Leon amator

TELEDELIRKA

Gdy w TV pojawiła się reklama piwa, w którym Jean Reno mówi jedno tylko słowo: „Dziękuję”, wszystkie redaktorki programu, w którym właśnie brałam udział, westchnęły: „To jest facet!”. Zimny w wykonywaniu zabójczej roboty, precyzyjny jak komputer, ulitował się jednak nad sierotką, której rodzinę właśnie sprzątnięto. Leon Zawodowiec zaopiekował się dobrze rozwiniętą dziewczynką właśnie dlatego, że był wykreowany, a nie rzeczywisty.
Filmy gangsterskie często służą jako instruktaż zawodowcom, ale, niestety, także amatorom. Profesjonalista w każdym zawodzie chce być najlepszy. Bierze z filmu dobry pomysł i przystosowuje go do warunków pracy własnej. Jeśli jest włamywaczem, nie zabija. Jeśli napada na banki, pracuje w kominiarce, aby go nie rozpoznano i stara się wiele nie gadać, wystarczy, że powie: „To jest napad!”. Uważam, że dobrym pomysłem byłoby puszczenie w takim momencie kasety z głosem Lindy. Zawodowiec wywali dla postrachu w sufit z kałasza i co najwyżej nieposłusznego strażnika postrzeli w nogę, załaduje sałatę do worka i się stlenia. Za rogiem w ukradzionym samochodzie czeka kolega. Samochód spalą w ustronnym miejscu, innym zaś pojadą na metę dzielić fanty. Spoko i bez nerw.
Zawodowcy są najokrutniejsi, gdy chodzi o zdradę rodziny, o, wtedy potrafią wznieść się na wyżyny sadyzmu. Wymyślają tortury, przy których Marlon Brando, pamiętny Ojciec Chrzestny, jest krasnoludkiem Gapciem, choć oni z kolei mogliby facetom pracującym nad zmiękczaniem czarownic czyścić buty. Żelazne buty wkręcane przez żywe mięso w kości stopy to był dla inkwizytora standard. A propos, spopielone czarownice już dość długo czekają na przeprosiny.
Okrucieństwo, ile by nie gadać, jest normą. Opinia publiczna przeżywa jeden szok za drugim. Ćwiczone na siłowniach Mięśniaki polują przed bankiem na staruszki o kulach. Nie dość, że wyrwą im torebkę z emeryturą, to muszą jeszcze przewrócić i połamać kruche kości. Młoda matka umawia się z kochankiem, że ten utopi jej czteroletniego synka. Za śmierć dziecka ona weźmie ubezpieczenie. Kochanek zabiera ze sobą kolegę, żeby mu było raźniej, i spacerują z dzieckiem za rękę, aż wreszcie wieczorem wepchną je do rzeki.
Nie rozumiemy niepotrzebnego okrucieństwa, jakie miało miejsce w banku przy Żelaznej. Cztery osoby zamordowane z zimną krwią. Wiele lat temu Truman Capote opisał potworne zdarzenie na prowincji amerykańskiej. Bandyci zamordowali wieloosobową rodzinę. W odróżnieniu od bandytów z Łochowa nie znali ofiar. Ochroniarz z banku przy Żelaznej umawia się z kolegą, żeby go zastąpił. Już wówczas wie, że go zabije. Wybiera najstarszego, by mieć najmniej kłopotów z mordowaniem. Powiedzmy – patrząc na rzecz z punktu widzenia przestępcy – że musiał go zabić, by wejść spokojnie do banku i wpuścić wspólników. Zrobił to. Wszyscy są już w środku. W filmie zawodowcy, czekając na przyjście kasjerek, wkładają maski Kaczora Donalda, potem, grożąc im bronią, wymuszają otwarcie sejfów. Wiążą, kneblują trzy kasjerki i przykuwają je do kaloryfera. Wychodząc, zabierają kasetę z nagraniem zbrodni i uciekają. Życie jest gorsze niż film. Kasjerki otwierają sejfy, a ponieważ jest w nich znacznie mniej pieniędzy, niż bandyci się spodziewali, ci z wściekłości biją kobiety po głowach metalowymi przedmiotami, wiedząc, że i tak je za chwilę zabiją. Strzelają każdej w głowę, potem dobijają je kolbą pistoletu.
Rzeczniczka prokuratury mówi, że podczas wizji lokalnej sprawcy opowiadają o wszystkim swobodnie, jakby mówili o brutalnym i okrutnym filmie, jakich pełno w kinach i telewizji. A jednak ten rodzaj rzeźni wcale nie spotyka się z największymi protestami. Od czasu do czasu autorytet bąknie coś na temat niestosowności robienia z bohaterów żywych kiełbas, a co za tym idzie, krojenia ich w plasterki, ale na tym się kończy. Święte oburzenie wzbudza natomiast pełen wartości rodzinnych i religijnych “Big Brother” oraz pornografia. To, że widz przy oglądaniu filmu marszczy Freda (kto nie wie, co to oznacza, niech zapyta dziecko), jest dla niektórych znacznie gorsze niż zmasakrowane zwłoki, pokazywane w newsach, świeża krew na chodniku czy opleciona grubą, złotą bransoletą ręka gangstera wystająca spod plastiku. Przeciętna ilość morderstw dokonywanych na oczach widowni przeraża, ale przedmiotem krytyki jest reality show. Dzieje się tak dlatego, że tam pod prysznicem mignie jędrna pierś mieszkanki domu Wielkiego Brata albo widać, że młoda krew się burzy, hormony dają o sobie znać. To wystarczy, by ów diabelski program poddać egzorcyzmom.
Andrzej Wajda ma na swym koncie jedną z najlepszych scen erotycznych w polskim kinie. Kalina Jedrusik ostro flirtuje w powozie z Danielem Olbrychskim. Oto pytanie do “Milionerów”: Która z osób namówiła Wajdę do wycięcia sceny erotycznej z „Ziemi obiecanej”: a, b, c czy d? Chyba jednak jakaś d. Po tej autokastracji nie dziwi już list, w którym reżyserzy żądają zakazania dekretem programów typu reality show. Zresztą chodziło o “Amazonki”, których żadna z podpisanych osób jeszcze w tym momencie nie widziała. Bo proszę państwa, w tym programie będzie się flirtowało! Gazeta doniosła, że po liście zainteresowanie “Amazonkami” wyraźnie wzrosło, i słusznie. Nikt nam już nie odbierze swobód obywatelskich, nawet jeśli są w złym guście. Wajda swoimi przejmującymi filmami walczył o wolność dla nas, my walczyliśmy o wolność dla Wajdy, po to, by mógł kręcić, co chce, a teraz on moją ulubioną scenę wycina i do tego zakazać chce ludowi podglądania.

Wydanie: 29/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy