Niekończące się tragedie

Niekończące się tragedie

Co roku giną górnicy. Rodziny ofiar wypadków w kopalniach Pniówek i Zofiówka czują się nie tylko osamotnione, ale i lekceważone

Po tragediach górniczych zarówno poszkodowane rodziny oraz inni górnicy, jak i zwykli obywatele słusznie pytają, dlaczego i jak do tego doszło. Pytania te są kluczowe dla rodzin ofiar, aby w jakiś sposób mogły sobie poradzić z utratą męża, ojca, syna. Jednak w przypadku kilku żon i rodzin górników tragicznie zmarłych wskutek wypadku, do którego doszło 20 kwietnia w kopalni Pniówek w śląskich Pawłowicach, bez odpowiedzi pozostaje jeszcze inne pytanie: czy i kiedy zostaną wznowione prace poszukiwawcze, aby dotrzeć do niewydobytych do dziś ciał siedmiu mężczyzn?

Dotychczas w kopalni Pniówek, należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, potwierdzone ofiary śmiertelne to dziewięciu górników i ratowników górniczych. Zginęli oni w trakcie pracy i późniejszej akcji ratunkowej przy ścianie N-6 na poziomie ok. 1000 m pod ziemią, gdzie doszło do kilku wybuchów metanu. Cztery osoby zginęły bezpośrednio w kopalni, pięć kolejnych zmarło w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, w tym jedna tuż po przyjęciu do szpitala. Aby dotrzeć do siedmiu zaginionych górników i ratowników, przez pierwsze dni po katastrofie prowadzone były prace poszukiwawcze, jednak zostały one wstrzymane 2 maja, a teren objęty pożarem zatamowany. Wygaszanie się pożaru w otamowanym rejonie może potrwać nawet kilka miesięcy.

Inaczej wygląda sytuacja w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju, również należącej do JSW. 23 kwietnia wskutek silnego wstrząsu i wypływu metanu zginęło tam dziesięciu górników. Zarówno Pniówek, jak i Zofiówka są kopalniami czwartego stopnia zagrożenia metanem, które w wypadku węgla koksującego jest zawsze wyższe.

W przypadku Pniówka tym, co oburza poszkodowane rodziny, jest nie tyle tragiczny, ale zrozumiały fakt wstrzymania prac poszukiwawczych, ile domniemane złe traktowanie ze strony zarządu kopalni. Skarżą się na nie niektóre wdowy i żony zaginionych. Gdy chciały uzyskać informacje na temat poszukiwania zaginionych, miały usłyszeć, żeby „sobie telewizję włączyły”, powiedziała w programie TVN pani Karina, żona zaginionego ratownika. Według niej o zaginięciu męża ostatecznie dowiedziała się pocztą pantoflową, a nie, jak oczekiwała, od zakładu czy dyrekcji. Na konferencji prasowej we wtorek 24 maja dyrektor pracy kopalni Pniówek, Aleksander Szymura, przeprosił za nieporozumienia i powiedział, że pracuje w zarządzie kopalni od 22 lat, a w tym czasie był świadkiem 18 wypadków. „Nigdy bym wdowy tak nie potraktował i odesłał do telewizji. Moralnym obowiązkiem kopalni jest otoczenie rodzin poszkodowanych górników opieką”. Przypomniał o tym, że kopalnia wypłaciła lub wypłaci rodzinom zmarłych zapomogi, opłaci pochówki oraz pomoc psychologiczną. Również pomoc prawna czy nawet zatrudnienie wdów w kopalni jest możliwe, choćby w administracji, wyliczał Szymura. Czysto formalnie nieodnalezieni do dziś górnicy są nadal na służbie. „Nasi koledzy górnicy są traktowani jako dalej zatrudnieni w JSW na stanowiskach pracy. Są opłacani, jakby byli w pracy przez osiem godzin na stanowisku pracy przez 31 dni w miesiącu. Oni są nadal pracownikami, są zatrudnieni w JSW i dalej opłacani pełnymi stawkami”, mówił Szymura.

Jednak w ostatnich dniach zarzuty ze strony rodzin kierowane były nie tylko w stronę zarządu kopalni Pniówek. Oberwało się także Mateuszowi Morawieckiemu. Jeszcze 23 kwietnia, w dniu drugiej katastrofy w Zofiówce, premier zapowiedział rządowe wsparcie dla rodzin ofiar. „Chcę zapewnić, że państwo nikogo też nie pozostawi samemu sobie. Dzieci, rodziny, żony tych górników, którzy zginęli na Zofiówce i Pniówku, zostaną otoczone opieką państwa polskiego”, deklarował z kolei 25 kwietnia w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. 12 maja w Radiu Zet żony zaginionych ratowników skarżyły się: „Żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować nam tej straty. Ale tu chodzi o nasze dzieci. Mówią, że nasi mężowie to bohaterzy. Chwalą się tym na lewo i prawo. A ja się pytam, gdzie te dzieci bohaterów zostały? Kobiety są w różnych sytuacjach, nie pracowały, nie mają prawa jazdy. I one są z tym, same… ze wszystkim”.

Rodziny ofiar zwracają się głównie do pracodawcy zmarłych i zaginionych górników. „To cierpienie na lata – podkreślała Agata Kowalczyk ze Stowarzyszenia Wdów i Sierot Górniczych w wywiadzie telewizyjnym. – One (wdowy – przyp. red.) nie chcą atakować kopalni, one po prostu walczą o swoje, o to, co im się należy, o to, jak powinny być traktowane. Starają się też o wgląd do papierów i protokołów”.

Taki wgląd po części mieli związkowcy. „Gdyby przestrzegano czasów pracy w kopalni Pniówek, górnicy by żyli”, zwracał uwagę pod koniec kwietnia lider WZZ Sierpień 80, Bogusław Ziętek. Powód? Gdy temperatura przy ścianie przekracza 28 st. C, długość zmiany powinna być skrócona z ośmiu do sześciu godzin pracy. Tak wysokie temperatury według związkowców panowały na ścianie N-6 właśnie 20 kwietnia. Dlaczego więc ludzie pracowali? Z wypowiedzi górników wynika, że ze strony przełożonych stosowana jest presja na wydłużanie zmian. Związkowcy i górnicy nazywają to „przybieraniem pracy”, a ma się to zdarzać regularnie. Spółka JSW już potwierdziła, że na części ściany N-6 w dniu wypadku obowiązywał skrócony czas pracy, jednak nie na całej. „Są takie sytuacje, że przybierają, taki jest charakter pracy. Decyduje o tym przodowy, sztygar. Na to musi być aprobata całego zespołu”, mówił kierownik pracy Aleksander Szymura.

Czy ze strony zarządu i kadry kierowniczej zachowane zostały obowiązujące przepisy, zbadają w obu wypadkach – w Pniówku i Zofiówce – komisje Wyższego Urzędu Górniczego (WUG), jak i Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Śledztwo prowadzone będzie pod kątem art. 163 i 220 kk – chodzi o możliwe nieumyślne narażenie na niebezpieczeństwo i niedopełnienie obowiązków BHP, choćby uwzględnienie granic stężenia metanu. Wyniki tych badań mogą być istotne także w kwestii ewentualnych odszkodowań dla rodzin ofiar.

Łukasz Oleś, adwokat i partner w kancelarii BTLA Legal Oleś, Drzewiecki Kancelaria Adwokatów Sp.p., specjalizujący się m.in. w kwestii odszkodowań, podkreśla w rozmowie, że to zakład górniczy musi wykazać tzw. przesłanki egzoneracyjne. Co to znaczy? „To na zakładzie górniczym ciąży obowiązek wykazania, że ta szkoda nie powstała ani wskutek siły wyższej, ani wskutek wyłącznej winy poszkodowanego, ani wskutek winy osoby trzeciej, za którą zakład nie ponosi odpowiedzialności”, choćby jakiegoś podwykonawcy. Wychodząc z założenia, że w tym przypadku żadna z tych przesłanek nie ma zastosowania, co do zasady to JSW ponosi odpowiedzialność odnośnie do osób, którym wyrządziła szkodę – i która przenosi się na osoby trzecie. „Jednym z roszczeń, których rodziny ofiar mogą dochodzić, jest zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Ta forma odszkodowania ma charakter bardzo indywidualny, bo krzywda będzie miała zupełnie inny wymiar dla dziecka, które utraciło ojca, a zupełnie inny choćby dla ojca takiego górnika, który od 15 lat nie utrzymywał kontaktu z synem”, wyjaśnia prawnik. Obok tego rodziny mogą się domagać tzw. naprawienia szkody – to konkretne koszty choćby pochówku, finansowania kosztów leczenia psychologicznego i uzyskania renty odszkodowawczej czy wyrównawczej. Wysokość tej ostatniej formy odszkodowania też zależy od indywidualnych warunków, chociażby od istnienia czy wysokości dochodów matki dzieci ofiary.

Odszkodowanie to jedno, a poznanie prawdy – drugie. Czy tragiczne wypadki w Pniówku i Zofiówce będą wyjaśnione? Owszem, ale może to potrwać nawet pół roku, uprzedzał Jerzy Markowski, ekspert górniczy i polityk, w rozmowie z portalem Ślązag pod koniec kwietnia: „Trzeba zmonitorować wszystkie wskazania metanometryczne i sejsmologiczne w tych kopalniach. Do tego niekończące się wywiady z ludźmi. Żeby dojść do prawdy, trzeba wielu ludzi popytać. Czy może tak być, że w Pniówku fałszowano odczyty metanomierza? Pierwsi górnicy w Pniówku nie zdążyli nic zrobić, metanomierz nie zadziałał. Zginęli ratownicy. Jacy ratownicy fałszowaliby coś takiego? Czy wcześniej nie było niepokojących sygnałów? To trzeba zbadać, bo to się przecież zapisuje – jest centrala metanometryczna w każdej kopalni i tam to wszystko jest na piśmie”.

Markowski nie wierzy, że te tragiczne wypadki cokolwiek zmienią w kwestii bezpieczeństwa dla górników, jednak liczy, że przynajmniej coś wyjaśnią: „Dla mnie najbardziej dramatyczne jest to, że pewne błędy technologiczne w tych kopalniach popełnili ludzie, których dziś nie widać. Życie stracili ci, którzy naprawiali te błędy, a twarz temu dają prezydent i premier. Świecą oczami, że paru facetów olało swoją robotę. Coś się musiało stać. Nie wierzę, że były to tylko siły natury”.

Być może oburzenie żon i wdów po tragicznie zmarłych bierze się z podobnego przeczucia: że coś musiało się stać, że ktoś konkretnie zawinił. Nawet jeśli śledztwo tego nie wykaże.

Fot. East News

Wydanie: 23/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy