Mandaty dla Białorusinów

Mandaty dla Białorusinów

Nowy okręg wyborczy na Podlasiu ma dawać fory mniejszości narodowej

23 czerwca sejmik województwa podlaskiego zajmie się propozycją marszałka Jarosława Dworzańskiego dotyczącą nowych okręgów wyborczych. Zamiast pięciu mają być cztery. Ostatni, czwarty, zgodnie z Kodeksem wyborczym ma dawać fory mniejszościom narodowym, które w zwartej grupie zamieszkują kilka powiatów. Nie wszystkim to się podoba.
Od 5 stycznia 2011 r. w nowym kodeksie istnieje zapis, że „łączenie powiatów (w wyborach do sejmików województw – przyp. aut.) nie może naruszać więzi społecznych łączących wyborców należących do mniejszości narodowych lub etnicznych, zamieszkujących na terytorium łączonych powiatów”.
Zapis sobie, a rzeczywistość sobie. Aż do grudnia zeszłego roku rządząca na Podlasiu koalicja PO-PSL ignorowała prawo, wychodząc z racjonalnego założenia, że dotychczasowy podział na pięć okręgów pozwalał jej od wielu lat utrzymywać władzę. I wbrew niektórym histerycznym opiniom, że ślepota na obowiązujące przepisy brała się ze skrywanej niechęci do mniejszości, prawda jest banalna: nie zmienia się taktyki, która ciągle przynosi efekty.

Więź administracyjna

Jednak obowiązującego Kodeksu wyborczego też nie można było dłużej ignorować. Do walki o nowy podział okręgów włączyła się sejmowa Komisja mniejszości narodowych i etnicznych. W dezyderacie do ministra administracji i cyfryzacji z grudnia 2013 r. zwróciła się o poparcie utworzenia nowego okręgu wyborczego. Składałby się on z powiatów białostockiego, bielskiego, hajnowskiego i siemiatyckiego. „Zaproponowany podział – argumentowali posłowie – zapewni realizację obowiązujących przepisów prawa, będzie także pozytywnie (…) stymulował rozwój społeczny, kulturowy i polityczny zamieszkujących województwo podlaskie mniejszości”.
Tę opinię podzielał Robert Tyszkiewicz, przewodniczący podlaskiej Platformy. Dziś nie zmienił zdania, choć kwestie szczegółowe zostawia zarządowi województwa: – Gorąco popieram postulat, by zgodnie z zapisami ordynacji wyborczej nie dzielić licznej w naszym województwie mniejszości białoruskiej między różne okręgi – aby mogła ona, wykorzystując naturalne więzi społeczne, skutecznie wyłaniać swoich reprezentantów do samorządu wojewódzkiego. W naszym regionie oznacza to połączenie w jeden okręg czterech powiatów: hajnowskiego, bielskiego, siemiatyckiego i białostockiego ziemskiego. Popieram takie rozwiązanie, w którym wszystkie te powiaty znajdą się w jednym okręgu.
Marszałek Dworzański wziął sobie do serca opinię nieformalnego pryncypała, ale zaproponował połączenie powiatu hajnowskiego z bielskim, siemiatyckim, a także z… wysokomazowieckim i zambrowskim. – To nie była dobra propozycja – przekonuje Włodzimierz Pietroczuk, starosta hajnowski.
– 20-tysięczna mniejszość wyznawców prawosławia z powiatu białostockiego pozostawała poza wspólnym okręgiem wyborczym, a więzi łączące mieszkańców naszego powiatu i powiatów wysokomazowieckiego czy zambrowskiego ograniczają się do przynależności administracyjnej.
Jak było do przewidzenia, rady powiatów z przewagą mniejszości narodowych oprotestowały pomysł Dworzańskiego. Marszałek z Platformy nie miał wyjścia, terminy goniły, a Państwowa Komisja Wyborcza też okazywała lekkie zniecierpliwienie.
19 maja marszałek Dworzański skierował do konsultacji kolejny projekt. Okręg czwarty miałby obejmować powiaty białostocki, hajnowski, bielski, siemiatycki i… nadal wysokomazowiecki i zambrowski. Co ciekawe, w tej propozycji jest do zdobycia aż 10 mandatów. – To lepszy projekt, no i te mandaty robią wrażenie – mówi jeden z lewicowych działaczy. – Ale Dworzański rozgrywa własną partię. Pozbawia SLD większej wygranej, bo mniejszości głosują na lewicę, a Zambrów i Wysokie Mazowieckie to bastion prawicy. W tym rozmyciu elektoratów tracimy głosy. Paradoksalnie PiS też na tym straci, bo w takim powiecie hajnowskim czy siemiatyckim nie ma raczej czego szukać. A PO? Osłabiona w wyborach do europarlamentu kokietuje mniejszość. Weźmie pewnie na listy parę znanych nazwisk i przy dobrym wyniku PSL znowu będzie rządzić na Podlasiu.

PSL boi się separatystów

Podlaskie PSL nie jest zadowolone z nowych okręgów. Na pytanie o to, jak zagłosuje na sesji sejmiku 23 czerwca, radny Stronnictwa Mikołaj Janowski jak katarynka powtarza, że problemem jest niska frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego i to trzeba krytycznie przemyśleć. A tak w ogóle czeka na opinię rad podlaskich powiatów w sprawie propozycji marszałka. Janowski kluczy, bo nowy podział nie daje mu jak poprzednio stuprocentowej gwarancji zdobycia mandatu. Nie będzie jedynym mocnym prawosławnym kandydatem w nowym okręgu.
Rozmowniejszy jest Mieczysław Baszko, wicemarszałek województwa: – Poprzedni podział był dobry. Równoważył sprzeczne interesy i dawał mandaty mniejszościom. Z PSL takie mandaty mają i Janowski, i wicemarszałek Walenty Korycki.
Potem w wypowiedź Baszki wkrada się akcent zimnowojenny: – Nie chcielibyśmy w naszym województwie drugiej Ukrainy, prawda? Mniejszości skupione w jednym okręgu i powiązane wspólnym interesem to potencjalne źródło konfliktu. – Ależ panie marszałku, to zbyt daleko idąca sugestia. Z podlaskimi mniejszościami nie było pod tym względem najmniejszych problemów. – Nigdy nic nie wiadomo – przestrzega Baszko. – Trzeba zawsze przewidywać potencjalnie groźne skutki.

Po co tyle mandatów?

Marek Adam Komorowski, szef klubu radnych PiS w sejmiku, też nie jest zachwycony propozycją Platformy. – Kompletnie jej nie rozumiem – oświadcza. – Nie rozumiem, po co ten miszmasz, skoro wszyscy akceptowali poprzedni podział na okręgi. Nie był idealny, ale tyle lat sprawdzał się w praktyce.
Komorowski uważa, że 10-mandatowy okręg to wyraz rozpaczy słabnącej PO. – Odnieśliśmy w ostatnich wyborach na Podlasiu wielkie zwycięstwo. Tonący brzytwy, a właściwie mniejszości narodowych się chwyta. My nie mamy nic przeciwko mniejszościom, ale po co tak duży okręg i tyle mandatów? Wystarczyłyby trzy lub cztery.
Henryk Łukaszewicz, inny radny PiS w podlaskim sejmiku, jest tego samego zdania. – Po co dzielić ludzi w naszym wielokulturowym regionie? Wszyscy pracujemy dla naszej małej ojczyzny i dodatkowe podziały nie są do niczego potrzebne – zapewnia. – To lewica zwietrzyła kolejną szansę i prze z takimi dziwnymi pomysłami do przodu.

Do starego wariantu nie ma powrotu

Marek Rybnik, dyrektor delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Białymstoku: – Nowy podział na okręgi spełnia wszystkie postulaty Kodeksu wyborczego, bo zapewnia odpowiednią liczbę mandatów oraz respektuje prawa mniejszości.
A co będzie, jeśli sejmik nie uchwali nowego podziału? – Wtedy poprosimy sejmik o ponowne głosowanie najpóźniej do 11 sierpnia – wyjaśnia Rybnik. – Jesteśmy niewolnikiem kalendarza wyborczego, a wybory samorządowe za pasem. Jeśli i wtedy nie będzie decyzji, komisarz wyborczy zadecyduje za sejmik.
Działacz lewicy: – Powiat sokólski też chce do wspólnego „mniejszościowego” okręgu.
Dyrektor Rybnik: – Wariant z powiatem sokólskim w czwartym okręgu, nawet bez powiatów zambrowskiego i wysokomazowieckiego, jest zgodny z prawem wyborczym. Podobnie jak propozycja pana marszałka Dworzańskiego. Co będzie, czas pokaże.

PS 11 czerwca marszałek znowu wystawił nerwy mniejszości na próbę. Dał trzecią i – jak twierdzi jego rzecznik prasowy – ostatnią propozycję na wybory do sejmiku. Powiat zambrowski pożegna się z okręgiem czwartym i powędruje do okręgu trzeciego, tam gdzie Łomża. Tym samym okręg z mniejszościami straci jeden mandat, ale ciągle do zdobycia będzie aż dziewięć miejsc w sejmiku.

Wydanie: 25/2014

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Tomasz
    Tomasz 5 lipca, 2014, 17:40

    Miło, że w ogólnopolskim piśmie pojawił się taki artykuł dotyczący spraw mojego regionu. Ale dlaczego tak mocno podkreślane jest, że zmiana granic okręgów daje jakieś „fory” mniejszości? To naprawdę bardzo niewłaściwe słowo. W całej tej sytuacji przecież chodzi właśnie o to (mówię rzecz jasna o wersji wyidealizowanej, a nie rozbijającej się o szarą polską rzeczywistość) żeby mniejszościowej autochtonicznej społeczności tego regionu zwrócić wreszcie odebrane szanse na godną reprezentację. Jest to zresztą trudne tym bardziej, że nie tylko granice okręgów wyborczych, ale nawet obowiązujący podział administracyjny z 1999 praktycznie nie uwzględnia specyfiki tego regionu. Już nawet nie chodzi o to, że Hajnówkę i Wysokie Mazowieckie nie łączy prawie zupełnie nic jeśli chodzi o historię czy sprawy kulturowe. Zauważmy, że podziały utrwalono nawet na poziomie tych powiatów, o które toczy się gra – takie jednostki jak powiat bielski i siemiatycki same w sobie są zlepione z dwóch różniących się drastycznie części i nieprawdą jest, że PiS nie ma czego tutaj szukać, bo jedna z tych części składowych w każdym tym powiecie jest właśnie mocno PiS-owska. Skoro w w podziale administracyjnym z 1999 w ogóle nie uwzględniano czynnika mówiącego o nierozbijaniu tradycyjnych społeczności, to chociaż niech podział na okręgi wyborcze jakoś zminimalizuje to celowe rozproszenie. To nie są żadne „fory” i przykro, że tak to się określa.

    I na koniec jeszcze takie spostrzeżenie, że mniejszość białoruska sama w sobie nie wygra nic a nic nawet na najlepszym podziale uwzględniającym wszelkie niuanse narodowościowe. A to dlatego, że politycznie ta mniejszość nie istnieje już na Podlasiu. Nie ma kandydatów-Białorusinów, którzy pracowaliby na rzecz rozwoju tej właśnie mniejszości i to byłby ich główny cel. Jest tylko grupa kompletnie spolonizowanych i przywiązanych do stołków działaczy prawosławnych, którzy od czasu do czasu – gdy jest akurat taka potrzeba – z niechęcią bąkną coś o mniejszości białoruskiej, z którą w ogóle tak naprawdę nie czują się związani.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy