W Łodzi dzieje się

W Łodzi dzieje się

Miasto meneli czy miasto hipsterów

Wojciech GóreckiBartosz Józefiak – autorzy reporterskiej książki „Łódź. Miasto po przejściach” (Czarne)

Macie łódzki kompleks?
Wojciech Górecki: – Nigdy nie czułem się gorszy dlatego, że jestem z Łodzi. Wręcz przeciwnie – byłem i jestem z tego dumny. W latach 90. oznaczało to jednak, że jest się z miasta, które znajduje się w zapaści i ma gigantyczne problemy. Wiadomo było, że taka osoba miała pod górkę. Wielu wstydziło się Łodzi. W reportażu przytaczamy np. felieton z początku lat 90. reżysera Marka Koterskiego, który mieszkał przez jakiś czas w Łodzi. Opisuje w nim zadanie, które wymyślił studentom Filmówki. Mieli napisać, co zrobić z Łodzią. Najbardziej podobał mu się pomysł spryskania miasta z helikopterów białą farbą i urządzenia gułagu dla politycznych. Innym było ustawienie buldożerów i zrównanie miasta z ziemią. Mówił, że nie pójdzie na ulicę Piotrkowską, bo czuje się, jakby dostawał w twarz, a ludzie wyglądają jak z depozytu izby wytrzeźwień.

Bartosz Józefiak: – Teraz ten kompleks już chyba nie jest obecny. Nadal wiele osób wyjeżdża z Łodzi, ale nie z poczucia wstydu. Przeciwnie – ludzie żałują, że muszą opuścić miasto. Poznałem licealistkę, która mówiła mi, że bardzo lubi Łódź. Wyjeżdża jednak, bo kierunek studiów, na który chce iść, jest tylko w Warszawie. Coraz więcej słyszę głosów: „Chciałbym zostać, ale nie mogę”.

Dlaczego Łódź kojarzy się ze wszystkim, co najgorsze?
W.G.: – Jak ujął to Bartek, w Łodzi dzieje się to, co w całej Polsce. Tylko że dzieje się bardziej. Głównym powodem problemów miasta jest kryzys, który je dopadł po 1989 r. W Rosji funkcjonuje określenie monomiasto. To ośrodek, który powstawał wokół zakładu pracy – był żywicielem większości rodzin. Jeśli upadał, to całe miasto szło na bezrobocie. Podobnie było w Łodzi. Nie była ona co prawda skupiona wokół jednego zakładu, ale wokół jednej branży, czyli przemysłu włókienniczego, już tak. Łódź rozwijała się w tym kierunku od lat 20. XIX w. W okresie międzywojennym i w PRL uzależnienie od jednej branży jeszcze się pogłębiło. Kiedy branża zaczęła mieć problemy, miała je cała Łódź. Upadały fabryki, było 20-procentowe bezrobocie, panowała skrajna bieda. Warunki mieszkaniowe były gorsze niż w innych miastach. Jeszcze na przełomie lat 80. i 90. doszło do kilku tragicznych wybuchów gazu. Okazało się, że należy pilnie wymienić 100 km sieci gazowej. Od tamtej pory sporo zrobiono, ale wieloletnich zaniedbań nie da się tak szybko naprawić.

W 1992 r. Łódź niemal zbankrutowała. Jak to możliwe, że miasto doprowadzono do takiego stanu?
W.G.: – Łódź przeżywała kryzys już pod koniec XIX w. i na początku XX w. W 1892 r. był tzw. bunt łódzki – robotnicy protestowali przeciwko złemu traktowaniu ich przez majstrów, żądali wyższej płacy i krótszego dnia pracy. Protest został krwawo stłumiony przez carskie wojsko, zginęło wielu ludzi. Później o prawa robotnicze włókniarki i włókniarze walczyli w rewolucji 1905 r. W PRL klasa robotnicza była ważna dla władzy, ale włókniarki (bo przemysł lekki był silnie sfeminizowany) nie były grupą zawodową, która mogła przestraszyć władzę. Nie mogły też – tak jak stoczniowcy czy górnicy – zablokować całego miasta, wstrzymując pracę, bo miały na głowie rodziny. Trudno było w tych warunkach coś wywalczyć.

B.J.: – Władze centralne nigdy nie były wielbicielami Łodzi. Nie inwestowało się w nią – poza okresem, kiedy Platforma Obywatelska była u władzy i minister Cezary Grabarczyk walczył o to, aby postawić nowy dworzec Łódź Fabryczna i wybudować autostrady. Łódź ma poczucie osamotnienia i pozostawienia przez władze. Moi rozmówcy często mówią, że np. Wrocław był wspierany po powodzi, a ich miastu, które doświadczyło klęski ekonomicznej, nie pomagano.

Jak więc Łódź poradziła sobie z kryzysem?
W.G.: – W latach 90. nie miała na siebie żadnego pomysłu i rozpaczliwie chwytała się wszelkich brzytew. Jedną z inicjatyw, którym patronowały ówczesne władze, było sięgnięcie do korzeni wielokulturowej historii Łodzi. Wymyślono np. Światowe Spotkanie Łodzian – pierwsza edycja tej imprezy odbyła się w 1992 r., a gośćmi byli m.in. znakomity tłumacz Karl Dedecius i wybitny producent filmowy Artur Brauner. Wielu uczestników Spotkania odwiedzało miasto po raz pierwszy od II wojny światowej. Takie inicjatywy miały rozkręcić turystykę, zainteresować Łodzią ludzi z całego świata. Poza tym Łódź korzystała z położenia w centrum Polski. Jego symbolem jest dla mnie Centrum Hurtowe Ptak założone przez Antoniego Ptaka. Gdy powstawało na początku lat 90., wyglądało absurdalnie – bazar w szczerym polu, przy pustej drodze z Łodzi do Piotrkowa Trybunalskiego, między Rzgowem a Tuszynem. Z każdym rokiem bazar się rozrastał, aż stał się największym targowiskiem w kraju. Kupcy, pośrednicy i hurtownicy z całej Polski przyjeżdżali tam po towar.

B.J.: – Ponadto w latach 90. powstało mnóstwo małych firm szwalniczych. Ludzie mieli maszyny do szycia, a włókniarki, które były bezrobotne – fach w ręku. Szyły więc za niewielkie pieniądze. Niektóre firmy istnieją do dziś. Przykładem są Rajstopy Adrian – założycielka, Małgorzata Rosołowska-Pomorska, wykupiła na początku jedną maszynę, później kolejne i udało się rozkręcić interes. Teraz to jedna z największych firm zajmujących się projektowaniem i sprzedażą rajstop w Polsce.

Jaki pomysł na rozwój miasta miały później władze?
W.G.: – Takie na większą skalę pojawiły się dopiero na przełomie stuleci. Jeszcze w latach 90. przywrócono ruch na lokalnym lotnisku, któremu nadano imię Władysława Reymonta, autora „Ziemi obiecanej”. Tłoku tam jednak nie ma, choć gdy kilka lat temu remontowano jeden z pasów startowych na Okęciu i przekierowano tam część połączeń, obsługa stanęła na wysokości zadania. A w 2009 r. postawiono Atlas Arenę, gdzie odbywają się duże koncerty i imprezy. Przyjeżdżają na nie ludzie z całej Polski.

B.J.: – Wykorzystano też środki unijne – zainwestowano w monumentalne budowle, takie jak wspomniany dworzec Łódź Fabryczna bądź kompleks EC1, dawna elektrownia, w której znajdują się Centrum Nauki i Techniki, Planetarium czy Narodowe Centrum Kultury Filmowej.

Ponadto pomysłem na rozwój miasta jest wykorzystanie budynków pofabrycznych. W latach 90. fabryki uważano nie za zabytek, tylko za pomnik PRL, który trzeba wyburzyć. Dopiero później zauważono, że pofabryczne przestrzenie są piękne i funkcjonalne. W 2006 r. otwarto Manufakturę, ogromne centrum handlowo-rozrywkowe. W ostatnich latach zrewitalizowano kolejne fabryki – powstały Monopolis, OFF Piotrkowska, ekskluzywne apartamenty w fabryce Karola Scheiblera.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 35/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Wojciech Górecki – historyk, znawca Kaukazu i Azji Centralnej. Autor reportaży „Planeta Kaukaz”, „Toast za przodków”, „Abchazja” i „Buran. Kirgiz wraca na koń”. „Miasto po przejściach” to jego powrót po przeszło ćwierćwieczu w rodzinne strony.

 Bartosz Józefiak – absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje z „Dużym Formatem”, „Tygodnikiem Powszechnym”, portalem weekend.gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do Nagrody „Newsweeka” im. Teresy Torańskiej w kategorii „Najlepsze w Internecie”. Mieszka w Łodzi.


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 35/2020

Kategorie: Kultura

Komentarze

  1. hetys
    hetys 10 września, 2020, 22:40

    W tym wywiadzie jest kilka bardzo istotnych błędów. Jest także swoisty happy end.

    Wojciech Górecki: „[Łódź była skupiona] wokół jednej branży, czyli przemysłu włókienniczego, już tak. Łódź rozwijała się w tym kierunku od lat 20. XIX w. W okresie międzywojennym i w PRL uzależnienie od jednej branży jeszcze się pogłębiło.”
    Wojciech Górecki wykazuje niewiedzę (tak dzisiaj pożądaną) i powtarzaną od 30 lat w propagandzie (bo to jest proste wyjaśnienie). Gdyby był łodzianinem prawdziwym (a nie rzekomym), to powinien wiedzieć, że w okresie Polski Ludowej procentowy udział poszczególnych gałęzi przemysłu w ogólnej produkcji przemysłu uspołecznionego kształtował się następująco:
    przemysł 1955 1960 1965 1970 1975 1978
    włókienniczy 68,8 63,2 54,9 49,5 47,5 48,9
    elektromaszynowy 6,3 7,5 10,1 16 20,1 21,8
    chemiczny 4,6 5,6 6,1 8,9 8,5 8
    spożywczy 10,2 10,3 10,9 9,4 9,2 7,6
    odzieżowy 4,8 6,7 9,2 7,8 6,5 6,4
    skórzany 1,1 1,8 1,5 1,3 0,9 0,8
    Źródło: Ewa Niedźwiecka – Łódź w PRL-u. Opowieść o życiu miasta 1945-1980. Wydawnictwo „Księży Młyn”. Łódź 2011.
    Gdzież więc W.G. widzi pogłębiające się w PRL uzależnienie od jednej branży? Bo z powyższych liczb takie pogłębienie nie wynika – wprost przeciwnie, widać, że od roku 1970 przemysł włókienniczy dawał mniej niż połowę łódzkiej produkcji przemysłowej!

    W.G. „[włókniarki] Nie mogły też – tak jak stoczniowcy czy górnicy – zablokować całego miasta, wstrzymując pracę, bo miały na głowie rodziny. Trudno było w tych warunkach coś wywalczyć.”
    Ja pamiętam co innego – te organizowane przez „Solidarność” „marsze głodowe” przeciwko głodowi – którego nie było, te strajki ochoczo organizowane we wszystkich przedsiębiorstwach (najpierw przerywano pracę, a dopiero później dla ich uzasadnienia wymyślano „postulaty”). Co ciekawe (?), ci sami pracownicy na początku lat 90. pokornie przyjmowali wypowiedzenia z pracy chociaż „miały na głowie rodziny”, likwidowanie zatrudniających ich zakładów itp. Tylko nieliczni bezskutecznie protestowali nieśmiało i po cichu – już nie przyjeżdżała do nich Joan Baez.

    W.G.: „[Łódź] W latach 90. nie miała na siebie żadnego pomysłu i rozpaczliwie chwytała się wszelkich brzytew.”
    „Łódź” – w domyśle władza rządząca Łodzią w pierwszej połowie lat 90. – utworzona przez partyjny duet ZChN-KPN – nie miała żadnego pomysłu. To prawda. Chociaż nie…, miała – pamiętam dwa z nich:
    – Pomysł 1 – Dodatkowe opodatkowanie wszystkich przedsiębiorstw mających w nazwie „Łódź” (np. Łódzkie Zakłady …, Łódzkie Przedsiębiorstwo … itp.). Mówiło się o tym w Łodzi i trochę pisano w łódzkiej prasie. Był także ogólnopolski program publicystyczny, w którym w warszawskim studio wystąpił Andrzej Celiński, a w studio łódzkim pomysłodawca tego projektu, ówczesny prezydent Łodzi Grzegorz Palka. Palka potwierdził ten zamysł, na co Andrzej Celiński zareagował wypowiedzeniem słów „Mój Boże!” i zakryciem twarzy rękoma. Z jakichś przyczyn nie zrealizowano tego pomysłu.
    – Pomysł 2 – Likwidowanie żłobków i przedszkoli (przecież to jest komuszy wynalazek, a dzieci mają być wychowywane przez rodziców). Trzeba uczciwie przyznać, że władza ta wywiązała się tego zamierzenia bardzo dobrze – zlikwidowano kilkadziesiąt z tych ośrodków; na zlikwidowanie wszystkich zapewne nie starczyło czasu.
    Jest jeszcze jedno zrealizowane zamierzenie – co prawda nie gospodarcze lecz polityczne (no, to zawsze coś), ale skutecznie zrealizowane. Otóż to nie w Trzciance w 2017 r. wyburzono miejsce pamięci żołnierzy radzieckich (jako pierwsze w Polsce) lecz w Łodzi – w 1992 roku; w Parku im. J. Poniatowskiego zburzono Pomnik Wdzięczności.

    W.G.: „Jeszcze na przełomie lat 80. i 90. doszło do kilku tragicznych wybuchów gazu. Okazało się, że należy pilnie wymienić 100 km sieci gazowej.”
    Czy umieszczenie obok siebie informacji o wybuchach i gazowej sieci do wymiany jest przypadkowe? Prawdziwy, żyjący w tamtych latach łodzianin pamięta, że wybuchy gazu miały miejsce nie „na przełomie lat 80. i 90.”, ale na początku lat 80., a konkretnie w styczniu roku 1982 i w grudniu roku 1983; zaś ich przyczyną nie była stara, wadliwa sieć gazowa, ale jej uszkodzenie przez prowadzone obok prace budowlane.

    A teraz ten happy end; w wykonaniu głównie Bartosza Józefiaka. Oto przykład:
    Bartosz Józefiak: „Ponadto pomysłem na rozwój miasta jest wykorzystanie budynków pofabrycznych. (…)W 2006 r. otwarto Manufakturę, ogromne centrum handlowo-rozrywkowe. W ostatnich latach zrewitalizowano kolejne fabryki – powstały Monopolis, OFF Piotrkowska, ekskluzywne apartamenty w fabryce Karola Scheiblera.”
    Czyż w tym happy endzie nie można zauważyć analogii do bajki Lafontaine’a „Lis i winogrona”? Jest to bajka o lisie, który miał ochotę na rosnące wysoko winogrona, a ponieważ nie mógł ich dosięgnąć, to pocieszał się tym, że są one zielone i kwaśne.
    Nie ma zakładów przemysłowych? Nie szkodzi. Są za to apartamenty w ich murach. Nie rozumiem jednak dlaczego – skoro to są takie dobre pomysły na rozwój – liczba mieszkańców Łodzi ciągle szybko zmniejsza się. I tak:
    rok 1988 2006 2019
    ludność 854 003 760 251 679 941 osoby
    źródła:
    https://lodz.stat.gov.pl/vademecum/vademecum_lodzkie/portrety_miast/miasto_lodz.pdf
    https://lodz.stat.gov.pl/dane-o-wojewodztwie-lodzkim/
    https://lodz.stat.gov.pl/download/gfx/lodz/pl/defaultaktualnosci/756/3/1/1/200712_p_lud_lodz_miast_19842006.pdf
    Wielka Encyklopedia Powszechna PWN. Państwowe Wydawnictwo Naukowe. Warszawa 1965
    Od otwarcia Manufaktury (czyli od roku 2006) do chwili obecnej (2020 r.) liczba łodzian zmniejszyła o ok. 80 tys. Dlaczego? Jest przecież Manufaktura, są centra handlowo-rozrywkowe, ekskluzywne apartamenty. Są liczne igrzyska. Czy to mało? Czego łodzianom jeszcze więcej trzeba? Czemu jest ich coraz mniej?

    Teraz liczba mieszkańców Łodzi jest obecnie zbliżona do jej liczebności w roku 1955 (674 172), przy czym trzeba przy nadmienić, że wtedy jej powierzchnia była znacznie mniejsza (212 km2 przy obecnych 293 km2).

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Radoslaw
      Radoslaw 18 września, 2020, 22:31

      Jak czytamy w nocie biograficznej: „Wojciech Górecki – historyk, znawca Kaukazu i Azji Centralnej. „Miasto po przejściach” to jego powrót po przeszło ćwierćwieczu w rodzinne strony.”
      No wygląda na to, że panu Góreckiemu sporo przez te 25 lat umknęło i wypisuje banialuki, które mu ktoś podsunął. Drugi autor tez nie lepszy:
      „W latach 90. fabryki uważano nie za zabytek, tylko za pomnik PRL, który trzeba wyburzyć. Dopiero później zauważono, że pofabryczne przestrzenie są piękne i funkcjonalne. W 2006 r. otwarto Manufakturę, ogromne centrum handlowo-rozrywkowe. ”
      To Manufaktura jest rodem z PRL? A może jednak to dawne imperium Poznańskiego? PRL-owskie zakłady nie były burzone (w każdym razie nie na jakąś większą skalę). Były przejmowane przez zagraniczny kapital (jak Elta czy Ema-Elester), przeznaczane pod biura, urzędy (jak dawny biurowiec Ponar-Jotes) handel a czasem po prostu porzucane – jak dawny budynek produkcyjny Foniki. PRL-owskie zakłady były tak solidnie zbudowane, że nawet ta niszczycielska zgraja, która objęła w Polsce władzę po 1989 roku była zbyt słaba i głupia, żeby je zniszczyć.
      Bardzo wymowne są przedstawione przez ciebie statystyki obrazujące przeprofilowanie łódzkiego przemysłu, szczególnie ponad 3-krotny wzrost udziału branży elektromaszynowej:
      Elta, Ema Elester, Ponar Jotes, Fonica, Famed, Zakłady Hydrauliki Siłowej, Polmo, Wifama, Prexer, WUKO, Spomasz, Mera Poltik – to tylko kilka przykładów, które potrafię wymienić z pamięci. Tam pracowali moi rodzice, wujowie, koledzy, mijałem te zakłady w drodze do szkoły. Autorzy tekstu chyba nigdy tych nazw nie słyszeli, oni znają już Łódź, kiedy te fabryki już zamieniły się w handelki albo zmieniły nazwy – np. Elta przeszła w ABB. Generalnie – skarłowaciały i zdziadziały.
      Z danych statystycznych wynika jasno – dzięki Polsce Ludowej Łódź przestała być przemysłową monokulturą i wkroczyła na ścieżkę rozwoju wszechstronnego, nowoczesnego przemysłu. Zresztą i przemysł lekki zaczął się dywersyfikować – produkcja odzieży, włókien chemicznych. Decydującym impulsem rozwojowym było założenie w czasach PRL wszystkich łodzkich wyższych uczelni i dziesiątków szkół średnich o wszelkich możliwych profilach. Właśnie absolwenci tych uczelni i szkół zaczęli budować prawdziwie nowoczesne miasto, którego baza przemysłowa stała się podłożem, na którym zaczęły wyrastać instytucje kulturalne czy naukowe. Tylko taki proces zajmuje kilka pokoleń, a w Łodzi (jak i w całej Polsce) został przerwany po dwóch, po 1989 roku. Na handelkach, pubach, montowniach itp. kabaretowej gospodarce nie da się utrzymać miasta większego niż półmilionowe (i też wątpię). I będzie to miasto ludzi prymitywnych, bo na obcowanie z kulturą nie będzie ich stać, bo nikt nie przekaże im odpowiednich wzorców, bo nikt kultury od nich nie oczekuje. Bo ma im wystarczyć mocne piwo z dyskontu i teledebilizja. Łódź będzie się więc dalej wyludniać i po prostu schodzić na psy, a „historycy” będą objaśniać przez następne pokolenia, że to wina „komuny”.

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy