenty dotyczące problemu globalnego ocieplenia, jednak „Lód” to przede wszystkim opowieść o człowieku, który ma odwagę zmierzyć się z trudnymi faktami i zawalczyć o prawdę.

Nie zdradzając zbytnio fabuły: tym człowiekiem jest wspomniany Sean Cawson, samotny milioner, który wraz z przyjacielem Tomem Hardingiem chce stworzyć arktyczny ośrodek, gdzie bogaci biznesmeni mogliby wypoczywać i omawiać interesy. Czy coś takiego jest możliwe?
– Nie tylko możliwe, ale powoli już się staje. Spotkałam ludzi, którzy tylko czekają, aby wypuścić statki pasażerskie z turystami w głąb Arktyki. Już teraz są projekty budowy hoteli na wiecznej zmarzlinie (o ile jest ona wieczna). Byłam w szoku, jak wielu poważnych biznesmenów chce inwestować w coś takiego. Wiele osób widzi w turystyce arktycznej pieniądze, nie dostrzegając niebezpieczeństw.

Dla głównego bohatera spotkanie z żywiołem jest momentem, gdy może zajrzeć w głąb siebie.
– Sean przede wszystkim zdaje sobie sprawę, że jest częścią natury. Nasze pokolenie straciło szacunek do Ziemi, który uformował poprzednie pokolenia. Ten szacunek wiąże się ze współczuciem i poświęceniem, a takie postawy nie mają miejsca w bezwzględnym kapitalizmie. Możesz udawać, że współczucie jest słabością, ale kiedy stracisz pracę i wypadniesz poza kapitalistyczny obieg, zobaczysz, jak bardzo brakuje ci pomocnej dłoni.

W kapitalizmie natura jest jedynie zasobem.
– Już samo pojęcie „kapitał naturalny” budzi we mnie niesmak. Tak jakby naturę można było zmonetyzować, sprzedać. Nie jestem weganką ani wegetarianką – chociaż może powinnam spróbować – ale zgadzam się z ideami, które stoją za tymi stylami życia: nie jesteśmy panami świata i nie możemy wykorzystywać innych gatunków.

Na koniec chciałbym wrócić jeszcze do climate fiction. To młody, ale obiecujący gatunek. Jakich autorów z tego nurtu szczególnie polecasz?
– Dziękuję za to pytanie! Z pewnością mogę ci polecić Liz Jensen i jej książkę „The Rapture” oraz Johna le Carrégo, autora „Wiernego ogrodnika”. Myślę, że ci się spodobają. Znasz takie powiedzenie: pióro jest potężniejsze od miecza? Ja zaraz zabieram się do swojej walki, muszę tylko dostać się do biurka.

Wydanie: 33/2018

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy