Media bardziej publiczne

Media bardziej publiczne

Gra o media publiczne jest jedną z najbardziej zaciekłych ze wszystkich, które toczono po 1989 r. A od dwóch lat także najbardziej brutalnych. To, co wówczas zrobiło Prawo i Sprawiedliwość, wcześniej nie mieściło się nikomu w głowie. Przez lata zawierano mniej czy bardziej sensowne kompromisy, były układanki i różne kolory polityczne. PiS to wszystko rozwaliło, robiąc błyskawiczny i totalny skok na te media. Partia braci Kaczyńskich wzięła wszystko. Wszystko, bo oszukała także swoich koalicjantów, czyli Samoobronę i LPR. Przejęto telewizję i radio aż do najmniejszych komórek. Co i tak nie zadowoliło zwycięskiego grabieżcy, bo nawet najwierniejsi z wiernych, narzuceni przez PiS prezesi Wildstein, Czabański i Urbański, niewystarczająco gorliwie opiewali sukcesy partii i jej wodza, który lubił mówić, że w Polsce nie ma wolnych mediów. Gdy patrzył na swoich prezesów, oddelegowanych do mediów publicznych, nie miał wątpliwości, jaki jest ich zakres wolności. Po klęsce wyborczej Kaczyński jest najgorliwszym obrońcą wolności i pluralizmu mediów. To chyba lata zabaw z kotem sprawiły, że zatracił poczucie śmieszności w odwracaniu kota ogonem. Nie do twarzy mu z miną obrońcy. Bardziej wiarygodny był gdy dyrygował tymi mediami z wdziękiem pruskiego kaprala. Swoich ludzi wyćwiczył zresztą tak skutecznie, że demolowanie Platformy Obywatelskiej, obecnego rządu czy lewicy mają we krwi. Programy informacyjne w TVP czy Polskim Radiu są dalej robione według instrukcji PiS.
Nazywanie tworu zarządzanego przez PiS medium publicznym urąga przede wszystkim tym, którzy ciągle płacą abonament. A płaci coraz mniej. Z dwóch powodów. Jedni przestali płacić, bo słyszą, że PO jest za zniesieniem abonamentu, a nie wiedzą, że ten niemądry pomysł nie znajduje poparcia innych partii i nie będzie zrealizowany. A dużo większa grupa nie płaci, bo nie uznaje skrajnego upartyjnienia tych mediów przez PiS. Pora więc przerwać ten złowrogi korowód i przywrócić media publiczne społeczeństwu, a przynajmniej znacznie przybliżyć je do oczekiwań widzów i słuchaczy. By to się stało, potrzebne są szybkie zmiany. Jest projekt PO nowej ustawy o mediach. Są propozycje LiD. Ale to nie wystarczy. Sensowny, kompleksowy projekt ustawy, skutecznie zapewniający mediom rzetelność, bezstronność i obiektywizm, może powstać tylko przy udziale samych zainteresowanych. Dziennikarzy, środowisk twórczych i medioznawców.
Jest o co walczyć. Media publiczne są ciągle najtańszym i najpowszechniejszym kanałem komunikacji społecznej. Mają wielki wpływ na opinie i zachowania ludzi. Ten wpływ mogą znacznie lepiej wykorzystywać w służbie obiektywnej informacji, edukacji i upowszechniania kultury niż do tej pory. Są i będą w ostrej konkurencji z mediami komercyjnymi. Nikt bardziej szczerze niż stacje komercyjne nie życzy mediom publicznym, by zajęły w wyścigu o widza i wpływy z reklam marginalne miejsce. W tej walce lewica powinna nie tylko bronić samej istoty funkcjonowania mediów publicznych, ale zrobić wszystko, by mogły one wyjść z ciężkiego kryzysu, w jaki wpakowało je PiS.

Wydanie: 5/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy