Lękajcie się lub nie, zależnie od sytuacji

Lękajcie się lub nie, zależnie od sytuacji

Dziennikarze, zwłaszcza telewizyjni, otrzymali z powodu śmierci Papieża tak potężną dawkę mistycznego napromieniowania, że nie wiadomo kiedy się z tego uleczą, żeby wrócić do swoich codziennych zajęć przekręcania faktów i rzucania niesprawdzonych oskarżeń. Wyleczą się jednak i wrócą do normalności. Politycy przycichli, ale długo tak nie wytrzymają, za tydzień wrócą do swego normalnego jazgotu. Podobno Papież „uczynił nas lepszymi”, ale chyba tylko na jeden tydzień.
Mistyczne natchnienia, które nagle spadały na niemistycznych ludzi, Kościół zawsze traktował ze specjalną troską, żeby nie powiedzieć – podejrzliwością. W składnikach tego nastroju bowiem trudno odróżnić udawanie od szczerości i prawdy. Zwraca uwagę, że duchowni wyższej rangi, zwłaszcza cudzoziemcy lub wychowani za granicą, potrafią o życiu i śmierci Papieża Polaka mówić rzeczowo i ściśle, podczas gdy nabrzmiali uduchowieniem ludzie mediów męczą siebie i innych, szukając metafor możliwie najdalszych od rzeczywistości.
„Co zrobić, żeby nie zmarnować tej masy miłości, która jest w nas”, pytają w telewizji. Dobre pytanie. Radni warszawscy uchwalili postawienie pomnika Janowi Pawłowi II. Zastrzegli jednak termin, w jakim to ma nastąpić. Duch Święty ich natchnął, że ten termin powinien zbiec się z prezydencką kampanią wyborczą, w której Lech Kaczyński kandyduje. Uroczystość odsłonięcia pomnika na placu Zwycięstwa z pewnością Kaczyńskiemu nie zaszkodzi. Oto przykład, co robić, aby nie zmarnować tej masy miłości, która jest w nas. Papież „uczynił nas lepszymi” w tym celu, żebyśmy wiedzieli, jak głosować. Niezmordowany prałat Peszkowski z kolei postanowił „w horyzoncie miłości”, jak mówią dopraszani komentatorzy, postawić sprawę Katynia. Miłość jest twórcza, miłość jest płodna, w horyzoncie miłości znajdzie się wkrótce dekomunizacja, obie lustracje, dzika i cywilizowana, komisje prawdy i sprawiedliwości i w ogóle wszystko, co w horyzoncie nienawiści już nas zdążyło zniecierpliwić.
Do najczęściej przytaczanych słów polskiego Papieża należy sławne wezwanie: nie lękajcie się! Gdy słyszałem je po raz pierwszy z ust Papieża, miałem poczucie, że zostało powiedziane coś, na co wszyscy czekali. Było nas milion, świeciło słońce, wszyscy byli prawie szczęśliwi. Brakowało tylko tych słów i one zostały wypowiedziane. Być może w chwili, gdy każdy, kto się przedtem lękał, pomyślał sobie, że nie ma czego się lękać, i czekał na jakieś potwierdzenie. Na tym może polegała więź Jana Pawła II ze zgromadzonymi masami w różnych częściach świata, że mówił to, co wszyscy w głębi duszy czuli, ale chcieli to jeszcze usłyszeć.
Czego się nie lękać? Gdy mówi to Papież, wierni mogą myśleć, że piekła, kary za grzechy, potępienia wiecznego, tego wszystkiego, czego Kościół przez wieki kazał się bardzo lękać. Piekło jest, ale nie lękajcie się, bo od czasu Vaticanum II nieczynne. Jako jednostki podległe państwu możemy się lękać złego rządu. Dziennikarz słowacki pisze: „Kiedy papież przybył na Słowację w 1997 r. powiedział trzy słowa: nie lękajcie się! Dlaczego? Ponieważ zajrzał w naszą duszę i zobaczył w niej strach. Dostrzegł jego historyczne piętno, które uniemożliwiało nam swobodne oddychanie i ujrzał też nasze sparaliżowanie strachem przed reżimem ówczesnego rządu”, na czele którego, jak pamiętamy, stał nie bardzo straszny populista Mecziar. W Polsce w roku 1979 nie bano się ani piekła, ani Gierka, panował jednak lęk z przyzwyczajenia i na wszelki wypadek; i to miał na myśli Papież ,wołając: nie lękajcie się!
Czy dziś Polacy żyją bez lęku? Czym jest uczucie doświadczane przez pracujących, którzy wiedzą, że mogą w najmniej dla nich odpowiednim momencie stracić pracę, i przez bezrobotnych, wiedzących, że mogą jej nie znaleźć? „Nie lękajcie się” ma dziś znacznie mniej siły uspokajającej, niż miało w roku 1979.

Wydanie: 15/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy