Laureat, co snuje i tka

Laureat, co snuje i tka

Książkę Radka Raka, zdobywcy tegorocznej Nike, każdy może czytać z wielkim pożytkiem po swojemu

Piękno tu i straszno. Wszystko się plącze, przenika, gdzie jest prawda, gdzie fałsz? A dobro i zło? Druga część tytułu powieści niby wszystko wyjaśnia: „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”. O okrutniku chłopskim zatem będziemy czytać. Każdy coś o nim wie. Panów rżnął, dwory plądrował i palił. Jego zryw przeszkodził narodowowyzwoleńczemu krakowskiemu powstaniu szlachciców. Dał się zaborcy austriackiemu wykorzystać – głupi zdrajca! Ależ skąd. To wyraziciel społecznego buntu! Ileż można pokornie znosić krzywdy? Niech żyje Szela!

Przywódca galicyjskiej rabacji pojawiał się już na kartach znakomitej literatury – „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, „Turoń” Stefana Żeromskiego, „Słowo o Jakubie Szeli” Brunona Jasieńskiego. Zależy, jakie kto ma poglądy polityczne, jaką wrażliwość społeczną i ogólnoludzką, taką rolę przypisuje Szeli. A Radek Rak? Tworzy znakomitą literacko, mądrą, złożoną powieść. Przede wszystkim czytając, dotykamy piękna przyrody. „Niebo zaciąga się grafitowo, a chmury na brzegach mają zły, zielonkawy poblask. Idzie wiejba – pisze Rak. – Spod leśnych wykrotów wypełza wczesny mrok. (…) Trudno jest zdobyć zaufanie karpackiej puszczy, zamkniętej w sobie, gdzie buki łypią na wędrowca sękatym okiem”. A jemu „w tobołku mile chlupocze czereśniowa pamuła w kamionkowym dzbanku”. To świat żyjących blisko natury ludzi, świat zwierząt i rozmaitych duchów.

„Ta książka to klechda. Jak każda klechda jest triumfem wyobraźni, dotyka twardej rzeczywistości, prawdziwego świata. (…) Snuje historie nie z tej ziemi i jednocześnie opowiada coś, co drzemie w historii. (…) Nie historia z jej dramatyzmem i okrucieństwem gra w tej klechdzie pierwsze skrzypce. Siłą książki Radka Raka jest sam akt snucia opowieści. Snucia i tkania. Tkania z rozbieganych ech i pogłosów. Z lotnych pasm uwolnionej wyobraźni. Z refleksów światła odbitego od gór, bukowych liści, łusek węża”, powiedział w laudacji tak pięknej literacko i mądrej jak sama powieść prof. Paweł Próchniak, informując o przyznaniu jej tegorocznej Nagrody Literackiej Nike.

W pełnym urody i okrucieństwa świecie, wśród wierzeń i bajań, żyje Jakób Szela. Pogańskie gadki wpływają na jego istnienie na równi z wiarą chrześcijańską. Piękna, mądra metaforyka – jak to w eposach, ludowych bajdurzeniach, w poezji bywa – śpieszy z podrzucaniem prostych, a zarazem głębokich mądrości. Jak choćby ta: gdy się kocha, oddaje się serce. Ale kim jest człowiek bez serca? Okrutnikiem albo emocjonalną wydmuszką. Młodziutka Chana wyjęła i podała Kóbie swoje malutkie, nieopierzone serce. Od razu zrozumiała, że to próżny gest, chłopak go nie chciał. Za to on swoje serce dał rusałce (albo zwykłej latawicy – kto wie?) Malwie. A jak mówią mądre węże, bez serca człowiek się błąka. Tak jak Szela. Robi trochę dobrze, więcej źle.

A mógłby Szela nie pragnąć zemsty na panach, nie żywić wobec nich jak najgorszych uczuć? Nie szczędzi Radek Rak opisów szlacheckiej bezwzględności. Jaśnie pan dziedzic Wiktoryn Bogusz, świetlisty, czysty, łaskawie pozwala śmierdzącym chamom o grubo ciosanych, durnych gębach całować swój pierścień. I zleca kije tym, co pańszczycę opuścili, a umierającego Starego Myszkę – prawie dziadka Kóby – każe ciągnąć za koniem, bo staruch leżał, umierając w polu, znaczy się leń. Co w takiej sytuacji ma robić dusza, umieszczona gdzieś między wątrobą a mostkiem? Taka jak choćby u Szeli bez serca? A jeszcze gdy dziedzic wraz z wysoko urodzonymi kompanami chłopów do wojska wyznacza i urządza polowania na dziewki, by łoża grzały? Jakób zaś wie, że w dalszym życiu czeka go tylko ból, głód i grób za płotem cmentarza. Opis rabacji zajmuje w książce liczącej ponad 400 stron tylko dwa rozdziały, ale i ten fragment nie jest jednoznaczny. Radek Rak w toku całej fabuły podkreśla, że nikt nie wie, co i jak było naprawdę, a w finale akcji stosuje baśniowy zabieg wymieszania dusz – Jakóba Szeli i Wiktoryna Bogusza. Cham stał się panem, pan chamem. Kto zatem jest dobry, a kto zły? Kogo potępić, a komu współczuć? Nic nie jest oczywiste. Jak to w dobrej literaturze bywa.

Powstaje już sporo analiz „Baśni o wężowym sercu” – że słowa klucze, że nawiązania do Biblii, wierzeń słowiańskich, „Odysei”, Brunona Schulza czy „Mistrza i Małgorzaty”… To wszystko prawda, ale każdy może czytać z wielkim pożytkiem po swojemu i chyba każdy doceni. A kim jest autor? 33-letnim pochodzącym z Dębicy weterynarzem o chłopskich korzeniach – co podkreśla – który pracuje w Krakowie i który już za pierwszą książkę, „Puste niebo”, został nagrodzony w 2017 r. Złotym Wyróżnieniem w Nagrodzie Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Teraz pisze kolejną powieść fantasy, gdzie znajdzie się miejsce na magię, miłość, przygody i na małe zwierzęta. W planach ma opowieść o przedwojennej Dębicy, ale – jak zastrzegł w jednym z wywiadów – nie śpieszy się, musi jeszcze trochę przeżyć i trochę dojrzeć.

m.kakiel@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 42/2020

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy