Lokatorzy na froncie

Lokatorzy na froncie

Bożena: – Na początku wierzyliśmy w sprawiedliwość. Do czasu gdy zetknęliśmy się z instytucjami, które powinny jej strzec. Najgorszy był sąd, który nie brał w ogóle pod uwagę naszych argumentów. Sędzia wiedział, co prowadzi, dla kogo i jakie ma być rozstrzygnięcie. Drugą kwestią było fabrykowanie dokumentów. Ktoś się powołuje na ustne pełnomocnictwa. Okazuje się, że takie rzeczy przechodzą. Chcieliśmy je zobaczyć na papierze. Dostaliśmy kopie, a na drugiej stronie świeży stempel kancelarii, że to podpisał X. Dopiero po kolejnych interwencjach dostaliśmy wreszcie oryginalny podpis.

Ból

Janusz: – Ostatni raz widzieliśmy się z Jolą w piątek przed tym feralnym tygodniem. Mieliśmy zwyczaj spotykania się w jednym z barów przy ul. Górskiego, niedaleko siedziby stowarzyszenia. Pamiętam, że była pełna życia, werwy, emanowała pozytywną energią.

Jednego wieczoru rozmawiali we własnym gronie o bieżących wydarzeniach. O tym, jak działają czyściciele. Bali się, że ci ludzie posuną się do najgorszego, że mogą ich zamordować. – Jola stwierdziła, że mylimy pojęcia, że morderstwo im się nie kalkuluje. Dziś twierdzę, że im się skalkulowało – wspomina Janusz.

Przez pół roku po śmierci Brzeskiej, kiedy Ewa zamykała oczy, widziała jej twarz w płomieniach. – Byliśmy zupełnie załamani, ale i pełni gniewu. Na początku myśleliśmy, że taka śmierć nie może pójść na marne!

Wanda: – Jestem silną kobietą, ale był moment, kiedy myślałam, że nie wytrzymam. Jola wtedy powiedziała: „Dzwoń o każdej porze dnia i nocy, jak będziesz w potrzebie”. Kiedy nie odbierała telefonu, coś mnie zaniepokoiło. Ona straciła życie przez system, który im na to pozwolił.
1 marca 2011 r. na obrzeżach Lasu Kabackiego odkryto na wpół spalone zwłoki ludzkie. W pierwszych dniach śledztwa figurowały w policyjnych rejestrach jako „N.N. – młoda kobieta”.

Samoorganizacja

Organizują dyżury prawne. Pomaga im dziewczyna z kancelarii. – My tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jakie mamy prawa. Dopóki człowiek nie spotka bandziorów, którzy machają mu przed nosem świstkami i przekonują, że mogą wszystko, człowiek żyje w błogiej nieświadomości. Wystarczy, że ktoś nagle pokaże ci papier, i leżysz – opowiada Ewa. Edukują się nawzajem, ale i w praktyce: – Chodziliśmy na sprawy i tam uczyliśmy się prawa. Siedzi człowiek 20 minut na sali i po tonie głosu sędziego, po komentarzach i pytaniach orientuje się, jaki będzie wyrok – tłumaczy Wanda. – Zwracaliśmy uwagę na to, jakich błędów nie popełniać. Wyłapywaliśmy nieścisłości i na tej bazie budowaliśmy strategię działania – dodaje Janusz. Dzięki temu coraz lepiej bronią swoich praw w sądzie. Zaginają niejednego prawnika. Był okres, kiedy Ewa wynajmowała adwokatów, ale po kolei się wykruszali. W sprawie o eksmisję bronił jej młody, uprzejmy i kompetentny prawnik. Dopóki szedł swoją ścieżką prawną, wygrywali, ale nagle odpuścił. Po latach spotkała go w sądzie, pomagał odzyskiwać kamienice. Drugi był doktorem prawa z Londynu, poleconym przez znajomego z Anglii. Miał się nie dać mafii. Został dotkliwie pobity, jego narzeczoną chcieli zgwałcić. Twierdził, że to nie miało nic wspólnego ze sprawą Ewy. Zmienił numer telefonu i mieszkanie. – Do stowarzyszenia przychodzili ludzie, których nękali psychopaci potrafiący wjechać w człowieka samochodem, nastraszyć dzieci. Zabito psa mojej koleżanki. Nafaszerowano mięso trutką na szczury. Wszystko im płazem uchodziło. Państwo bezprawia – wytyka Ewa.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 40/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. ...
    ... 8 października, 2016, 20:04

    myślę że taka sama sytuacja byłaby w Falkowie gdyby mieszkańcy nie zrobili sobie indywualnego ogrzewania…!!!!!!także proszę wszystkich o przemyślenie tego artykułu…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy