Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

To nie jest taka sobie dymisja. Witold Sobków, bo o nim mowa, do MSZ przyszedł w roku 1991. Z Uniwersytetu Warszawskiego. I bardzo szybko wszedł w koleiny pracy dyplomatycznej. Wypracował sobie opinię dobrego fachowca. Był ambasadorem w Irlandii, potem, po nocy długich noży, gdy minister Meller odwołał 10 ambasadorów, tymczasowo, z Dublina, kierował ambasadą RP w Londynie. Potem został wiceministrem, odpowiedzialnym za sprawy europejskie, i jednocześnie dyrektorem politycznym ministerstwa. To norma, tak samo wyglądał zakres obowiązków Jana Truszczyńskiego. Tylko że otoczenie miał inne…
Sobków przystąpił do dzieła i nagle okazało się, że wszystko, co robi, jest złe. W grudniu miała się odbyć w Warszawie narada dyrektorów politycznych z ministerstw spraw zagranicznych największych państw Unii. To była wielka sprawa, bo otwierała się szansa, by zaprezentować swoje stanowisko, zalobbować – i nagle, z polecenia pani minister, Polska naradę odwołała. I to w ostatniej chwili, tak że jeden z dyrektorów przyleciał już do Warszawy. Wstyd był na całą Europę. I tylko gwoli kronikarskiego obowiązku dodajmy, że narada się odbyła, ale w Paryżu. Sobków chciał też, po polskim wecie, prowadzić konsultacje z europejskimi stolicami, umówiono już pierwsze rozmowy. Ale Fotyga ich zakazała, w ogóle zakazała rozmawiać z przedstawicielami państw Unii. Bo być może ich argumenty okazałyby się przekonujące.
Nagle więc okazało się, że wiceminister jest ubezwłasnowolniony, że działania, które podejmuje, zgodnie ze sztuką dyplomacji, są przez zwierzchników dezawuowane.
14 grudnia złożył więc na ręce minister Fotygi dymisję. Och, powstało wówczas wielkie zamieszanie, minister zaczęła go namawiać, by dymisję wycofał, potem mówiła, że tak czy inaczej ją odrzuca, nie wyraża na nią zgody, że Sobków musi zostać. No i jakoś go przekonała.
2 stycznia, gdy przyszedł do pracy, zobaczył, że z drzwi jego gabinetu jest już zdjęta tabliczka z jego nazwiskiem, a w gabinecie czeka na niego dymisja. Nowa władza pokazała pięść.
A zaraz potem puszczono w MSZ plotki odsądzające Sobkowa od czci i wiary. Tym razem nowa władza pokazała swą klasę.
W ten oto prymitywny sposób pozbyto się kolejnego człowieka, który miał jakąś wiedzę o Unii Europejskiej i wiedział, jak należy w tym obszarze postępować. W MSZ poszedł więc kolejny czytelny sygnał – jeżeli dymisjonują Sobkowa, to znaczy, że wymieniony może być każdy. Kto go zastąpi? Wspominany jest pan z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Więc wszystkiego najlepszego.


PS Zmarła Ewa Rapacka, żona Zdzisława Rapackiego. Miała godny pogrzeb, były tłumy ludzi z MSZ i z Kancelarii Prezydenta (tej byłej), no i był Aleksander Kwaśniewski. Przez kilkadziesiąt minut na wojskowych Powązkach mieliśmy zgromadzenie najlepszych specjalistów od spraw międzynarodowych. Szkoda, że o coś takiego coraz trudniej w al. Szucha…

Wydanie: 2/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy