Kult mitu powstania

Kult mitu powstania

Lech Kaczyński chce przekuć klęskę powstania warszawskiego w swój wyborczy sukces Najlepszą odpowiedzią Sejmu na skierowany w końcu lipca do laski marszałkowskiej przez Lecha Kaczyńskiego projekt ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Powstania Warszawskiego byłaby ustawa lub niepodlegająca procedurze podpisania przez prezydenta uchwała o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci o Powstańcach Warszawskich. Polacy czciliby przede wszystkim bohaterów i ofiary powstania, a nie budzące do dziś wiele kontrowersji wydarzenie. Politycy skupiliby się na oddaniu hołdu ludziom, a nie tzw. polityce historycznej, która służy im jako oręż w walce o władzę. Lech Kaczyński coraz lepiej czuje się w Pałacu Prezydenckim i rezydencji w Juracie. Chce dysponować nimi do grudnia 2015 r. Przy tym prezydent odgrywa coraz bardziej samodzielną rolę, wychodzi z cienia Jarosława Kaczyńskiego. Czas, w którym składał bratu meldunki o wykonaniu zadania, mija. Jego obóz polityczny jest szerszy niż partia Prawo i Sprawiedliwość oraz związek zawodowy „Solidarność”. Obejmuje środowiska zarówno z prawej (np. polityków Polski XXI, cichych zwolenników w PO), jak i z lewej flanki (w tym lewicy antykomunistycznej, reprezentowanej przez społecznego doradcę prezydenta ds. ekonomicznych Ryszarda Bugaja). O względy szefa państwa zaczęły zabiegać – przy okazji zamieszania wokół ustawy medialnej – środowiska twórcze, kojarzone dotąd z ugrupowaniami liberalnymi. W niedawnym wywiadzie dla tygodnika „Wprost” Lech Kaczyński podkreślał, że szef jego przyszłorocznej kampanii prezydenckiej będzie musiał się wykazać umiejętnością współpracy z różnymi środowiskami. Sam kokietuje feministki deklaracjami podpisania ustawy o parytecie – jeśli taka się pojawi. W sprawach ekonomicznych radzi się m.in. Jerzego Osiatyńskiego i Grzegorza Kołodki. W lipcowym sondażu zaufania CBOS Lech Kaczyński uzyskał najlepszy wynik od ośmiu miesięcy. I choć w tej dziedzinie bije go na głowę Donald Tusk, to do przyszłorocznych wyborów wiele może się jeszcze zmienić. Jedną z dziedzin, które pozostają silną stroną prezydenta, jest historia, a właściwie patronat nad tzw. polityką historyczną oraz jej materialnym wcieleniem – Muzeum Powstania Warszawskiego. Otwarcie tej placówki przysporzyło Lechowi Kaczyńskiemu wielu głosów w wyborach w 2005 r. Szef państwa pragnie, by podobna sytuacja powtórzyła się w roku przyszłym. W tym celu skierował do Sejmu projekt ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Powstania Warszawskiego wraz z uzasadnieniem. Lech Kaczyński oznajmił, że nie wyobraża sobie, by ten projekt nie został uchwalony. Podobnie myśli – jeśli wierzyć wynikom sondażowi GfK przeprowadzonemu na zlecenie „Rzeczpospolitej” – 72% Polaków popierających pomysł prezydenta. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zapowiedział 1 sierpnia, że prezydencki projekt powinien być przyjęty na początku września. Nie jest to jednak wcale takie pewne. Poparcie parlamentu dla inicjatywy Lecha Kaczyńskiego oznaczałoby niekorzystną (przynajmniej w przyszłym roku) dla Platformy Obywatelskiej zmianę charakteru obchodów wybuchu powstania warszawskiego. Przekształciłyby się one z lokalnych w ogólnopolskie. Całkowitą kontrolę nad nimi przejąłby prezydent RP. Kluczowe znaczenie miałyby pierwsze obchody – w roku wyborów prezydenckich. Można przypuszczać, że imprezy związane z Narodowym Dniem Pamięci Powstania Warszawskiego nie ograniczyłyby się do 1 sierpnia, lecz trwałyby przez 63 dni, niemal do samej elekcji. Patronat nad obchodami zapewniłby Lechowi Kaczyńskiemu dodatkowy bezpłatny czas w mediach, dodatkowe okazje do spotkań z weteranami i zaangażowaną w „powstańcze” projekty młodzieżą, dekorowania orderami, wygłaszania przemówień – nie tylko na tematy historyczne. Najważniejsze z nich mogłoby zostać ogłoszone w czasie transmitowanej na żywo przez telewizję uroczystej ceremonii na placu Piłsudskiego, przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Uchwalenie prezydenckiego święta usunęłoby obecne źródło konfliktu związanego z obchodami. Prezydent Warszawy (aktualnie Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej) nie byłby już ich gospodarzem. Jego rola sprowadziłaby się do organizacji drugorzędnych imprez lokalnych. Zapewne skończyłoby się także formalne podporządkowanie władzom stolicy Muzeum Powstania Warszawskiego (to placówka samorządowa finansowana z kasy miejskiej). Logicznym następstwem ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Powstania Warszawskiego byłoby przekształcenie placówki w Narodowe Muzeum Powstania Warszawskiego finansowane z kasy państwa. Umocnienie roli prezydenta, jako autora święta, umocniłoby także obecne kierownictwo muzeum oraz propagowany przez nie i Lecha Kaczyńskiego mit o powstaniu warszawskim jako

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2009, 32/2009

Kategorie: Kraj