Listy od czytelników 6/2015

Listy od czytelników 6/2015

Ich banki, nasze kredyty
Opinia publiczna jest wprowadzana w błąd zapewnieniami, że kapitalizm, zwłaszcza w jego neoliberalnej wersji, opartej na uprzywilejowaniu spekulacyjnych rynków finansowych, to system, który przynosi korzyść ogólnospołeczną. A czym innym, jeśli nie wirtualnym kasynem i hazardem są giełda, derywaty, kredyty subprime i inne magiczne cuda, które alchemicy pieniądza – bankierzy kreują jako realne byty? Jeśli rynek zawłaszcza dziedziny, które nie powinny podlegać jego regułom (mieszkalnictwo, emerytury, zdrowie, edukację), to w dłuższej perspektywie zawsze przynosi to straty dla ogółu społeczeństwa. Pomoc dla kredytobiorców frankowych to leczenie objawów, a nie przyczyn tej obłędnej choroby.

Moni Ka

Państwo znika
Zgadzam się całkowicie z ocenami dr. Jarosława Urbańskiego („Ludzie wreszcie wyjdą na ulicę”, PRZEGLĄD nr 4). Poznałam PRL i poznałam nową Polskę. W PRL nie podobało mi się wiele rzeczy, ale dzisiaj nie podoba mi się więcej. Przede wszystkim brak podstawowego bezpieczeństwa socjalnego, zarówno dla młodych, dla mojego syna, jak i dla starych. Państwo znika z naszego życia, chociaż upomina się o różne daniny, jednocześnie mimo pomocy komputerów rozrasta się biurokracja. A państwo jest niezbędne, bo organizuje społeczeństwo i ma obowiązek dbać o naszą wspólnotę narodową i państwową!
Anonim

Zabrakło tysięcy
W artykule „Górniczy pat” (PRZEGLĄD nr 5) podając poziom użytkowania energii per capita w Czechach i Hiszpanii, w pośpiechu pominąłem słowo tysiąc. W artykule pada wielkość ok. 5,5-6,0 kWh, a powinno być ok. 5,5 tys.-6,0 tys. kWh. Podobnie wielkość użytkowania energii w Polsce na osobę to nie ok. 3,5 kWh, jak jest w artykule, ale 3,5 tys. kWh. Wszystkich Czytelników, którzy zapoznali się z tekstem, przepraszam za to niedociągnięcie.
Adam Gierek

Mazurzy po II wojnie światowej
Jednym tchem przeczytałem książkę „Polska Ludowa 1944-1956. Historia bez IPN” wydaną przez PRZEGLĄD. Oprócz pochwał mam też uwagi krytyczne, a odnoszą się one do tekstu „Przerwane dziedzictwo Mazurów”. Po zakończeniu wojny polskie władze wydały odezwę do Warmiaków i Mazurów, którzy czuli się związani z Polską, o pozostanie w kraju. Zwrócono im bezprawnie zasiedlone przez dzikich osadników gospodarstwa i domy. Mazurzy zostawali sołtysami wsi, radnymi wojewódzkimi, powiatowymi i gminnymi. Działały ewangelickie kościoły i domy modlitwy. Dla mazurskiej młodzieży zorganizowano kursy języka polskiego i wiedzy o Polsce, by umożliwić jej nostryfikację świadectw niemieckich i dalszą naukę. W Starych Juchach otwarto w 1947 r. Uniwersytet Ludowy. Mazurzy otrzymali pracę, byli nawet dyrektorami w pegeerach i przedsiębiorstwach. Dzisiaj na terenach byłych Mazur Wschodnich mieszkają tysiące mazurskich rodzin. Pisanie, że Edward Gierek za kredyty pozwolił Mazurom wyrzec się polskości i wyjechać do Niemiec, jest nieprawdą. U nas, w Ełku, budowa przez Niemców jednych z najnowocześniejszych w Polsce Zakładów Przemysłu Mięsnego „Mazury” została sfinalizowana w 1972 r. i spłacona polskimi szynkami już w połowie lat 80. W mojej książce „Pionierskie pokolenie ełczan. Historia, fakty, ludzie 1945-1970” znaleźć można wiele prawdy o Mazurach, Sowietach i „polskich osadnikach bandytach” na terenach byłych powiatów ełckiego, gołdapskiego i oleckiego. Problem ludności warmińskiej i mazurskiej po zakończeniu wojny wymaga odrębnego potraktowania i zajrzenia do opracowań naukowych z lat 60. i 70., a także do bogatej lektury pamiętnikarskiej.
Alfons Bobowik,
prezes Mazurskiego Towarzystwa Naukowego w Ełku

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy