Kto depcze po piętach Angeli Merkel

Kto depcze po piętach Angeli Merkel

Ursula von der Leyen i Thomas de Maizière rywalizują o schedę po szefowej

Relacje  i Thomasa de Maizière’a wiernie oddaje jedno z nielicznych ujęć, na którym widać oboje tuzów niemieckiej chadecji. Styczeń 2014 r., pożegnanie ministra obrony. Obok ustępującego de Maizière’a stoi jego uśmiechnięta następczyni. Po wygranych w 2013 r. wyborach i żmudnych negocjacjach z SPD Merkel nie mogła się powstrzymać od gabinetowych roszad. Jej zaufany współpracownik de Maizière musiał opuścić swój resort i po dwóch latach powrócić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Na jego miejsce wstąpiła ambitna von der Leyen, dla której przeprowadzka z Ministerstwa Pracy do resortu obrony jest niewątpliwym awansem. Na przyjęciu po uroczystości von der Leyen zabrała głos. Jej przemówienie to pean na cześć odchodzącego ministra: – Thomas, jestem zaszczycona, że mogę przejąć ministerstwo nie tylko po uczciwym koledze, ale i fachowcu. Byłeś świetnym ministrem, służyłeś państwu w najlepszym stylu.

De Maizière słuchał tego z kamienną twarzą, po czym dziękował za miłe słowa, ani na chwilę nie wychodząc z roli. W tej chwili został dobity. Nowa minister obrony wygryzła leżącego na łopatkach rywala w nader cyniczny sposób.

Silniejsza i skuteczniejsza

Drobna parweniuszka z Dolnej Saksonii znów dowiodła, że potrafi postawić na swoim. Okazała się silniejsza, skuteczniejsza i zuchwalsza. Sięgnęła mianowicie po szantaż. Po wyborczej wiktorii CDU we wrześniu 2013 r. postawiła swojej przełożonej ultimatum. Mając w kieszeni znakomite świadectwa z ministerstw rodziny i pracy, stwierdziła: – Angela, jeśli po ostatnich latach zamierzasz zaproponować mi jedynie resort zdrowia, odchodzę z rządu.

I nie były to tylko czcze pogróżki.

– Thomasie, byłeś odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu – puentowała von der Leyen przemówienie w 2014 r. A ostatnie zdanie musiało być szczególnie bolesne. – Sprostałeś zadaniu – stwierdziła minister obrony tonem nauczycielki chwalącej ucznia, który właściwie musi powtórzyć klasę.

Sam de Maizière pozwolił sobie na ostrożną ripostę pod adresem kobiet, które podcięły mu skrzydła. – Chętnie pozostałbym w 2011 r. ministrem spraw wewnętrznych, ale pani kanclerz zadecydowała inaczej. Tak jak teraz – mówił spokojnie.

Ta uroczystość obnażyła różnice między głównymi aktorami chadeków. Von der Leyen i de Maizière różnią się niemal wszystkim: charakterem, retoryką, temperamentem i stylem sprawowania władzy. On jest pokornym sługą państwa, ona – nieposłuszną aktorką. On zbyt często daje wyraz wątpliwościom, ona bez skrupułów dąży do celu. Ale łączy ich jedno: chęć przejęcia schedy po Merkel, choćby najpierw na stanowisku szefa CDU.

A pozycja niezatapialnej kanclerz – choć wciąż jest silna – nigdy nie była tak kwestionowana jak dziś. Trzeci pakiet pomocy dla Grecji rozjuszył nie tylko lewicową opozycję i koalicjanta, lecz także ważnych graczy we własnych szeregach. De Maizière i von der Leyen mają więc jeden cel, choć mimo zapewnień o świetnej współpracy są konkurentami. Oboje też twierdzą, że nie mają ambicji kanclerskich.

Trudno jednak nie zauważyć, że walka o dominację w chadeckim stadzie rozgorzała na dobre, zwłaszcza że 73-letni minister finansów Wolf­gang Schäuble niedługo pójdzie na polityczną emeryturę. Któż ma więc zastąpić panią kanclerz? De Maizière, gwarantujący raczej kontynuację „ery Merkel”, która cierpliwie realizuje swój program, tylko z rzadka posługując się efekciarską retoryką? Czy jednak von der Leyen, w każdej chwili gotowa do nowej ofensywy? I nie zapomnijmy – jest to też starcie między kobietą i mężczyzną.

Pyrrusowe zwycięstwo

Po ostatnich roszadach mogłoby się wydawać, że Ursula ma lepsze karty w ręku, jednak jej zwycięstwo mogłoby się okazać pyrrusowe. Wygryzła na chwilę partyjnego kolegę, lecz on pozostawił jej zaminowany teren: helikoptery, kontrowersyjną kwestię dostawy broni, zawodzące karabiny G36. Sama minister prze jednak do przodu, hołdując zasadzie, że najlepszą obroną jest atak. Doskonale wie, że każdy rozbity samolot wojskowy, każdy ginący w Afganistanie niemiecki żołnierz, każdy psujący się karabin może zniweczyć jej główny cel. Droga do urzędu kanclerskiego jest więc wyboista, zwłaszcza że wśród wyborców spokojny de Maizière cieszy się nadal większą sympatią. Bez emocji patrzy na sondaże i woli robić to, co najlepiej potrafi: czekać. – Zarzuca mu się, że nie wszystko widzi, ale sam de Maizière przekonuje, że wśród ślepych jednooki jest królem i woli poczekać – uważa Manuel Bewarder, redaktor dziennika „Die Welt”.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy