Miasto pod kogutem

Miasto pod kogutem

W Kleszczelach na Białostocczyźnie strażacy zdobyli fotel burmistrza i dziesięć miejsc w radzie

W Kleszczelach na Białostocczyźnie Komitet Wyborczy Wyborców „Strażak” zdobył władzę absolutną – ma burmistrza i dziesięciu z 15 radnych. Wszyscy to członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej.

Aleksander Sielicki, nowo wybrany burmistrz Kleszczel, rządził nimi już wcześniej. – Nazbierałoby się ponad ćwierć wieku, łącznie z okresem naczelnikowania i wójtowania, kiedy Kleszczele nie miały praw miejskich – wylicza.

Historia tego miasteczka sięga XV w. Prawa miejskie nadał mu Zygmunt Stary w 1523 r., 427 lat później władza ludowa odebrała Kleszczelom status miasta, ale w 1993 r. III RP naprawiła tę niesprawiedliwość i przywróciła upragniony przywilej. Sielicki może być dumny. Jako włodarz Kleszczel walczył o to kilka lat.

Szukanie haków

Platforma Obywatelska po sukcesie Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich 2010 r. nabrała apetytu i na Białostocczyźnie postanowiła przełamywać wieloletnią dominację lewicy w samorządach. W wyborach na burmistrza Kleszczel z poparciem Roberta Tyszkiewicza i lokalnych struktur PO wystartowała Irena Niegierewicz. Skutecznie, bo miała obiecaną pomoc w budowaniu orlików i „schetynówek”. Może też mieszkańcy chcieli małej rewolucji, a spokojny, konkretny Sielicki, z doświadczeniem w samorządzie wojewódzkim, bo był też radnym sejmiku, już im się opatrzył?

W każdym razie Niegierewicz po zwycięstwie wzięła się ostro do porządków, co oznaczało przede wszystkim przeprowadzenie audytu w magistracie. – Szukano na mnie wszelkich możliwych haków, najlepiej natury finansowej, bo jak się rządzi tyle lat, co ja, to pewnie trzeba mieć coś za uszami – wspomina Sielicki i dodaje z satysfakcją, że kontrolerzy uznali, że wszystko jest w porządku.

Ale to był dopiero początek jego kłopotów. – Cztery lata byłem bezrobotny. Mimo doświadczenia nigdzie nie mogłem znaleźć pracy. Żyłem skromnie, z oszczędności.

Irena Niegierewicz stopniowo jednak zaczęła tracić poparcie Platformy. W rozmowach z lokalnymi działaczami słyszałem wtedy, że trudno z nią się dogadać, że zachowuje się arogancko, wie wszystko lepiej i ma w nosie opinię partii.

Ukryty wóz strażacki

Burmistrz Sielicki długo i ze szczegółami wylicza zaniedbania poprzedniczki: – Z takim początkowym poparciem, jakie miała pani Niegierewicz, Kleszczele mogły mieć o wiele więcej. Więcej wyasfaltowanych ulic, lepszą kanalizację, mniejsze bezrobocie. Ale to strażacki wóz bojowy dla OSP przelał czarę goryczy.

Samochód został pozyskany w wyniku programu współpracy transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina. W Kleszczelach pojawił się we wrześniu. Irena Niegierewicz wpadła na pomysł, żeby – metaforycznie mówiąc – na tym wozie wjechać w drugą kadencję. Dobrą okazją są święta państwowe, a 11 Listopada nadawał się wprost znakomicie – kilka dni przed wyborami, tłumy mieszkańców, duchowni z kropidłami i lokalne media.

Problem pojawił się, kiedy strażacy z komitetu wyborczego upomnieli się o wóz, argumentując, że skoro już jest, to powinien od razu ludziom służyć i w razie jakiegoś nieszczęścia być w gotowości. – Nic z tego – miała odpowiedzieć pani burmistrz. – Dostaniecie go po Święcie Niepodległości.

Po czym przy pomocy swoich zauszników ukryła go w budynku dawnego państwowego ośrodka maszynowego.

Jakby tego upokorzenia było mało, nie zaprosiła strażaków – konkurencji politycznej – na podniosłą uroczystość, tylko ściągnęła ich kolegów z sąsiedniej miejscowości. Tamci, zorientowawszy się, że biorą udział w hucpie, chcieli wracać do domu. Uznali jednak, że nie będą robić skandalu.

Nie mieści się

– Po 11 Listopada było jeszcze śmieszniej – opowiada nowy burmistrz. – Wóz strażacki nie zmieścił się w remizie. Okazało się, że zamawiający, a więc urząd miejski, nie zadbał o dokładne wyliczenia i nie przewidział, że samochód może być większy. A wystarczyło tylko dokonać wcześniejszych pomiarów i nie byłoby kłopotu.

Sielicki i jego radni strażacy zapewniają, że naprawią błąd byłej burmistrz. Obniżą próg przy wjeździe do remizy i pomajsterkują przy kogucie. Będzie dobrze.

Foto: Marcin Sarnacki

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy