Los generała

Los generała

„Wschód odniósł zwycięstwo nad Zachodem. Lewica zdeptała demokrację”. Tak podsumował zwycięstwo Piłsudskiego w przewrocie majowym wybitny historyk o umiarkowanie endeckich poglądach, prof. Władysław Konopczyński. Sam przewrót profesor nazywa przemiennie wojną domową i rokoszem. Rokoszanin Piłsudski nie tylko łamał prawo i rozlewał krew bratnią, ale też później, konsekwentnie mamiąc naród „sanacją moralną”, uwięził tych szlachetnych generałów, którzy bronili prawa. Wśród nich zaś gen. Zagórskiego, „najgroźniejszego, bo znającego tajemnice Piłsudskiego”. Oczywiście mroczne tajemnice. Tajemnice agenturalnej współpracy Piłsudskiego z wywiadem austriackim. Znający najlepiej te mroczne sekrety marszałka gen. Zagórski później zaginął. W endecji nikt nie wątpił, że został skrytobójczo zamordowany. Subtelna aluzja, że Piłsudski jest reprezentantem dzikiego, zbolszewizowanego Wschodu, który swoim buntem czy rokoszem odniósł zwycięstwo nad cywilizowanym endeckim Zachodem, to jeszcze nic.
Prasa prawicowa była dla Piłsudskiego nieporównanie bardziej bezlitosna. Już w 1920 r. oskarżano go o bolszewizm. Podejrzewano nawet, że tajemny kabel telefoniczny łączy Belweder z Kremlem. Agent bolszewii, zdrajca, wcześniej agent austriacki.
Dziś do Piłsudskiego przyznają się nawet epigoni endecji. Jest niekwestionowanym bohaterem narodowym, niemal symbolem II RP. Nikt mu nie wypomina ani rozlanej krwi bratniej (faktycznie przewrót majowy kosztował życie ponad 350 osób), ani okrucieństw procesu brzeskiego, ani niegodziwości Berezy Kartuskiej, w której bardziej znęcano się nad endekami niż nad komunistami czy nacjonalistami ukraińskimi. Zaiste dziwne bywają wyroki historii.
Historia nie wypomina też Sobieskiemu, że w czas potopu szwedzkiego długo był w obozie najeźdźcy. Nie słyszałem, by ktoś późniejszemu zwycięzcy spod Wiednia wypominał dziś zdradę. Tak jak nikt nie ma obecnie za złe gen. Andersowi, że był rotmistrzem w armii carskiego zaborcy, adm. Unrugowi, że był kapitanem kajzerowskiego U-Boota, gen. Kutrzebie, że zamiast spiskować ze Strzelcami, kończył cesarskie akademie wojenne, a „najprawdziwszemu polskiemu generałowi” (jak po 1956 r. nazywano gen. Rómmla), że najpierw był carskim pułkownikiem.
Carskim pułkownikiem był swego czasu także bohater narodowy Romuald Traugutt.
Rzecz w tym, jak oni wszyscy zachowali się w godzinie próby. Ale kto wie, co by z nimi było, gdyby za ich życia powołano jakiś odpowiednik IPN. Czy gdyby dożyli okresu rozliczeń, nie pozbawiono by ich emerytur?
Bezwzględnie cyniczny, ale inteligentny i trzeźwo patrzący na politykę Jerzy Urban słusznie zauważył ostatnio, że gen. Jaruzelski podjął w życiu dwie najważniejsze decyzje: gdy wprowadził stan wojenny i gdy doprowadził do Okrągłego Stołu.
Przez lata byłem ideowo w przeciwnym niż Generał obozie politycznym. Gdy wprowadzał stan wojenny, byłem na niego wściekły, bo przerywał mój, dzielony z tysiącami rodaków, sen o wolności. Dziś w najmniejszym stopniu nie wątpię, że był to tylko sen. Sen, który w ówczesnych realiach nie mógł się ziścić. Nikt nie był wtedy zdolny do porozumienia. Ani „Solidarność”, której liderzy snuli nierealne marzenia o tym, jak kremlowskie kuranty zagrają „Mazurka Dąbrowskiego” albo jak będą zwycięsko maszerowali w trampkach na Moskwę, ani partyjny beton, pewien, że i tym razem zdławi wszelki opór. A w tle był Związek Radziecki z „Leninem wiecznie żywym i półżywym Breżniewem”, z sowieckimi marszałkami i generałami gotowymi realizować nad Wisłą doktrynę półżywego Breżniewa.
Trzeba było czasu. W partii zwyciężyć musiał nurt tych, którzy zrozumieli, że tak dalej rządzić Polską już się nie da, a w „Solidarności” wygrać musieli ci, którzy po nieudanych strajkach 1988 r. zrozumieli, że nie mają sił do obalenia komuny. Z tego obustronnego uświadomienia sobie pata zrodziła się idea Okrągłego Stołu. Zmieniło się też radzieckie tło – do władzy doszedł Gorbaczow, który przez pierestrojkę i głasnost próbował reformować to, co było niereformowalne i zaczęło się sypać. W tych warunkach sen o wolności nie tylko mógł się ziścić, ale – co więcej – okazał się programem.
Dla gen. Jaruzelskiego nadeszła godzina próby. Ten realista i pragmatyk uznał, że czas wykorzystać okazję. Stąd decyzja o Okrągłym Stole, a później włączenie się w budowę polskiej suwerenności.
Twórca stanu wojennego został pierwszym prezydentem suwerennej Polski. Swoim autorytetem powstrzymał partyjno-ubecką reakcję, dał osłonę i wsparcie pierwszemu niekomunistycznemu rządowi Tadeusza Mazowieckiego. Byłem wtedy w samym centrum polskiej polityki. Jestem świadkiem tamtych dni. Prezydent Jaruzelski lojalnie współpracował z niekomunistycznym rządem, wspierał go, a na koniec sam, dobrowolnie, bo wcale przecież nie musiał, skrócił swoją kadencję prezydencką, ustępując miejsca Lechowi Wałęsie.
Dramatyczna jest historia życia Generała. Panicz z dworu, sybirak, żołnierz frontowy, później oficer i generał LWP, twórca stanu wojennego, ale przecież także niekwestionowany współautor demokratycznych przemian.
Dramatyczna i splątana, jak dramatyczne i splątane są losy naszego narodu. Postawiony przed sądem i osądzony bez sądu. Dla jednych bohater, dla drugich zdrajca. A przecież postać historyczna. Postać, o którą spierać się będą przez wieki historycy i której ocena latami dzielić będzie naród. Wielkie postacie historyczne tak mają. Taki ich los.

Wydanie: 27/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. EWA
    EWA 18 marca, 2014, 23:53

    CZY INTERESUJE PANA GDZIE POCHOWANY GENERAŁ ZAGÓRSKI ?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy