Mężczyzna jak samochód

Mężczyzna jak samochód

Warszawa 12.06.2015 r. Jacek Maslowski - filozof , psychoterapeuta i coach. fot.Krzysztof Zuczkowski

O kryzysie męskiej tożsamości Jacek Masłowski – psychoterapeuta, prezes Fundacji Masculinum Bardzo trudno umówić się z panem na rozmowę. Tak dużo pracy ma pan z pomaganiem mężczyznom, których dopadł kryzys? – Kryzysy różnego rodzaju przeżywa 99% mężczyzn. To jak pandemia. Jest z nami, mężczyznami, aż tak źle? – Zależy, jak zdefiniujemy kryzys – ja pojmuję go jako zmianę. Zmiana oznacza konieczność odnalezienia się w nowej roli, nowej sytuacji, co wymaga nowych umiejętności, kompetencji. To rodzi napięcia, stres i mamy sytuację kryzysową, ale kryzys może przynieść także korzystne zmiany. W dzisiejszym świecie zarówno mężczyźni, jak i kobiety muszą się dostosować do zachodzących zmian. Nie mówi się jednak o kryzysie kobiecości, ale o kryzysie męskiej tożsamości. – Nie bez powodu. Z wielu badań wynika, że kobiety lepiej sobie radzą z odnalezieniem roli we współczesnym społeczeństwie. Symptomatyczna jest statystyka samobójstw wśród mężczyzn i kobiet – zdecydowanie dominują mężczyźni, proporcja wynosi 6 do 1. Dlaczego mężczyźni nie potrafią sobie radzić w sytuacji kryzysowej? – Za mało o sobie wiedzą. ? – Oczywiście! Ale żeby wyjaśnić, dlaczego tak uważam, muszę wrócić do początków wielkiej społecznej zmiany, która zaczęła się jakieś 200 lat temu. Od tysiącleci trwał patriarchat, mężczyźni funkcjonowali w polu widzenia swoich rodzin i dzieci, w grupach – plemionach, wsiach, rodzinach wielopokoleniowych. Młodzi chłopcy niejako naturalnie przyjmowali męski etos, który wskazywał: co mam robić, jak się zachować, jak radzić sobie z różnymi problemami, jaki jest mój stosunek do kobiet, do innych mężczyzn. Przejmowali model zachowań, który był wówczas społecznie pożądany. Jednak nie pod każdym względem korzystny dla kobiet. – Zapewne, ale było coś w rodzaju rachunku zysków i strat – i to za niepisanym przyzwoleniem. Obie strony, kobiety i mężczyźni, czerpały z tego układu korzyści, w tym najważniejszą – możliwość zapewnienia bytu. Ten porządek został zburzony 200 lat temu w Anglii, kiedy pojawiła się maszyna parowa i zaczął się wiek industrializacji. Mężczyźni masowo emigrowali z przeludnionych wiosek do miast, do pracy w fabrykach i młodzi chłopcy stracili ich z pola widzenia. Niebawem także kobiety zaczęły emigrować do miast, wiele z nich podejmowało pracę w fabrykach, a więc zaczęło odgrywać męskie role. Cały czas jednak panował stary system relacji między kobietami i mężczyznami, obowiązywało stare prawo. Wtedy kobiety powiedziały: dość, zaczęły się rodzić ruchy emancypacyjne. Kobiety coraz śmielej wchodziły w obszary dotychczas zarezerwowane dla mężczyzn. Na dodatek w XX w. wybuchły wojny, które w Europie zabrały 60 mln mężczyzn w najbardziej efektywnym, produkcyjnym wieku 18-50 lat. Młodzi chłopcy wychowywali się w sfeminizowanych środowiskach, byli kształtowani przez oczekiwania kobiet – matek, nauczycielek. Ale to było kilkadziesiąt lat temu… – Do dziś jednak ma swoje konsekwencje. Kobiety, widząc mężczyzn, którzy realizowali się w różnych obszarach, weszły na ich terytoria, dołączyły do swoich zachowań to, co wcześniej było męską domeną. Oczywiście bardzo dobrze, że chodzą do pracy, spełniają się zawodowo, uprawiają sport, robią kariery w mediach i w polityce. I narzekają na brak parytetów. – To zupełnie inna sprawa, bardziej potrzebna politykom niż samym kobietom. Mężczyźni wpuścili kobiety na swoje obszary i co się okazało? Dla kobiet nieatrakcyjne są próby mężczyzn wchodzenia na tereny wcześniej kobiece! Prowadzę w szpitalach warsztaty dla położnych. Mówią one, że mężczyźni ogromnie przeżywają poród, są dobrze przygotowani, mają gruntowną wiedzę, jak się opiekować dzieckiem, co jest dla niego dobre, jakich używać kremów, jak pielęgnować. Często wręcz starają się przyjmować postawę ekspertów mających wyższe kwalifikacje niż kobiety. I proszę mi wierzyć, położne są tym tak zirytowane, że aż potrafią być niemiłe! To pokazuje pewien rodzaj potrzasku, w którym mężczyźni się znaleźli. Z jednej strony, słyszą od kobiet: zapraszamy, wchodźcie na nasze pola, a z drugiej: tego robicie za dużo, tego za mało albo nie tak, jak trzeba. No i wielu mężczyzn się gubi, bo próbuje definiować swoją męskość na podstawie zapotrzebowania kobiet, co miało początki właśnie w okresie wielkich przemian, o których wspomniałem. To źle, że mężczyźni próbują definiować swoją męskość, odpowiadając na potrzeby kobiet?

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 51/2015

Kategorie: Wywiady