Meksykański korek – rozmowa z Paco Ignacio Taibo II

Meksykański korek – rozmowa z Paco Ignacio Taibo II

Stanom Zjednoczonym nie przeszkadza korupcja i fałszowanie wyników wyborów w Meksyku

Paco Ignacio Taibo II – lewicowy intelektualista meksykański, a zarazem jeden z najbardziej znanych pisarzy hiszpańskojęzycznych. Autor ponad 50 książek, w tym uznanych za książkę roku przez „New York Times”, „Le Monde” i „Los Angeles Times”. Pisarz odwiedził Polskę na zaproszenie Fundacji im. Róży Luksemburg.

Czy Meksyk świętuje 20-lecie wstąpienia do strefy wolnego handlu NAFTA?
– Nie znam nikogo, kto chciałby świętować.
Ale przecież 20 lat temu Meksykanie się cieszyli.
– To nie była radość, lecz złudzenia. Większość społeczeństwa wsiadła na statek, nie wiedząc, w jakim on płynie kierunku.
Jakie nadzieje wiązali Meksykanie z podpisaniem NAFTA?
– Uwierzyli rządowi, który mówił: już nie będziemy drugim albo trzecim światem, lecz wejdziemy do pierwszego.
I będziecie żyć jak w USA i Kanadzie?
– Może nie od razu, ale NAFTA otworzy nam drzwi do lepszego świata. Dentysta meksykański myślał, że będzie mógł prowadzić gabinet w Chicago, rolnik – że granice otworzą się dla jego towarów. Ale to były iluzje. Dentysta został w Meksyku, wielu rolników zaś splajtowało w wyniku masowego napływu taniej żywności z USA. W stanie Chihuahua na tysiącach hektarów przestano uprawiać orzechy, niektóre miejscowości przypominają miasta widma – słychać tylko stukanie drzwi na wietrze. Wszystko opustoszało. Mieszkańcy wyjechali do Stanów.
Legalnie?
– Skąd! Co najmniej 90% wyjechało nielegalnie.
Mówi się przecież o swobodnym przepływie osób, towarów i kapitałów.
– On jest swobodny, ale w jedną stronę – z USA do Meksyku. NAFTA doprowadziła do kompletnego braku równowagi w meksykańskiej gospodarce, uzależniła nas jeszcze bardziej od ponadnarodowych koncernów, które prowadzą rabunkową gospodarkę, zanieczyszczają wodę, glebę i powietrze. W ciągu 20 lat zagraniczne firmy wydobyły więcej srebra i złota niż w całej wcześniejszej historii Meksyku, łącznie z okresem panowania hiszpańskiego.
Władzom to nie przeszkadza. W ubiegłym roku uchwalono nową ustawę energetyczną. Państwo po przeszło 70 latach zrezygnowało z kontroli nad wydobyciem ropy i gazu, dopuściło do eksploatacji złóż międzynarodowe koncerny.

Spalone głosy

Nie będziecie już obchodzić rocznicy przejęcia złóż od firm amerykańskich i brytyjskich? To może za przykładem Hugona Chaveza zrobicie rewolucję?
– Zgodnie z sondażami ogromna większość Meksykanów sprzeciwiała się ustawie energetycznej, ale deputowani dwóch głównych partii zdecydowali inaczej.
Ktoś ich wybrał. NAFTA sprawiła, że znaleźliście się w jednym gronie z USA i Kanadą. Czy zbliżyliście się do demokratycznych standardów tych państw?
– W czterech ostatnich kampaniach wyborczych możemy mówić o sfałszowaniu wyborów. W przypadku trzech doszło do ewidentnych fałszerstw. Jeśli to ma być demokracja… Najbardziej skandaliczne było masowe sfałszowanie wyników wyborów prezydenckich w 2006 r. Ogłoszono zwycięstwo konserwatysty Felipe Calderóna nad kandydatem lewicy Lópezem Obradorem. Na ulice Meksyku wyszły setki tysięcy ludzi, żądając ponownego przeliczenia głosów. Podliczono jedynie niewielką część w wybranych okręgach. Trybunał wyborczy orzekł, że wszystko było w porządku. A potem karty do głosowania spalono.
Stany Zjednoczone są bardzo zaniepokojone stanem demokracji w odległych częściach świata. Z pewnością upomniały władze sąsiedniego, przeszło stumilionowego Meksyku, by przestrzegały reguł wyborczych.
– Nic takiego nie miało miejsca. Stany Zjednoczone, podobnie jak międzynarodowa opinia publiczna, milczały.
Felipe Calderón jako prezydent wydał wojnę mafii narkotykowej, użył do niej regularnej armii. Mafii nie wyrządził wielkiej szkody, ale w wojnie zginęło mnóstwo kobiet i dzieci niemających nic wspólnego z narkobiznesem. Czy USA protestowały przeciwko temu barbarzyństwu?
– Nie, bo to była wojna północnoamerykańska toczona na terytorium Meksyku. I była na rękę USA. Owszem, widziałem jakiś krótki artykuł w „New York Timesie” o niewinnych ofiarach wojny narkotykowej w Meksyku, ale żadnych nacisków Waszyngtonu na władze naszego kraju nie było. Żadna wojna z mafią narkotykową nie da efektów, jeśli jest podaż. Skoro jedna trzecia Amerykanów zażywa narkotyki i za nie płaci, to zawsze znajdą się ci, którzy zaoferują im towar.

Amerykanie korumpują

Meksyk należy do najbardziej skorumpowanych krajów świata. Korupcja przeszkadza wolnemu rynkowi i wolnemu handlowi. W tej sprawie USA też nie zajmują stanowiska?
– W porozumieniu NAFTA, o ile sobie przypominam, o korupcji nie wspomniano. Zresztą po co? Korupcja wcale nie przeszkadza międzynarodowym wielkim korporacjom, one nauczyły się z nią żyć i z niej korzystać. Doskonale poruszają się w skorumpowanym kraju, potrafią przejmować za bezcen jego majątek. Moim zdaniem, nie ma ani jednej wielkiej firmy amerykańskiej, która swoimi działaniami nie wspierałaby korupcji w Meksyku.
Jednak po 20 latach istnienia NAFTA jesteście 11. gospodarką świata, czytam o dynamicznym rozwoju Meksyku.
– Jeśli za dynamiczny rozwój uznać pojawienie się w ostatnich kilku latach na liście tysiąca najbogatszych ludzi świata 50 Meksykanów, to z pewnością jest to prawda. Fortuny tych miliarderów powstały z niczego. Nazywamy to magią meksykańską.
Meksykanie nie protestują?
– Buntują się, codziennie dochodzi do jakichś manifestacji, ale większość ludzi jest pod kontrolą władzy, korporacji, mafii – kieruje nimi strach. Do tego dochodzi codzienne pranie mózgu przez prorządowe media. Jednak nie wykluczam zmian. Ten neoliberalny model w meksykańskim wydaniu, oznaczający rabunek i korupcję, musi upaść. Z jednej strony, mamy miliardera, który kilka razy był na pierwszym miejscu listy „Forbesa”, z drugiej zaś, tak zliberalizowano prawo pracy, że przedsiębiorcy mogą zatrudniać pracowników na godziny. Minimalna płaca ani odprawy już nie obowiązują.
Stany Zjednoczone patrzyłyby obojętnie na bunt w Meksyku?
– Destabilizacja Meksyku byłaby zbyt niebezpieczna dla USA. Meksyk to taki korek, który powstrzymuje ucieczkę jeszcze większych mas nielegalnych imigrantów. Gdyby nasz kraj się zdestabilizował, Amerykanie musieliby myśleć o jakiejś zmianie politycznej w Meksyku.
Ale na razie nie myślą?
– Nic takiego się nie dzieje.

Wydanie: 24/2014

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy