Lektury agentów

Lektury agentów

Smak czekolady jako kwestia bezpieczeństwa

Od „Przeglądu Papierniczego” po „English Matters”. Od „Miesięcznika Światowego Związku Żołnierzy AK” po „Ochronę Przeciwpożarową”. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego jak co roku ogłosiła przetarg na dostarczenie do centrali przy Rakowieckiej w Warszawie i ośrodka szkoleniowego w Emowie kilkudziesięciu tytułów prasy krajowej w pakietach obejmujących wszystkie wydania w 2014 r. Tym razem ma być ich 88.
„Rzeczpospolita” jest w tej chwili cieniem tego, czym była w czasach Pawła Lisickiego i tekstów o trotylu na tupolewie. Mimo to ABW zamówiła na ten rok aż 24 pakiety tego dziennika. O dwa oczka niżej jest „Gazeta Wyborcza”. Trzecie miejsce zajmuje „Dziennik Gazeta Prawna” (14 pakietów).
Za to „Nasz Dziennik” to tylko dwa pakiety. Dlaczego? Tyle tam przecież tekstów o narodowych marszach niepodległości, pielgrzymkach kiboli, „żołnierzach wyklętych”, walce z lewicowymi patronami ulic i szkół. To z tego środowiska płyną groźby pod adresem Donalda Tuska i jego ekipy. „Psy szczekają, karawana idzie dalej”?

Autor jako figurant

Wśród tygodników opinii na pierwszym miejscu w rankingu ABW jest „Wprost” (15 pakietów). Oczko niżej znalazła się „Polityka”. „W Sieci” braci Karnowskich o dwa oczka bije „Do Rzeczy” Lisickiego (odpowiednio cztery i dwa pakiety). Między nimi jest „Przegląd” – trzy egzemplarze tygodniowo obowiązkowej lektury dla pracowników agencji. Jednak „los się musi odmienić”, jak śpiewał kiedyś Kazik Staszewski. Po takiej np. publikacji „Nie ma bata na nazioli” (nr 6/2014) krytycznego wobec pracy ABW na Podlasiu nastąpiła mała ruchawka w centrali i delegaturze w Białymstoku.
Szef tej ostatniej wraz ze swoim zastępcą podpytywali podlaskich policjantów na okoliczność tego tekstu i jego autora. – Gratuluję ci teczki w ABW – śmieje się znajomy funkcjonariusz policji. – Wychodzi na to, że możesz mieć podobny status jak naziole: ty i oni to „figuranci”.

A co z panem Leszkiem?

W wykazie prasy krajowej na rok 2014 ABW nie uwzględnia tytułów jawnie szowinistycznych, ogólnie dostępnych, rozchodzących się w normalnym kolportażu. Nie ma w nim np. gazet Leszka Bubla, złotnika i byłego posła Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama: albo agencja ignoruje wydawniczych ekstremistów, uznając ich za głośny, acz nieszkodliwy folklor polityczny, albo zaopatruje się w te lektury w trybie niejawnym.
Ta druga opcja wydaje się prawdopodobniejsza. Funkcjonariuszom zajmującym się skrajną prawicą zależy na szczególnej dyskrecji, utrzymywaniu osób rozpracowywanych w błogim przeświadczeniu, że się nimi w ogóle nie interesują. To elementarz gier operacyjnych. Podobna praktyka może dotyczyć prasy ultralewicowej i związkowej.
ABW zamówiła natomiast antyklerykalne „Nie” oraz „Fakty i Mity” (odpowiednio dwa i jeden pakiet). Pominęła jednak reaktywowaną w ubiegłym roku „Trybunę”. Nie chce się wierzyć, że specsłużbom nie zależy chociażby na lekturze prawno-kryminalnego dodatku redagowanego przez Piotra Rybę, oskarżonego w aferze korupcyjnej w Ministerstwie Rolnictwa za czasów rządu koalicji PiS-Samoobrona-LPR.
Dla równowagi wśród lektur funkcjonariuszy nie ma też wysokonakładowej katolickiej „Niedzieli” ani „Gościa Niedzielnego”. Reprezentujący nurt otwartego rzymskiego katolicyzmu „Gość Niedzielny” to, podpowiadamy agentom, publicystyka międzynarodowa Andrzeja Grajewskiego opisanego w raporcie Macierewicza jako były współpracownik WSI. W kontekście wydarzeń na Ukrainie jego wiedza na temat Europy Środkowej i Wschodniej wydaje się godna uwagi. Z tego choćby powodu w zamówieniu na rok 2015 sugerujemy uwzględnić też „Gościa Niedzielnego”.

W co pakować czekoladę

Ale nie tylko prasa społeczno-polityczna znalazła się w kręgu zainteresowań analityków ABW. Miesięcznik „Przegląd Papierniczy” to nie mniej frapująca lektura, aż szkoda, że zamówiono tylko jeden egzemplarz. Weźmy tegoroczny lutowy numer periodyku oraz tekst Małgorzaty Banasiak i Janiny Leks-Stępień „Badania wpływu zadrukowanych papierowych materiałów opakowaniowych na właściwości organoleptyczne czekolady”. „Podstawową rolą opakowania jest zapewnienie bezpieczeństwa i utrzymanie jakości produktu – czytamy we wprowadzeniu do tej publikacji. – Zdarza się jednak, że opakowanie może być źródłem szkodliwych dla ludzkiego zdrowia substancji, które w sposób zamierzony lub nie przechodzą do żywności. Na skutek zachodzących reakcji fizyko-chemicznych może nastąpić zmiana smaku lub zapachu produktu spożywczego, a przede wszystkim może się obniżyć jego jakość. Efekt ten nie jest pożądany zarówno przez konsumentów, jak i producentów”.
Jak widać, i proszę się nie śmiać, opakowanie od czekoladek może być kwestią bezpieczeństwa państwa. Nietrudno na przykład wyobrazić sobie sytuację, kiedy obce służby w finezyjnych grach operacyjnych karmią naszych ministrów i podsekretarzy stanu niepełnowartościową, wręcz szkodliwą dla ich zdrowia słodyczą. Skutki takich działań mogą być wręcz katastrofalne.
Tylko po angielsku i niemiecku?

Jakkolwiek Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, jak sama nazwa wskazuje, jest skoncentrowana przede wszystkim na działaniach w kraju, to nauka języków obcych nie jest jej obca. W 2014 r. zamówiła po jednym egzemplarzu czasopism przeznaczonych dla osób poznających tajniki języków obcych „Deutsch Aktuell” i „English Matters”.
Dziwi co prawda ignorowanie innych narzeczy, zwłaszcza w sytuacji wydarzeń za naszą wschodnią granicą, chociaż pośród 4,5 tys. funkcjonariuszek i funkcjonariuszy są i tacy, którzy przynajmniej w stopniu komunikatywnym znają język Puszkina i Putina jeszcze z podstawówki. Ba, pozytywnie swego czasu zweryfikowani oficerowie SB też nie mają z rosyjskim problemów, choć to mniejszość i z przyczyn naturalnych odchodząca coraz szybciej na emeryturę.

Lektur coraz więcej

Konflikt na Ukrainie dołożył agentom jeszcze więcej lektur. Pod lupę poszły wydawnictwa wypowiadające się co najmniej krytycznie o działaniach polskiego rządu i naszej dyplomacji. – Jest wolność słowa i każdy może sobie pisać, że kocha Putina. My tylko badamy, czy tego typu przedsięwzięcia nie są nielegalnie finansowane przez podmioty związane z rosyjskim wywiadem. Jeżeli są takie podejrzenia, sprawę przekazujemy kontrwywiadowi, jeżeli nie, publikacje trafiają do opracowań naszego centrum analiz – powiedział dziennikarzom „Wyborczej” anonimowy oficer ABW („Wojna z Rosją na szpiegów”, „GW” z 14 marca).
Jeśli to prawda, to polskie służby mają pełne ręce roboty. Facebook i największe portale internetowe w Polsce to dodatkowo nieprzeliczalna ilość komentarzy oraz opinii przynajmniej usiłujących rozumieć politykę Rosji. Najwygodniej jest to wszystko wrzucić do jednego worka z napisem „rosyjska agentura wpływu”. To przecież solidny argument za zwiększeniem budżetu i zatrudnieniem dodatkowych rąk (i umysłów) do pracy w agencji.

Wydanie: 17-18/2014

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy