Łamanie opłatkiem czy łamanie kołem

Budujące opłatkowe obrazki z Sejmu i Senatu, a na nich ściskający się przeciwnicy polityczni, pokazują, że ludzie ci nie brzydzą się siebie wzajemnie, przynajmniej przez kilka godzin, pod okiem kardynałów i biskupów mogą organoleptycznie sprawdzać smak policzków swych oponentów. Zapach igliwia, smak śledzia oraz karpia generują nastrój miłosierdzia i łaski.
Łaska pańska, jak wiadomo, na pstrym koniu jeździ na oklep, a PiS-owi wydaje się, że ma monopol na łaskę i niełaskę. Prezydent ma prawo do ułaskawienia kogo chce bez uzasadnienia. Mógłby darować mordercy, ale nie Sobotce! Sobotka bowiem został wyznaczony jako ten, który ma ponieść karę. Sąd uzasadniał poszlaki, określając je jako logiczny ciąg wydarzeń, tylko że logiczny łańcuch wydarzeń może pozostać tak samo logiczny, gdy zmieni się podmiot, a więc zamiast Sobotki podstawi się kogoś innego – tego, kto być może naprawdę puścił farbę w sprawie starachowickiej. Mówi się po cichu o tym, że przeciek wyszedł od wysoko postawionego polityka SLD. Prezydent może o tym wiedzieć, a może odpuścić z powodów humanitarnych i Ziobrze nic do tego. Nie ma prawa podważać decyzji głowy państwa, a już zwlekanie z wydaniem akt wydaje się manipulacją nie do przyjęcia na stanowisku ministra sprawiedliwości.
W odróżnieniu od wszystkich tych, co są łaską oburzeni, zszokowani czy „porażeni” jak, nie przymierzając, Wassermann prądem w wannie, uważam, że gdyby Kwach był koniunkturalistą jak większość polityków, to nie robiłby aktów łaski pod prąd, nie narażałby się wszystkim. Słyszę, że nawet zwolennicy byłego już prezydenta mają problem, mówią, że nie powinien się narażać na utratę punktów w sondażach, jeśli chciałby potem stanąć na czele tego czy owego. Sądzę, że ten akt łaski jest aktem odwagi Kwaśniewskiego. Sam doznał łaski papieskiej w papamobilu i teraz jako świadek będzie zeznawał w procesie beatyfikacyjnym naszego Karola Wojtyły. Tego wigilijnego prezentu z Watykanu nie mogą mu wybaczyć ci, co wciąż stawiają go a to przed komisję, a to przed Trybunał Stanu. Nienawidzą go, bo potrafił zjednać sobie publikę, jak żaden z nich nie potrafi. Zamiast łamać się opłatkiem, łamaliby go chętnie kołem.
Nienawiść miesza w umysłach, zwłaszcza nienawiść frustrata. Rokita już był w ogródku władzy, już witał się z gąską męskiej płci, czyli z Kaczorem, już w koalicję wchodził, aż tu nagle Kaczory kuper mu pokazały. Tak więc nad Przewoźnikiem się znęca, mimo że sąd orzekł jego niewinność. Kurtyka dzięki ubeckiej nieudokumentowanej notatce znalazł hak na kolegę i tak został wybrany. Po trupach do celu. O miłosierdziu wigilijnym tu nie ma mowy.
Nikt w czasie opłatkowym nie odważyłby się pozdrawiać przez podniesienie ręki w wiadomym geście, tłumaczonym jako „przywoływanie kelnera” oraz „pozdrowienie fotografa”. Oczywiście, tak przywoływano kelnerów w Bawarii, a pozdrawiano fotografów w Monachium, w latach 30. w Trzeciej Rzeszy. W Trzeciej Rzeczypospolitej tego rodzaju pozdrowień nie używało się, a przynajmniej nie używali ich parlamentarzyści.
Pokazywanie fotografii posłanki Senyszyn czy redaktorów z „Gazety Wyborczej” z uniesioną dłonią, a już powoływanie się na gesty papieskie zrobiło na ludziach jak najgorsze wrażenie. Słyszałam, jak starsi państwo w klinice wściekali się, że młodzi faszyści mają nas za idiotów.
Po opublikowaniu zdjęć w „Fakcie” mówiono i pisano w mediach o tym, że wszechpolacy nie doceniają inteligencji widzów. Otóż nie jest tak, że mają nas za idiotów. Wynika to z postawienia parlamentarzystów pod ścianą w świetle reflektorów. Ci, którzy zostali posłami, wiją się jak węgorze w końskiej głowie (moi czytelnicy pamiętają scenę z powieści Grassa „Blaszany bębenek”, pokazaną potem w filmie), żeby utrzymać się w Sejmie.
Kiedy pokazuje się kontrmanifestację marszu równości, tolerancji czy innych tego rodzaju wymysłów demokracji, wówczas widzimy i słyszymy dumną „białą siłę”, która wykonuje czarną robotę za swoich posłów, nie kryje się z hasłami, jakich w świątecznej atmosferze nie godzi się nawet cytować. Oni doskonale wiedzą, że my wiemy, o co chodzi, ale muszą trzymać się w ryzach, bo wypadliby z parlamentu. Są przecież różne komisje etyczne, są ciała cywilizujące posłów. Mają więc młodzi posłowie przyzwolenie szeregowych członków na to, by udawać kulturalnych. Tak jak Kurski miał poparcie PiS-u w sprawie dziadka Tuska. Poparcie dla faszyzmu rodem z dawnych Niemiec jest u nas małe, dlatego w sondażach LPR spada, jest blade jak lico Wrzodaka, który odciął się od smyczy Giertycha.
Jak dotąd cywilizowano wyłącznie Leppera. Podczas niedawnego wystąpienia w Sejmie zwrócił się do posłów: Pamiętacie, jak mówiłem, że Wersalu nie będzie? No i co? Nie ma! Ja się zmieniłem, ukulturalniłem, a wy skaczecie sobie do gardeł! – tak to mniej więcej szło, może trochę inaczej, ale sens był taki. Lepper zyskał nawet moją chwilową sympatię, bo rzeczywiście to było zabawne.
Niestety, znów wszedł do tamtej rzeki czy może bajora, ale nie on jeden. Kiedy okazało się, że poseł G. z Samoobrony ma być postawiony w stan oskarżenia za gwałt na prostytutce, odezwał się w te słowa: Czy można w ogóle zgwałcić prostytutkę? I śmiał się, nie mógł przestać, a z nim rechotała reszta członków obecnych na konferencji prasowej. Dziennikarze chyba się nie śmiali? Na Lepperze skupiło się odium. On przeprosił za swą wypowiedź, raczkuje wszakże w kulturze, nie należy do zatwardziałych inteligentów, którzy demokrację mają w małym palcu. A przynajmniej powinni mieć. Przyszło na Andrzeja Leppera opamiętanie. Tamci anonimowi, śmiejący się głośno nie przeprosili nikogo. Wyjaśniło się, że prostytutka nie chciała bez prezerwatywy, w Europie nie dają bez powłoki z obawy przed AIDS, ale świątobliwy pan poseł z pewnością powie, że brzydzi się kondomów, bo są zakazane, więc jako osoba wierząca zdjął gumę i zrobił swoje, by dać nauczkę grzesznicy.
Nie chciałoby się zasiąść z hipokrytami przy wigilijnym stole. Hipokryzja jest mocną stroną nowych parlamentarzystów. Wydaje im się, że są sprytni, gdy są żałośni. Na szczęście jest senator Kutz, który nie boi się nikogo, mówi i pisze ostrą prawdę, z nim można przełamać się opłatkiem, zjeść śledzika, a nawet popić krystalicznie czystą wódeczką. Z okazji świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku życzmy sobie więcej takich ludzi w polityce.

Wydanie: 51-52/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy