Książeczkowa bomba zegarowa

Książeczkowa  bomba zegarowa

Gdzie przed świętami warto ustawić się w kolejce?

Przedświąteczne kolejki ustawiają się w tym roku pod placówkami banku PKO BP, obsługującymi książeczki mieszkaniowe. Ludzie się przepychają, padają grube słowa, co i raz ktoś mówi o tworzeniu list społecznych. Bój idzie o premie gwarancyjne.

Ile rząd zabierze

Ponad 2,5 mln Polaków ma książeczki mieszkaniowe z oszczędnościami gromadzonymi nawet od 30 lat. Książeczki wymyślono w 1965 r. po to, by ułatwić ludziom ponoszenie kosztów zdobycia mieszkań. Należało systematycznie odkładać pewną sumę, a gdy przychodził czas otrzymania upragnionego “M”, do wkładu zgromadzonego na książeczce doliczano procent za systematyczność i całość przelewano na konto inwestora – najczęściej – spółdzielni mieszkaniowej.
Za komuny na cztery kąty czekało się latami, ale oddawano i po 180 tys. lokali rocznie, zaś inflacja była niewielka. Cały mechanizm jakoś więc funkcjonował. Jednak po roku 1989 w Polsce praktycznie zaprzestano budowania mieszkań, a książeczki mieszkaniowe, z wkładami zżeranymi przez galopującą inflację, pozostały. Ochroną dla gromadzonych na książeczkach pieniędzy stały się premie gwarancyjne. Ich wysokość zależy od czasu oszczędzania i wielkości wpłat. W wypadku osób oszczędzających od wielu lat, w grę mogą wchodzić kwoty przekraczające i 100 tys. zł.
Premia gwarancyjna przysługuje nie tylko wtedy, gdy już kupiliśmy dom czy mieszkanie, lecz i wówczas, gdy wnieśliśmy 60% wymaganego przez spółdzielnię wkładu lub mamy zaawansowaną w 20% budowę własnego domu. Możemy korzystać z premii także przy zakupie używanego lokum na rynku wtórnym.

Popędzili do banku

Dziś książeczki mieszkaniowe stały się swoistą bombą zegarową, bo gdyby jakimś cudem budownictwo mieszkaniowe w naszym kraju raptem odżyło, budżet stanąłby przed koniecznością wypłaty rujnujących sum. Obecna ekipa nie od dziś zastanawia się więc po cichu, jakby tu się pozbyć niemiłej ewentualności wypłacania pokaźnych sum z coraz bardziej trzeszczącego budżetu państwa.
W tym roku sytuacja stała się o tyle dramatyczna, że w budżecie pod koniec roku wystąpiła kilkumiliardowa dziura. Coraz częściej powtarzały się więc pogłoski, iż rząd, pragnąc zminimalizować wydatki, od Nowego Roku może “położyć łapę” na premiach gwarancyjnych.
Skutek był łatwy do przewidzenia. Ci, którzy zawarli jakiekolwiek transakcje mieszkaniowe, czy wnieśli wymaganą część wkładu – ale dotychczas nie skorzystali z premii, pędzą do banku PKO BP, by jeszcze w tym roku złożyć wniosek o likwidację książeczki mieszkaniowej i wypłatę premii gwarancyjnej. Atmosferę niepewności potęguje ustawa uwłaszczająca lokatorów mieszkań spółdzielczych. “Jeśli mieszkania spółdzielcze rzeczywiście można będzie nabywać za kilka procent ich wartości, to “oni” tym bardziej usuną premię gwarancyjną” – można usłyszeć w kolejkach.

Wtórny rynek
– bez premii

Na ogół w każdej pogłosce o tym, że władza ma nam coś zabrać, znajduje się trochę prawdy. Tak jest, niestety, i tym razem. Z informacji uzyskanych w resorcie finansów wynika, iż rzeczywiście trwają pośpieszne prace nad przygotowaniem rozporządzenia ministra finansów, ograniczającego prawo do premii gwarancyjnej. Pośpiech jest wskazany, bo rozporządzenie ma obowiązywać od 1 stycznia 2001 roku i ukaże się najprawdopodobniej pod sam koniec grudnia.
Zgodnie z treścią rozporządzenia, od początku przyszłego roku nie będzie już wypłacana premia gwarancyjna wtedy, gdy mieszkanie czy dom kupujemy na rynku wtórnym, od poprzedniego właściciela.
Jeżeli więc takiej transakcji dokonaliśmy (lub mamy ją w planie w ostatnich dniach roku), warto jednak popędzić do banku PKO BP i zlikwidować swą książeczkę mieszkaniową. A że czas to świąteczny, miejmy na względzie, by bliźnich, czekających razem z nami, traktować życzliwie i dobrym słowem…

 

Wydanie: 51/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy