Łaskawca

Łaskawca

LEWY DO PRAWEGO
Rząd przedstawił Sejmowi projekt nowelizacji ustawy budżetowej na 2001 r. W dokumencie tym ograniczył się wyłącznie do zwiększenia deficytu budżetowego o 8,6 mld zł. Większość komentatorów ekonomicznych przyjęła posunięcie rządu „cała w skowronkach”. Wokół było słychać, że decyzja rządu uspokoiła inwestorów, że to balsam na zaniepokojoną giełdę itd. itp. A przecież to nic innego, jak ratowanie się przed Trybunałem Stanu, który groził premierowi i ministrowi finansów za przekroczenie deficytu budżetowego. Żeby go nie przekroczyć, należy go zwiększyć. Prawda, jakie to proste?
Minister finansów domagał się od rządu pełnej nowelizacji budżetu. Oznaczało to przedstawienie Sejmowi projektu, w którym zapisano by również zmniejszenie wydatków o kwotę 8,7 mld zł. Niestety, rząd – tłumacząc się brakiem czasu i zgody ministrów na zaproponowane cięcia wydatków – ograniczył się jedynie do zwiększenia deficytu, co, oczywiście, nie rozwiązało problemu, a jedynie go zamazało.
Jeśli chodzi o zmniejszenie wydatków, przyjęto strategię tzw. bieżących cięć, których zakres i wysokość będzie uzależniona od dochodów. Rząd w uzasadnieniu do projektu stwierdził, że „analizować będzie bieżącą redukcję wydatków oraz możliwości ich redukcji. Redukcja może być niezbędna w przypadku gdyby: następowało dalsze pogorszenie realizacji dochodów budżetu państwa, pojawiły się przejściowe trudności z utrzymaniem płynności budżetu państwa”. Takie uzasadnienie może przekonać tylko tych posłów, dla których finanse publiczne to czarna magia. Ci wszyscy, którzy choć cokolwiek się na tym znają – po przeczytaniu w tym samym uzasadnieniu, że rząd szacuje, iż „wzrost PKB w pierwszym półroczu wyniósł 1,5-1,8%” – wiedzą, że jeśli nawet nastąpiłaby radykalna poprawa gospodarki (a nie nastąpi) roczny wzrost PKB wyniesie około 2%, a więc będzie o dwa punkty procentowe mniejszy od przyjętego w ustawie budżetowej. Oznacza to tym samym ubytek dochodów w wysokości 12 mld zł.
Krętactwem można więc śmiało nazwać całe to gdybanie, że redukcja wydatków jest uzależniona od dalszego rozwoju sytuacji. Jest ona nieunikniona i minister finansów, wykorzystując swoje uprawnienia, już ją realizuje. Rząd woli, oczywiście, robić to w ukryciu niż w świetle sejmowych jupiterów.
Po prostu śmiesznie przy tym brzmią osobiste zapewnienia premiera Buzka, że cięcia te nie dotkną „normalnych ludzi ani samorządów, że będą zmniejszane wydatki na inwestycje”. Po pierwsze, wypada, by premier rządu wiedział, iż pieniądze przekazywane samorządom uzależnione są od wpływów podatkowych, a jeśli te są mniejsze, to automatycznie zmniejszają się subwencje. Po drugie, inwestycje w Polsce – szpitale, biblioteki, drogi, mosty – nie są realizowane dla Marsjan, a dla ludzi „normalnych”, jak nazywa ich premier. Realizują je firmy zatrudniające „normalnych ludzi”. I jeśli zostaną one zatrzymane – a zostaną – to decyzje dotkną właśnie „normalnych ludzi”. A może premier chciał po prostu powiedzieć, że jego rząd w swej łaskawości gwarantuje pracownikom sfery budżetowej, emerytom i rencistom, że ich pobory i świadczenia nie zostaną zmniejszone? Jeśli tak, to w imieniu rencistów i emerytów bardzo panu, panie premierze, dziękuję za wspaniałomyślność.
Sojusz Lewicy Demokratycznej, deklarując współpracę przy nowelizacji budżetu, uzależnił swe poparcie od przedstawienia przez rząd planu wydatków do końca bieżącego roku z wyszczególnieniem zarówno pozycji, których dotkną bolesne cięcia, jak i wydatków, które pozostaną nie zmienione.
Kota w worku można próbować sprzedać, ale z pewnością SLD go nie kupi – zwłaszcza od rządu premiera Buzka.

Wydanie: 30/2001

Kategorie: Publicystyka
Tagi: MAREK WAGNER

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy