Listy od czytelników nr 8/2017

Listy od czytelników nr 8/2017

Sądownictwo pod ostrzałem
Przez media przetacza się – podsycana przez nową władzę – fala krytyki sądownictwa. Ma ona usprawiedliwić pomysły ekipy rządzącej, których konsekwencją będzie zniszczenie demokratycznego trójpodziału władzy. Mówi się nawet, że sądownictwo musi być kontrolowane (przez polityków!), ma być bardziej ludowe, odwoływać się do powszechnego poczucia sprawiedliwości itd. Ciarki przechodzą po plecach, bo nasze społeczeństwo jest raczej krwiożercze, szafowałoby dziesiątkami lat więzienia i karą śmierci, która ciągle cieszy się poparciem może nawet setek tysięcy Polaków.

W tym kontekście bardzo mnie dziwi, że środowisko prawnicze prawie w ogóle nie podnosi kwestii niechlujnego tworzenia prawa w Polsce. W ostatnich latach Dziennik Ustaw ma dwadzieścia kilka tysięcy stron, a w roku 2016 padł rekord (pewnie światowy) – prawie 30 tys. stron tej twórczości. Oczywiście nikt nie jest w stanie śledzić jej całości. W tej sytuacji konieczna jest wąska specjalizacja sędziów, adwokatów i prokuratorów. Kiedy więc słyszę, że sprawy mają być przydzielane sędziom LOSOWO, znowu przechodzą mi ciarki po plecach.

Na dodatek państwo nie działa, co powoduje zalew sądów sprawami, które w ogóle nie powinny tam trafić. Powinny być rozstrzygnięte przez sprawną administrację. Tylko że stanowiska w szeroko rozumianej administracji państwowej zależą nie od kwalifikacji, ale od powiązań partyjnych. Zwłaszcza pod nowymi rządami nie ma nadziei na pozytywną zmianę; przeciwnie, teraz nie ma już żadnych hamulców. Wszystko to obciąża sędziów milionami spraw. Porównywanie więc liczby sędziów, a także kosztów sądownictwa, w stosunku do liczby ludności innych państw europejskich nie ma większego sensu. Nic dziwnego, że sędziowie masowo odchodzą w stan spoczynku.

Teresa Jakubowska, Stowarzyszenie Racjonalna Polska

Piekło domowe
Osoby, które dokonują aktów przemocy psychicznej, to często psychopaci. Znęcają się przez wiele lat, a równocześnie robią cudowne wrażenie na otoczeniu. Żyłam tak przez wiele lat. Na koniec on odszedł. Mało tego – oznajmił światu, że jest wreszcie szczęśliwy. Teraz opowiada o tym, jak ja nad nim się znęcałam, nie rozumiałam go, odrzuciłam, wrzeszczałam. Znalazł grupę „przyjaciół”, którzy – nie znając mnie wcale – potępili mnie. On mi to powtarza przy każdej okazji. W ten sposób utwierdza się w przekonaniu, że jest tak, jak mówi. A ja stoję na krawędzi.

Ewa485

*

Odważyłam się
Gdy straszyłam byłego męża, że odejdę, słyszałam, że nikt mnie, starej baby z dwójką dzieci, nie będzie chciał. Że konkurencja jest duża, a moje dni się kończą. Podjęcie ostatecznej decyzji odkładałam sześć lat. Jest to trudne i wymaga dużo siły. Nawet zaszłam w drugą ciążę, aby „ratować małżeństwo”. Teraz rozumiem, że to była głupota, choć córeczki mam wspaniałe. Drogie kobiety! Nie dajcie się omamić tyranom. Każda z nas zasługuje na to, by być szczęśliwą. Teraz ja mam rodzinę, a on jest sam.

Pola

Dlaczego kobieta ma uciekać?
Nasze prawo nie rozwiązuje problemu przemocy domowej. Nie staje po stronie ofiary. Co z tego, że po kolejnej awanturze męża alkoholika o psychopatycznym charakterze pobita kobieta wreszcie pokona wstyd i wezwie policję? Co z tego, że założą jej Niebieską Kartę? Co z tego, że „bohater” zdarzenia wyląduje na dołku? Przecież potem wróci do domu i ze zdwojoną agresją będzie ponawiał swoje praktyki. Dlaczego to od ofiary wymaga się, aby wyprowadziła się z domu, o który to ona głównie dbała, żeby zostawiła wszystko i ułożyła sobie życie na nowo?

Interwencja policji, Niebieska Karta, a nawet wyrok sądu, orzeczony kurator i tzw. leczenie w poradni odwykowej nic nie dają, jeśli inteligentny, wykształcony alkoholik o psychopatycznym charakterze nadal ma prawo mieszkać i przebywać pod jednym dachem z ofiarą swojej przemocy. Na spotkania chodzi, bo musi zdobyć stosowne zaświadczenie dla sądu (przypadkowo spotyka tam znajomą panią psycholog, która prowadzi leczenie), pozoruje trzeźwość, jest nawet chwalony i podziwiany przez grupę, w której większość nie dorównuje mu intelektem, i po małej przerwie, kiedy uzyska wymagane dokumenty, robi dalej swoje. Wraca do starych nawyków utwierdzony w swojej „wartości” i głupocie żony, której przewróciło się w głowie od „tych wszystkich dobroci, które jej zapewniał”, a że bił, groził, niszczył sprzęty, tego już nasz „bohater” nie pamięta. Wszystko to wina i wymysł żony. Pytam więc: dlaczego w majestacie prawa oczekuje się od ofiary, że podejmie odpowiednie kroki, zostawi cały dorobek życia i zacznie wszystko od zera?

Z autopsji

Można inaczej
A można tak jak my od 43 lat. Wszędzie razem, wspólne decyzje, wspólne, zaplanowane wcześniej wydatki, wspólne obiadki i spacery. Trzymanie się za rękę. W domu cicho, czysto i spokój. Co tydzień w weekendy odwiedzają nas dzieci, a na wakacje z chęcią przyjeżdżają wnuki, nawet z Walii. Można po tylu wspólnych latach przytulić się do siebie i dziwić się, jak ten czas szybko nam uciekł. Dzięki mojej „Walentynce”.

Gorol

Wypowiedzi pochodzą z portalu Onet.pl

Wydanie: 8/2017

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy