I to kusi, i to nęci

NIE DAJ SIĘ NABRAĆ

Oferty rynku pozabankowego wciskają się wszelkimi możliwymi kanałami – także przez internet

Już nie tylko ogłoszenia na słupach i na przystankach autobusowych, ale także profesjonalnie wykonane banery w portalach internetowych, przekierowujące do oferty, czy wiadomości wysyłane na adres poczty elektronicznej zachęcają do skorzystania z szybkiej pożyczki.

Wystarczy jeden SMS…
Wydawałoby się – nowy, wspaniały świat! Nie dość, że nie musimy gromadzić dokumentów o zatrudnieniu i zarobkach, to nawet nie musimy wychodzić z domu, by pożyczka w ciągu godziny znalazła się na naszym koncie. Wszystko proste: wybierz kwotę i okres pożyczki, przelej złotówkę ze swojego rachunku bankowego na nasz, poczekaj na rozpatrzenie wniosku. Niektóre firmy przedstawiają na swojej stronie wzór umowy pożyczki i żądają, aby w tytule przelewu wpisać: „Akceptuję warunki umowy”.
Ile to kosztuje? W jednej z firm 600 zł pożyczone na 30 dni to konieczność zwrotu 750 zł. Jeśli chcielibyśmy przedłużyć termin spłaty, opłata za siedem dni wyniesie 134 zł, za 14 – 150 zł, a za 30 dni – 180 zł. Po niespełna dwóch miesiącach trzeba więc oddać 930 zł, czyli ponad połowę więcej niż pożyczone 600 zł.
Inne oferty są podobne – niekiedy jeszcze droższe.
A ile należałoby oddać po roku? Pytanie jest teoretyczne, ponieważ takie firmy pożyczają niskie kwoty na krótki czas. Gdyby jednak za każdy kolejny miesiąc pobierano opłatę 180 zł, to po roku za pożyczone 600 zł trzeba by oddać 2730 zł!
Lep na mniej zamożnych „Atutami firmy są: szybka decyzja, minimum formalności i błyskawiczna dostawa gotówki”, „Pożyczki udzielane są w sposób elektroniczny, do ich wzięcia niepotrzebne są żadne dokumenty. Decyzja o przydzieleniu pożyczki podejmowana jest w ciągu godziny”, „Pożyczkę gotówkową w kwocie 100-1500 zł bez zbędnych formalności otrzymasz już w godzinę. Termin spłaty to 5-30 dni”, kuszą firmy pożyczkowe. I łowią w swoje sieci osoby niewiele zarabiające lub bezrobotne, dla których ten niewielki dopływ gotówki jest rozwiązaniem jakiejś palącej sprawy życiowej. Tyle że za cztery tygodnie przyjdzie im oddać o 25% więcej.
Czy to etyczne? Nie o etykę tu przecież chodzi, ale o skorzystanie z okazji – skoro banki odsyłają tych klientów, to „za rogiem” czekają na nich ci, których nie obowiązują regulacje państwowego nadzoru…

Bankowe badanie
Działalność banków w Polsce podlega regulacjom Komisji Nadzoru Finansowego, która stoi na straży stabilności systemu bankowego i bezpieczeństwa finansów klientów. Na podstawie m.in. analiz sytuacji banków, trendów i prognoz ekonomicznych komisja przedstawia bankom rekomendacje dotyczące różnych aspektów ich działalności – w tym działalności kredytowej. Rekomendacje oznaczane są kolejnymi literami alfabetu.
Rekomendacja T – z 2010 r., czyli niedługo po wybuchu światowego kryzysu finansowego – zaleca m.in. dokonywanie oceny zdolności kredytowej oraz wiarygodności kredytowej osób zobowiązanych do spłaty kredytów i pożyczek. Rekomenduje też bankom, by przyjmowały bezpieczny poziom obciążania dochodów klientów spłatą zobowiązań kredytowych, tzn. by raty wszystkich zaciągniętych kredytów (w tym kart kredytowych) nie przekraczały połowy dochodów zarabiającego średnią krajową lub mniej. Liczby są bezwzględne i wiele wniosków o kredyt zostaje przez bank odrzuconych.
Nie oznacza to jednak odesłania wiarygodnego klienta do firmy pożyczkowej. Doradca bankowy znajdzie może inne rozwiązanie niż kolejny kredyt – np. zamianę obecnych zobowiązań na jeden kredyt konsolidacyjny, wprawdzie na dłuższy okres, ale z niższą ratą, pozwalającą zbilansować domowy budżet.
Pożyczka na telefon nie będzie wtedy stanowiła pokusy. Zresztą, jak wynika z badania TNS Polska, przeprowadzonego na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sierpniu 2012 r., osób zdecydowanych na taką pożyczkę nie jest wiele.

Z życia wzięte
Prasa codzienna opisuje przypadki osób poszkodowanych przez firmy pożyczkowe (jedna z nich określa się nawet jako korporacja), które okradły klientów, obiecując korzystne kredyty. Już termin „kredyt” jest nadużyciem, ponieważ prawo ich udzielania mają wyłącznie banki, a środki na ten cel nie są ich własnością, lecz pochodzą z depozytów powierzonych im przez klientów. Umowy kredytowe są regulowane przez prawo bankowe. Natomiast pożyczek udzielać może praktycznie każdy, zarówno osoba fizyczna, jak i instytucja. Obowiązuje tylko jeden wymóg – musi być właścicielem pożyczanych pieniędzy. Dlatego kwestie pożyczek regulowane są przez kodeks cywilny. Natomiast umowy kredytowe są regulowane przez prawo bankowe.
W opisywanych przypadkach klienci nie otrzymali obiecanych pożyczek, choć wpłacili na konto oferujących je firm nawet po 3 tys. zł i stracili je bezpowrotnie.
Firma proponuje szybkie pożyczki, rzekomo bez zabezpieczenia, tylko na podstawie zaświadczenia o dochodach. Podsuwa zainteresowanym do podpisania tzw. umowy przedwstępne, w których kredytobiorca zobowiązuje się wpłacić 5% wartości kredytu jako opłatę przygotowawczą. Punkt mówiący o tym, że aby dostać pożyczkę, trzeba mieć zabezpieczenie, zapisany jest drobnym drukiem.
Klientom wmawiano, że pozytywnie przeszli weryfikację, więc podpisywali te umowy. Potem okazywało się, że muszą mieć zabezpieczenie, którego nie są w stanie wykazać (np. nieruchomość). A firma opłaty przygotowawczej nie oddaje.
Znane są także przypadki utraty domu lub mieszkania będącego zabezpieczeniem lichwiarskiej pożyczki – pożyczkobiorca nie był w stanie wywiązać się ze spłaty, a wierzyciel przejmował jego mienie.
Późniejszą rozpacz pogłębia żal, że przed podpisaniem umowy nie przeczytało się jej dokładnie.

Wydanie: 10/2013

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, część IV
Tagi: NBP

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy