Krzyk i przemilczenia

Krzyk i przemilczenia

Wiadomo, że partia PiS ma w swoim programie zwalczanie w Polsce komunizmu i postkomunizmu, ale wiadomo jeszcze lepiej, gdy się to usłyszy od samego Jarosława Kaczyńskiego. Właśnie to przypomniał i mocno zaakcentował przed delegatami swojej partii. Poszedł nawet nieco dalej niż inni i wymienił Leszka Balcerowicza jako reprezentanta pozostałości tego komunizmu i postkomunizmu. Można by pomyśleć, że bardzo się pomylił, gdyby nie to, że Leszek Balcerowicz ze swej strony w wystąpieniach telewizyjnych i wywiadach prasowych powtarzał z uporem, że nie kto inny jak Jarosław Kaczyński ze swoją partią stanowią dziś formację postkomunistyczną i cofają Polskę do PRL. Ani ja się nie przesłyszałem, ani Balcerowicz się nie przemówił – tak mówi o Kaczyńskim cała opozycja platformerska i stojąca po jej stronie prasa. Toczy się więc bój nie tylko o tzw. stołki, ale także ideowy bój o to, kto jest większym antykomunistą i zawziętszym wrogiem PRL. Ustawa o dekomunizacji nazw ulic została w Sejmie poparta przez wszystkie kluby, ani jeden poseł nie głosował przeciw. Strach nie być antykomunistą w roku 2016.
Leszek Balcerowicz wydał grubą księgę wypisów z dzieł myślicieli liberalnych i zapewne przyswoił sobie spory zasób pojęć socjologicznych, ekonomicznych i filozoficzno-politycznych, jakimi ci teoretycy się posługują. Jednakże gdy trzeba scharakteryzować realną sytuację, jaka w Polsce zaistniała, nie posługuje się nimi; wystarczają mu takie „kategorie” jak „postkomunizm” i „powrót do PRL”. Wolałbym nie krytykować Balcerowicza. W procesie przechodzenia od gospodarki kolektywistycznej do wolnorynkowej jego reforma monetarystyczna odegrała ważną rolę, wyzwalając nas niemal z dnia na dzień z koszmaru kolejkowego, za co trzeba być mu wdzięcznym. Jednakże gdy się widzi, jak dziś współzawodniczy z prezesem PiS o wizerunek najlepszego antykomunisty i antypeerelowca i sromotnie przegrywa w tym współzawodnictwie, trudno ukryć zażenowanie. Przegrywa, bo to Kaczyński jego, a nie on Kaczyńskiego będzie depostkomunizował, jak się okazuje.
Panujący obóz solidarnościowy jest podzielony według tej samej linii co na początku swojego istnienia, jeszcze w poprzednim ustroju. Co sprawia, że tak długo trwa i przybiera na wrogości? Nie siedzę w środku tego obozu i, prawdę mówiąc, nie wiem, co tam się dzieje. Widzę tylko to, co wspólne: polityka historyczna, usilne starania o protekcję amerykańską, wojna psychologiczna z Rosją, „bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski”, przyzwyczajenie się do wizji prawdziwej wojny na Wschodzie, no i oczywiście, jak wspomniałem, nieustające zwalczanie pozostałości komunizmu.
Udział w ruchu solidarnościowym przed i po stanie wojennym dawał przeżycie upajające i chciało się wołać: „Chwilo, trwaj!”. I ona trwa. Od dwudziestu paru lat rządzą ci sami ludzie, z tymi samymi poglądami na sprawy krajowe i zagraniczne, i tylko ich stany emocjonalne zaczęły się psuć i roztaczać niemiłe fetory.

Platforma Obywatelska jest partią notabli, ludzi dobrze umieszczonych w instytucjach, blisko powiązanych ze sobą i mających najwyższe dochody. Można domniemywać, że jest tam dużo osób umiejących pomagać szczęściu w robieniu kariery i o niewygasłych ambicjach. Ich osobista przyszłość zależy od tego, czy partia obroni swoją uprzywilejowaną pozycję i czy będzie zdolna wrócić do władzy formalnej, bo nieformalnej jeszcze nie straciła. Żeby ich nie spotkał przykry zawód, trzeba, aby partia miała zdolne kierownictwo i wybitnego lidera. I co się okazuje: ta partia zdolnych karierowiczów na razie nie okazała się zdolna do dobrania sobie takiego lidera. Pan Schetyna jest sobie człowiekiem niczym się niewyróżniającym, raczej aparatczykiem niż samodzielnym działaczem, natura poskąpiła mu daru wymowy, bez której w demokracji niewiele można zdziałać, nie potrafi rozpoznać istotnych problemów ani przedstawić interesującego rozumowania, stać go tylko na odwagę wygłoszenia jakiegoś głupstwa, jak to o wyzwoleniu Auschwitz przez wojsko ukraińskie. Fakt, że doszedł do pozycji rywala Donalda Tuska, świadczy tylko o formacie tego ostatniego. Platforma Obywatelska pod takim kierownictwem może się kłócić z PiS do upadłego, ale nie potrafi sformułować alternatywnej koncepcji polityki wewnętrznej i zagranicznej. Krytykuje partię rządzącą za demagogię socjalną i jednocześnie żałuje, że sama nie wystąpiła z tak nieodpowiedzialnym programem. Partia Nowoczesna początkowo zaprezentowała się obiecująco dzięki trzem czy czterem kobietom wypowiadającym się kształtnie i rozsądnie. Ryszard Petru jest autentyczny w tych chwilach, gdy mówi o OFE, to go boli, poza tym, jak inni mężczyźni z jego partii, doskonale kompatybilny z PO. Już widać, że żaden świeży powiew z tej strony nie napłynie.
Ani test na inteligencję, ani konkurs piękności nie jest dobrą metodą wyłaniania przywódcy partii. Żeby dokonać dobrego wyboru, trzeba rozumieć sytuację w kraju i za granicą, umieć dostrzec najważniejsze problemy, wykryć je, bo przeważnie nie leżą na widoku. Tak łatwo wymawia się słowo „kryzys”, gdy wszystko jest w porządku. Obecnie mamy w Polsce rzeczywisty głęboki kryzys obejmujący wiele dziedzin życia. Szkolnictwo średnie i wyższe przeżywa kryzys, to drugie katastrofę. Służba zdrowia w stanie opłakanym. Kultura w jeszcze gorszym. Obyczaje spadają do poziomu barbarzyńskiego i z tego poziomu rozchodzą się już po Europie. Kaczyński Balcerowicza, a Balcerowicz Kaczyńskiego spycha tam, gdzie stało ZOMO.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy