Listy od czytelników nr 11/2019

Listy od czytelników nr 11/2019

Dziękujemy

Tysięczny numer PRZEGLĄDU nie przeszedł bez echa. Dostaliśmy gratulacje i życzenia. Dziękujemy i postaramy się nie zawieść Czytelników.

Gratulacje z okazji 1000 numerów PRZEGLĄDU. Serdeczności dla wszystkich, wiwat prof. Łagowski!

Daniel Passent

Z ogromną życzliwością gratuluję całemu zespołowi redakcyjnemu wydania 1000. numeru PRZEGLĄDU. Wiem, jak ważną rolę spełnia PRZEGLĄD w przekazywaniu czytelnikom historycznej, społecznej i politycznej prawdy o Polsce i ludziach minionych i współczesnych czasów. Wiem także, jak wiele kosztuje Was ta trudna praca. Jestem z Wami i podobnie staram się to czynić na poziomie regionu. Życzę dalszych sukcesów i nadziei na lepsze czasy dla naszej misji.

dr Alfons Bobowik, prezes Mazurskiego Towarzystwa Naukowego w Ełku

PRZEGLĄD był, jest i będzie ze mną zawsze i wszędzie!

Jan Cofałka

Z okazji wydania tysięcznego numeru PRZEGLĄDU składam całemu zespołowi życzenia wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że lawinowo będzie rosnąć liczba Waszych czytelników. Ja jestem nim od 12 lat i co tydzień czytam PRZEGLĄD od deski do deski. Świetnie piszecie o polityce, ekonomii i o tak ważnej dziś dyscyplinie nauki, jaką jest historia. Kupuję PRZEGLĄD w wersji tradycyjnej, papierowej, i nie miałem dotychczas problemów z nabyciem go (Empik, kioski, małe sklepy spożywcze), chyba że został wykupiony – wtedy szukałem w innym miejscu i zazwyczaj udawało mi się kupić.

Leszek Książek, Borówiec

Jako czytelnik od pierwszego numeru życzę przynajmniej jeszcze 1000 następnych. Gratulacje dla zespołu!

Bogumił Woźniakowski

Bardzo serdecznie gratuluję tysięcznego wydania PRZEGLĄDU. Tygodnik, zamieszczane artykuły, komentarze naczelnego „Mój przegląd” dają nadzieję, że jeszcze będzie normalnie.

Jan Dutko

Kolejnego tysiąca, mnóstwa wiernych czytelników i hojnych reklamodawców.

Przemysław Prekiel

Konsekwencji w tym, co robicie w kraju zdominowanym przez prawicową narrację.

Piotrek Urbański

Doczekania się prawdziwie lewicowego rządu.

Grzegorz Panufnik

Przede wszystkim po prostu normalności, obniżenia poziomu stresu oraz tego, byście zawsze byli na czas z najważniejszymi tematami…

Marcin T. Mądry

Życzenia przekazali nam też m.in. Radosław S. Czarnecki, Halina i Karol Gębkowie, prof. Tadeusz Iwiński, dr Aleksander Jakubowski, Michał Listkiewicz – były szef PZPN, Jan Rurański ze Stowarzyszenia Dziennikarzy i Wydawców REPROPOL, dr Zdzisław Słowik – redaktor naczelny dwumiesięcznika „Res Humana”, Stefan Szpalerski.

* * *

Bandyci, a nie święci
Odpowiadając na pytanie, czy Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce, podczas którego gloryfikowano m.in. zbrodniarza „Burego”, mieści się w granicach wolności wyrażania poglądów, Mirosław Chojecki ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa stwierdził: „Ludzie powinni mieć prawo do manifestowania pamięci o »wyklętych«, tym bardziej że przez tyle dziesięcioleci było im ono odebrane”.

Nie było żadnego „odbierania prawa” manifestowania pamięci o powojennym podziemiu antykomunistycznym. Po prostu nikt nie chciał o nich pamiętać, nie było więc potrzeby manifestowania. W powszechnym odczuciu był to jedynie żenujący epizod, którego w większości wstydzili się nawet sami uczestnicy. Dopiero teraz w celach politycznych wyciągnięto go ze śmietnika historii. I zapewne rychło spocznie tam ponownie wraz z formacją polityczną, która go wygrzebała. Kolejnego powstania narodowego z tego się nie zrobi z bardzo prostego powodu. Polskie powstania zyskały wymiar moralny, tj. cokolwiek o nich myśleć w chwili wybuchu, powinnością dobrego Polaka było wziąć w nich udział, choćby symbolicznie. Ale tak się stanie od razu albo nie stanie się nigdy. Tymczasem społeczeństwo polskie nigdy nie przyjęło za swój poglądu, że po zakończeniu wojny powinnością Polaka było – zamiast wracać do domu, odbudowywać zniszczony kraj i swoje własne życie, obojętnie już, w jakiej konfiguracji politycznej i z kim u steru – iść do lasu i walczyć z nową władzą. A to właśnie próbuje nam się wmawiać po ponad 70 latach. Tymczasem tamten wybór był polityczny i tylko polityczny. Niepamięć o „wyklętych” przypisuje się zohydzeniu ich przez propagandę komunistyczną. Bzdura! Społeczeństwo reagowało na PRL-owską propagandę wręcz alergicznie i odrzucało wszystko, co za takową uznało, nawet jeśli była to prawda. Jeżeli społeczeństwo uznawało za swoje coś, co głosiła propaganda, musiało to być wynikiem własnych przemyśleń i wniosków. Skoro w pamięci zbiorowej powojenne podziemie antykomunistyczne przetrwało jako bandyci, to znaczy, że społeczeństwo samo z siebie widziało w nich właśnie bandytów, a nie, że mu to wmówiono. I raczej powszechnie się nie przyjmie odgórnie propagowany ich kult, bo pozostanie zawsze manifestacją poglądów politycznych.

Krzysztof Guderski

Szewczenko do podróży nie zachęca
W jubileuszowym, tysięcznym numerze PRZEGLĄDU Wiesław Kot opisuje godne zapamiętania wydarzenia z marców. Wśród nich znalazło się odsłonięcie w 2002 r. pomnika Tarasa Szewczenki w Warszawie. Autor uzasadnia ten fakt chęcią zadośćuczynienia Ukraińcom przybyłym do Polski „za harówkę od świtu do nocy” i za niedogodności przy kontrolach granicznych. Jest to, moim zdaniem, niewielka satysfakcja dla przyjeżdżających do nas w poszukiwaniu lepszej doli i Taras Szewczenko nie może być przykładem zachęcającym do podróży. Nie sądzę, by rozbijał się po świecie, ponieważ podróżował jedynie w granicach imperium rosyjskiego, przewożony jako skazaniec polityczny do dalekich garnizonów.

Nie wiem, czy najlepszy w tym kontekście jest fragment ballady rosyjskiego poety Michaiła Swietłowa w pięknym tłumaczeniu Juliana Tuwima. Bohater tego wiersza opuścił Ukrainę nie dla przyjemności. Porzucił chatę, malachit stepowy, zboża ojczystego kraju, ponieważ „ziemię w Grenadzie ja oddać chciał chłopom”. Jak nasi dąbrowszczacy. Wspólny cel podkreślił Ksawery Pruszyński w opowiadaniu „Różaniec z granatów”. Umierający dąbrowszczak prosi o zarecytowanie mu właśnie „Grenady” w ostatniej chwili życia.

prof. dr hab. Ryszard Turski, Lublin

W 1945 r. obróciło się koło historii
Redaktor naczelny w komentarzu „Prezydent z lasu” (PRZEGLĄD nr 10) pisze: „Duda udaje, że nie wie, że ofiarami tych »patriotów« byli (…) geodeci dzielący ziemię między bezrolnych chłopów”. Ależ zgodnie z obecną wersją historii reforma rolna była kradzieżą, „wyklęci” zatem karali złodziei i kolaborantów.

Po pierwsze – w czyim imieniu „wyklęci” wydawali wyroki? Nawet jako laik w kwestiach prawnych mam wrażenie, że wyrok może wydać tylko niezawisły sąd po przeprowadzeniu odpowiedniego postępowania, na podstawie obowiązującego prawa. A gdzie działały te „wyklęte sądy”? Według jakich przepisów prawa wydawały wyroki śmierci za rzekomą kradzież zwykłe zbiry o mafijnym poczuciu praworządności?!

Po drugie – w jaki sposób ci rzekomo okradzeni doszli do swoich bogactw? Ciężką pracą? Owszem, ale nie swoją. To wielowiekowy system niewolniczy, zwany dla niepoznaki pańszczyzną, doprowadził do sytuacji, że u schyłku II RP w Polsce z jednej strony było kilka milionów bezrolnych chłopów, a z drugiej – wielkie majątki ziemskie, przekraczające czasem 100 tys. ha. Tymczasem polski chłopina, jeśli miał jakąś ziemię, to nędzne 2-3 ha. Taka struktura gospodarcza nie miała racji bytu w XX w. Polskie ziemiaństwo powinno więc podziękować władzy ludowej za to, że pozbawiła je tylko majątków, a nie – jak we Francji – także głów. Żeby było jasne – jestem absolutnym przeciwnikiem takich krwawych metod rozwiązywania społecznych konfliktów.

No i po trzecie – w jakim stanie były te majątki w 1945 r.? Ile było zniszczonych, ile już przed wojną tonęło w długach? Państwo polskie, dokonując nacjonalizacji i reformy rolnej, de facto uratowało niejednego z tych mitycznych „prawowitych właścicieli” przed bezwzględną egzekucją, której dokonałyby na nich zagraniczne banki.

Niewątpliwie w latach stalinowskich prowadzono niepotrzebnie represyjną politykę wobec sektora prywatnego, ale to na szczęście po kilku latach się zakończyło.

Skończmy już zatem z tymi łgarstwami o „komunistach, którzy ograbiali uczciwych Polaków”. W 1945 r. obróciło się koło historii, na czym skorzystała przytłaczająca większość społeczeństwa, do tej pory będąca podludźmi we własnym, rzekomo, kraju.

Radosław

Wydanie: 11/2019

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy