Łowiectwo – zabójczy biznes

Łowiectwo – zabójczy biznes

Polowania nie mają żadnego pozytywnego wpływu na populację ptaków, środowisko, gospodarkę i zdrowie

Adam Zbyryt – biolog i ornitolog z Uniwersytetu w Białymstoku, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków i koalicji Niech Żyją!

Na liście zwierząt łownych znajduje się 13 gatunków ptaków. Wiadomo, które najczęściej padają ofiarą myśliwych?
– Tak, takie statystyki prowadzą zarządcy obwodów łowieckich PZŁ. Według danych z sezonu łowieckiego 2018/2019 najczęściej zabijane były kaczki krzyżówki, bażanty i grzywacze. Dopiero dwa sezony temu, za sprawą różnych organizacji pozarządowych, w tym koalicji Niech Żyją!, myśliwi nareszcie zaczęli uwzględniać w statystykach poszczególne gatunki ptaków, na które polują. Wcześniej niektóre grupy określali zbiorczo, np. jako dzikie kaczki. To absurdalne, bo wśród nich są gatunki zagrożone wyginięciem: cyranka, głowienka czy czernica. Musimy znać dokładne liczby.

Zaskakująco często dowiadujemy się o pomyłkach myśliwych. Dlaczego zabijają chronione gatunki ptaków?
– Myśliwy na polowaniu ma kilka sekund na podjęcie decyzji o strzale. W tak krótkim czasie nie da się przeprowadzić dokładnej analizy ornitologicznej. Przykładowo cyraneczka i krzyżówka, gatunki łowne, są bardzo podobne do cyranki i krakwy, które są ściśle chronione. Musimy sobie uzmysłowić, że myśliwi często strzelają do ptaków w powietrzu i z dużej odległości, o poranku albo wieczorami, kiedy widoczność nie jest najlepsza. Dlatego co chwilę mamy doniesienia o zabiciu chronionych ptaków. Statystyki prowadzone przez zarządców obwodów łowieckich PZŁ nie obejmują przypadków zabicia gatunków chronionych na polowaniach. A teoretycznie każdy taki incydent powinien być raportowany do regionalnych dyrekcji ochrony środowiska, które pod koniec każdego roku szykują zbiorcze zestawienia. Nikt nie chce się przyznawać, że zabił gatunek chroniony. A ostatnio coraz trudniej patrzyć myśliwym na ręce.

Dlaczego?
– Niedawno wprowadzono obostrzenia, które karzą za „zakłócanie” polowań, czyli po prostu postronne obserwowanie. Jednym z niewielu miejsc, gdzie udaje się monitorować polowania, są Stawy Zatorskie, prawdziwa ostoja ptaków wodno-błotnych w południowej Polsce. Od kilku lat naukowcy związani z Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie badają sytuację i regularnie donoszą, że duża część postrzelonych ptaków znajdowanych w okresie polowań na stawach to gatunki chronione. Ale cierpią nie tylko one. Śrut z broni myśliwych stanowi poważne zagrożenie dla całego ekosystemu.

Ma pan na myśli zatrucie zwierząt i środowiska ołowiem?
– Tak. Mam wrażenie, że żyjemy w świecie dwóch prędkości, jeżeli chodzi o podejście do ołowiu. Stosujemy bezołowiowe farby i benzynę, natomiast ciągle dopuszczamy ołów w postaci śrutu strzeleckiego. Oszacowano, że polscy myśliwi wprowadzają do środowiska nawet 640 ton ołowiu rocznie, o wiele więcej niż cały polski przemysł i transport! Ołów nie ulega rozkładowi. Kumuluje się w glebie i w wodzie, a co za tym idzie, w organizmach żywych. Wiele gatunków ptaków ma w zwyczaju połykać drobne kamyczki w celu wspomożenia układu trawiennego. Służą do rozcierania twardego pokarmu w ich żołądkach. Niestety, ptaki często mylą drobiny śrutu ze zwykłymi kamyczkami, a w konsekwencji ulegają zatruciu ołowiem, co prowadzi do śmierci. Najczęściej dochodzi do tego u ptaków wodnych i drapieżnych, np. bielików, bo są na szczycie piramidy pokarmowej. Po przekroczeniu pewnego stężenia ołowiu w ciele zwierzęta zaczynają mieć problemy z układem nerwowym. Ptaki dotknięte ołowicą wykazują dziwne zachowania, miewają wykręconą szyję i problemy z koordynacją ruchową. Myśliwi podnoszą argument, że polują dla zdrowego jedzenia. Tymczasem większość badań właśnie ze Stawów Zatorskich wskazuje, że ptaki, do których się strzela, mają znacząco przekroczone dopuszczalne normy stężenia ołowiu w organizmie.

Jakie inne argumenty za polowaniami przytaczają myśliwi?
– Mówią o potrzebie regulowania populacji ptaków, co w ogóle nie jest konieczne, bo większość ma naprawdę dużo naturalnych wrogów. Niektóre ptaki łowne to gatunki wędrowne. Nie możemy ich nawet dokładnie policzyć, a mamy do nich strzelać? 30 lat temu na liście łowieckiej był drop. Myśliwi tak skutecznie skontrolowali jego populację, że drop w Polsce wyginął. Teraz w złej sytuacji są np. głowienka, łyska, czernica i kuropatwa. Nawet niektórzy myśliwi przyznają, że te gatunki powinny być usunięte z listy zwierząt łownych. Często, kiedy podnosimy kwestię wprowadzenia zakazu polowań na ptaki, pojawia się argument szkód, które wyrządzają dzikie ptaki. Szczególnie gęsi i grzywacze oskarża się o niszczenie upraw. Okazuje się, że w większości badań naukowcy dopatrzyli się pozytywnego wpływu obecności gęsi na polach uprawnych. Zgryzanie traw powodowało ich rozkrzewianie, a pozostawione odchody użyźniały glebę. W konsekwencji uprawy były większe niż tam, gdzie gęsi się nie pojawiły. W niewielu przypadkach ten efekt był neutralny, a w niewielkim procencie zanotowano nieduży spadek wydajności upraw.

Myśliwi mówią, że polują, bo lubią kontakt z przyrodą i kultywują tradycje łowieckie.
– Problem w tym, że nasi przodkowie, którzy rzeczywiście musieli polować, nie mieli tak skutecznego sprzętu jak myśliwi teraz. Jako społeczeństwo musimy od pewnych zwyczajów odchodzić, żeby dostosować się do świata, który nas otacza. Planeta nie utrzyma ciężaru naszych przyzwyczajeń. Wielu ludzi to rozumie – 67% Polaków jest za całkowitym zaprzestaniem polowań na ptaki. Niestety, myśliwi działają ponad układami. Nieważne jaka partia rządzi. A przy okazji koła łowieckie zarabiają spore pieniądze.

Na czym?
– Sprzedają polowania dewizowe myśliwym z zagranicy, często z Niemiec, Włoch i Szwecji. Sprzedaż polowań to główny powód, dla którego myśliwi nie chcą zrezygnować ze swojego zajęcia. To bardzo dochodowy biznes. Najbogatsze są koła łowieckie, które dzierżawią obwody ze stawami rybnymi. Tam jest najwięcej ptaków. Poza tym pewne gatunki hoduje się specjalnie na odstrzał, np. bażanty i kuropatwy. Są sprzedawane kołom łowieckim i wypuszczane do łowisk niby w celu zasilenia populacji. Jednak wiadomo, że kuropatwy wychowane w niewoli nie są w stanie przetrwać na wolności. Badania pokazują, że w ciągu kilku czy kilkunastu dni większość ginie, a właściwie żadne nie przystępują do rozrodu. Z bażantami dzieje się to samo.

Dlaczego warto chronić ptaki?
– Są niezwykle interesujące. Od wielu lat zgłębiam ich życie. Badania pokazują, że śpiew ptaków poprawia samopoczucie i dobrze wpływa na układ nerwowy. Ale te stworzenia skrywają jeszcze wiele tajemnic. I tak naprawdę niewiele się różnią od ludzi. Dzięki badaniom wybitnego ornitologa Konrada Lorenza od ponad 50 lat wiemy, jak skomplikowane życie rodzinne mają gęsi. Wiążą się na całe życie tylko z jednym partnerem. Wiadomo, że ptaki mają osobowość i nawiązują niezwykle złożone relacje z członkami stada, sąsiadami i partnerami. Nieobecność jednego osobnika może rzutować na ptasią społeczność bardziej, niż przypuszczamy. Wielokrotnie obserwowałem myśliwych w trakcie polowań. Widziałem, jak giną ptaki, które kilka dni wcześniej obserwowałem jako obiekt fascynacji. Polowania nie mają żadnego pozytywnego wpływu na populację ptaków, środowisko, gospodarkę i zdrowie. Zabierają nam też okazję do zrozumienia mechanizmów świata zwierząt. Dlatego Niech Żyją!

Fot. Archiwum Prywatne

Wydanie: 14/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy