Legiony dżihadu

Legiony dżihadu

Terror zagraża całej Europie – brzmi diagnoza po kolejnych zamachach w Londynie

Przypadek czy terrorystyczny dyletantyzm? Po drugiej fali zamachów w londyńskim metrze i autobusach, która w ostatni czwartek tym razem bardziej wystraszyła londyńczyków i Europę, niż poraziła skalą ataku, nie tylko prasa, lecz także policyjni eksperci pytają, jaki cud sprawił, że nie było hekatomby, a jedynie kilkoro rannych.
Optymiści przekonują, że to, co miało miejsce 21 lipca, czyli eksplozje wyłącznie detonatorów, a nie całych bomb, jest dowodem, że ubiegłotygodniowe ataki były dość przypadkowe i zorganizowane przez amatorów, a nie zawodowych i gotowych na wszystko terrorystów. Twierdzi tak m.in. amerykański ekspert ds. bezpieczeństwa, Edward Luttwak, który generalnie stawia odważną tezę, że oskarżana o autorstwo londyńskich zamachów

Al Kaida jest martwa,

a zamachowcami w Londynie i 7, i 21 lipca byli „miejscowi rozwścieczeni muzułmanie – tacy, którym [w drugim przypadku – przyp. BG] nawet nie udało się porządnie odpalić ładunków”.
Większość analityków jest jednak innego zdania. „Im więcej wiemy o ataku, tym bardziej wydaje się on fachowy i dobrze zaplanowany. Ludzie stojący za nim wiedzieli, co robią. To całkiem prawdopodobne, że zaplanowali kampanię, a nie tylko jeden wybuch”, powiedział ekspert ds. bezpieczeństwa z londyńskiego King’s College, Michael Clarke. I dodał: „Ataki sugerują, że w Wielkiej Brytanii istnieje sieć komórek terrorystycznych, w których jest po trzech-czterech fanatyków, kierowanych przez „specjalistę” Al Kaidy i eksperta od konstruowania bomb”.
Także brytyjski ośrodek badań strategicznych Stratfor ocenił, że „koordynacja czwartkowych ataków i ich podobieństwo do zamachów z 7 lipca nie wyglądają na przypadkowe”. Tym razem, według ekspertów Stratforu, posłużono się mniejszymi ładunkami, bo „atak był obliczony raczej na wywołanie efektu psychologicznego. Celem było podważenie zaufania do zdolności władz do zapewnienia bezpieczeństwa w środkach komunikacji miejskiej Londynu”.
Pierwsze efekty budowania atmosfery strachu już są. W miniony piątek przedstawiciel brytyjskiego związku zawodowego transportowców ostrzegł, że maszyniści metra londyńskiego mogą odmówić pracy w razie dalszych ataków terrorystycznych na ten środek komunikacji.
Miejscowa prasa dzień po zamachach z 21 lipca pisała w alarmistycznym tonie: „Cień terroryzmu ponownie pojawił się nad Londynem.” Dziennik „The Guardian” dodał nawet: „Zuchwałość terrorystów, którzy uderzyli tak szybko po pierwszym ataku, jest szokująca”.
Bardziej dalekowzrocznie patrzący komentatorzy dodają do tego najokrutniejszą prawdę. Nie tylko Londyn i Wielka Brytania, ale cała Europa coraz częściej będzie terenem zamachów terrorystycznych. W lipcu tylko dzięki wielkiej operacji włoskiej policji (aresztowano 174 osoby) udało się prawdopodobnie przerwać przygotowania do terrorystycznych ataków na Półwyspie Apenińskim.
Francuski tygodnik „Le Figaro Magazine” pisze wprost: „Europejskie legiony świętej wojny nadal są silne”. Gazeta przedstawia wyniki dziennikarskiego śledztwa, z którego wynika, że nie tylko młodzi muzułmanie z Europy przedostają się do Iraku, by tam walczyć po stronie islamistów, ale trwa również ruch odwrotny –

wracają do Europy,

by zasilić szeregi terrorystów. Wzmacnia to tworzoną od początku lat 90. w Europie siatkę islamskich terrorystów spod znaku Al Kaidy, kierowanych przez radykalnych mułłów, m.in. tych, którzy znaleźli schronienie w Londynie.
„Le Figaro Magazine” nie pozostawia złudzeń. Komórki te mają jedną misję: przenieść świętą wojnę na teren Europy. Od jesieni 2004 r. ugrupowania tworzone przez byłych islamskich radykałów, którzy wcześniej walczyli przeciwko USA i ich sojusznikom w Iraku, są aktywne prawie wszędzie w Europie. Wielka Brytania, sojusznik „Wielkiego Szatana”, jest szczególnie zagrożona. Od jesieni 2002 r. udaremniono liczne plany zamachów, m.in. w 2002 i 2003 r. na londyńskie metro. W maju 2004 r. Brytyjczycy aresztowali członków grupy złożonej z przybyszów z krajów Maghrebu, którzy uczynili z Londynu pierwszy cel swych zamierzeń terrorystycznych.
Co można zrobić w celu obrony Europy przed tą zmasowaną ofensywą? Rząd brytyjski zaproponował stworzenie „światowej listy ekstremistów” i rozszerzenie uprawnień władz wobec osób „podżegających do terroryzmu lub usiłujących popchnąć innych do aktów terrorystycznych”. Premier Blair sugeruje, by ustanowić

katalog „niedopuszczalnych zachowań”,

polegających m.in. na „wygłaszaniu prowokacyjnych kazań, podobnych kontaktach internetowych czy na redagowaniu artykułów służących podsycaniu lub prowokowaniu terroryzmu”. Każdy, kto trafiłby na taką listę, miałby automatycznie zakaz wstępu do Wielkiej Brytanii i na teren całej UE.
Temat od razu podchwycili Francuzi. Paryż ogłosił, że wprowadzi tzw. wczesne wykrywanie radykalnego islamizmu, który może sprzyjać terroryzmowi. Założeniem akcji ma być szczególna czujność wobec radykalnych imamów. We Francji zostaną także wzmocnione środki nadzoru z użyciem kamer. „Europa idzie z terroryzmem na wojnę”, zapowiedział francuski minister spraw wewnętrznych, Nicolas Sarkozy.

 

Wydanie: 30/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy