Mężczyzna jak samochód

Mężczyzna jak samochód

O kryzysie męskiej tożsamości

Jacek Masłowski – psychoterapeuta, prezes Fundacji Masculinum

Bardzo trudno umówić się z panem na rozmowę. Tak dużo pracy ma pan z pomaganiem mężczyznom, których dopadł kryzys?

– Kryzysy różnego rodzaju przeżywa 99% mężczyzn.

To jak pandemia. Jest z nami, mężczyznami, aż tak źle?

– Zależy, jak zdefiniujemy kryzys – ja pojmuję go jako zmianę. Zmiana oznacza konieczność odnalezienia się w nowej roli, nowej sytuacji, co wymaga nowych umiejętności, kompetencji. To rodzi napięcia, stres i mamy sytuację kryzysową, ale kryzys może przynieść także korzystne zmiany.

W dzisiejszym świecie zarówno mężczyźni, jak i kobiety muszą się dostosować do zachodzących zmian. Nie mówi się jednak o kryzysie kobiecości, ale o kryzysie męskiej tożsamości.

– Nie bez powodu. Z wielu badań wynika, że kobiety lepiej sobie radzą z odnalezieniem roli we współczesnym społeczeństwie. Symptomatyczna jest statystyka samobójstw wśród mężczyzn i kobiet – zdecydowanie dominują mężczyźni, proporcja wynosi 6 do 1.

Dlaczego mężczyźni nie potrafią sobie radzić w sytuacji kryzysowej?

– Za mało o sobie wiedzą.

?

– Oczywiście! Ale żeby wyjaśnić, dlaczego tak uważam, muszę wrócić do początków wielkiej społecznej zmiany, która zaczęła się jakieś 200 lat temu. Od tysiącleci trwał patriarchat, mężczyźni funkcjonowali w polu widzenia swoich rodzin i dzieci, w grupach – plemionach, wsiach, rodzinach wielopokoleniowych. Młodzi chłopcy niejako naturalnie przyjmowali męski etos, który wskazywał: co mam robić, jak się zachować, jak radzić sobie z różnymi problemami, jaki jest mój stosunek do kobiet, do innych mężczyzn. Przejmowali model zachowań, który był wówczas społecznie pożądany.

Jednak nie pod każdym względem korzystny dla kobiet.

– Zapewne, ale było coś w rodzaju rachunku zysków i strat – i to za niepisanym przyzwoleniem. Obie strony, kobiety i mężczyźni, czerpały z tego układu korzyści, w tym najważniejszą – możliwość zapewnienia bytu. Ten porządek został zburzony 200 lat temu w Anglii, kiedy pojawiła się maszyna parowa i zaczął się wiek industrializacji. Mężczyźni masowo emigrowali z przeludnionych wiosek do miast, do pracy w fabrykach i młodzi chłopcy stracili ich z pola widzenia. Niebawem także kobiety zaczęły emigrować do miast, wiele z nich podejmowało pracę w fabrykach, a więc zaczęło odgrywać męskie role. Cały czas jednak panował stary system relacji między kobietami i mężczyznami, obowiązywało stare prawo. Wtedy kobiety powiedziały: dość, zaczęły się rodzić ruchy emancypacyjne. Kobiety coraz śmielej wchodziły w obszary dotychczas zarezerwowane dla mężczyzn. Na dodatek w XX w. wybuchły wojny, które w Europie zabrały 60 mln mężczyzn w najbardziej efektywnym, produkcyjnym wieku 18-50 lat. Młodzi chłopcy wychowywali się w sfeminizowanych środowiskach, byli kształtowani przez oczekiwania kobiet – matek, nauczycielek.

Ale to było kilkadziesiąt lat temu…

– Do dziś jednak ma swoje konsekwencje. Kobiety, widząc mężczyzn, którzy realizowali się w różnych obszarach, weszły na ich terytoria, dołączyły do swoich zachowań to, co wcześniej było męską domeną. Oczywiście bardzo dobrze, że chodzą do pracy, spełniają się zawodowo, uprawiają sport, robią kariery w mediach i w polityce.

I narzekają na brak parytetów.

– To zupełnie inna sprawa, bardziej potrzebna politykom niż samym kobietom. Mężczyźni wpuścili kobiety na swoje obszary i co się okazało? Dla kobiet nieatrakcyjne są próby mężczyzn wchodzenia na tereny wcześniej kobiece! Prowadzę w szpitalach warsztaty dla położnych. Mówią one, że mężczyźni ogromnie przeżywają poród, są dobrze przygotowani, mają gruntowną wiedzę, jak się opiekować dzieckiem, co jest dla niego dobre, jakich używać kremów, jak pielęgnować. Często wręcz starają się przyjmować postawę ekspertów mających wyższe kwalifikacje niż kobiety. I proszę mi wierzyć, położne są tym tak zirytowane, że aż potrafią być niemiłe! To pokazuje pewien rodzaj potrzasku, w którym mężczyźni się znaleźli. Z jednej strony, słyszą od kobiet: zapraszamy, wchodźcie na nasze pola, a z drugiej: tego robicie za dużo, tego za mało albo nie tak, jak trzeba. No i wielu mężczyzn się gubi, bo próbuje definiować swoją męskość na podstawie zapotrzebowania kobiet, co miało początki właśnie w okresie wielkich przemian, o których wspomniałem.

To źle, że mężczyźni próbują definiować swoją męskość, odpowiadając na potrzeby kobiet?
– Oczywiście! Super, że kobiety tak śmiało potrafią komunikować swoje potrzeby i mówią, że chcą mężczyzn silnych, sprawczych, zaradnych, a zarazem wrażliwych, ciepłych, opiekuńczych. Trzeba tylko pamiętać o jednym – kobiety są bardziej zmienne emocjonalnie niż mężczyźni, co jest zgodne z ich naturą, chociażby z fazami cyklu. Niestety, nie sygnalizują, którego dnia i o której godzinie jakim trzeba się stać – czułym czy silnym.
A czy kobiety muszą tak precyzyjnie definiować, jakie i kiedy mają oczekiwania?
– To nie jest dobre pytanie. Nie chodzi o to, czy kobiety coś muszą, lecz o to, jakich mężczyźni potrzebują sygnałów – oni potrzebują konkretów. Kobieta potrafi powiedzieć: zmobilizuj mnie, żebym zrobiła to lub tamto, ewentualnie żebym czegoś nie robiła. Za parę dni zarzuci partnerowi: ograniczasz mnie, jesteś brutalny. I facet wpada w pułapkę niekonkretnej sytuacji. Dla wielu mężczyzn próba zdefiniowania postawy wobec takiej zmienności jest z góry skazana na niepowodzenie. Określanie siebie głównie pod kątem potrzeb kobiet niesie dla mężczyzn jeszcze jedno ryzyko oprócz konsekwencji tego, że wypierają własne potrzeby. Otóż wiele kobiet nudzi się takimi „dopasowanymi” mężczyznami, bo nie wnoszą oni do związku wartości dodanej, czegoś nowego. Dla kobiet – które już weszły na męskie pola i inaczej definiują kobiecość – są oni jak bluszcz: wprawdzie na bieżąco starają się odpowiadać na potrzeby, ale nie wykazują inicjatywy.
To są relacje indywidualne, między partnerami. Czy kiepskich relacji jest tak dużo, że można mówić o kryzysie kulturowym jako zmianie ról?
– Generalnie cały świat damsko-męski to relacje indywidualne.
Ale indywidualne zachowania i postawy wynikają z procesów zachodzących w całym społeczeństwie.
– Pewne wzorce kulturowe – przesądzające o tym, w jaki sposób spełniają się mężczyźni – zaledwie 20-30 lat temu były inne niż dziś. Kiedyś obowiązywały stereotypy – np. żywiciela rodziny – które pozwalały mężczyznom definiować swoje myślenie o męskości. Dzisiaj, zwłaszcza w dużych miastach, ten etos coraz bardziej traci aktualność. Co gorsza, pod wieloma względami nie bardzo wiadomo, jakie są te dzisiejsze wzorce. Zmiana trwa, co u wielu wywołuje poczucie zagubienia, po prostu nie do końca wiedzą, co dla nich znaczy być męskim.
Czyli, jak pan powiedział, mężczyźni mało o sobie wiedzą.
– Prowadzę warsztaty, na których przyglądamy się różnym aspektom męskości, i wielu mężczyzn po raz pierwszy w życiu zadaje sobie pytania z tym związane. W dodatku dla każdego faceta fundamentalne, np. co to jest moja seksualność, jak ja ją przeżywam.
To aż niewiarygodne!
– Też tak myślałem. Gdy porozmawia pan z kobietami, usłyszy całą litanię, że wiedzą, czego chcą, czego nie chcą, jakie mają potrzeby, do czego zmierzają, co będą robiły później, jakie mają wyobrażenia o wychowaniu dzieci, do jakich szkół będą je posyłać, czego nie lubią, jakiego chcą mieć partnera, jakie mają wobec niego wymagania. Gdy pytam mężczyzn przychodzących do mnie na warsztaty, dokąd zmierzają w życiu, czego właściwie chcą, zdecydowana większość mówi: nie wiem. Pytam: czego oczekujecie od partnerki? Potrafią sformułować jedno, dwa oczekiwania, najczęściej żeby była czuła, żeby towarzyszyła im w różnych sprawach – to wszystko. Na jednych z ostatnich zajęć nikt nie poruszył sfery seksualności, tak fundamentalnej dla mężczyzny! Nawet w prostych słowach, np. żeby była moją kochanką, żeby było nam fajnie w łóżku.
Może dlatego, że przychodzą do pana mężczyźni już jakoś wplątani w te problemy i nawet im do głowy nie przyjdzie, żeby aż tyle wymagać od partnerki?
– Być może dlatego, że mężczyźni zniknęli z procesu wychowania, męska seksualność wciąż jest tematem tabu.
?
– A nie? Gdy mówię męska seksualność, to z czym się to panu kojarzy?
Z kobietą, ciałem, nagością, seksem i w ogóle z czymś fajnym.
– I jaką to ma konotację w polskiej kulturze?
Częściej negatywną niż neutralną, nie mówiąc o pozytywnej.
– A widzi pan! Męska seksualność to pedofilia, mobbing, nadużycia, gwałty. Natomiast kobieca seksualność jest piękna, została przez kulturę zasymilowana.
Dlaczego tak się stało?
– Ma w tym udział Kościół, dla którego nieczysta jest seksualność dla radości, przyjemności, niesłużąca prokreacji. Poza tym nie zapominajmy o roli sfeminizowanej szkoły, która jest oparta na modelu edukacji sprzyjającym dziewczynkom. Sześcioletnie dziewczynki mają o wiele bardziej rozwinięte umiejętności komunikacyjne niż chłopcy.
Nastawione są na słuchanie, a chłopaki na bieganie.
– Na dodatek ten sześcioletni chłopak ma siedzieć grzecznie przez 45 minut w ławce z jakąś Marysią, słuchać, co się do niego mówi, i odpowiadać. To zamach na młodych chłopców, który mnie przeraża. Na to nakłada się jeszcze jedno niekorzystne zjawisko – wcześniej chłopcy dojrzewali w otoczeniu mężczyzn, którzy zniknęli z procesu wychowania. Niestety, w moim pokoleniu byli ojcowie, ale z gatunku nieobecnych – mało zaangażowani w wychowywanie, w rozwijanie w synach męskich kompetencji. A przecież największą więź między mężczyznami tworzy wspólne robienie czegoś – od gry i zabawy w dzieciństwie po budowanie domu lub firmy w dorosłości. To ma podstawowe znaczenie w wychowywaniu, w przygotowaniu do dojrzałości. Dziś wielu chłopców jest wręcz stymulowanych do niedojrzewania, zwłaszcza ci, którzy wychowują się tylko z matkami. Mają one tendencję do zagarniania ich dla siebie, tworzą sobie z nich pseudopartnerów: jesteś moim mężczyzną, nigdy mamusi nie zostawisz. Na rynku matrymonialnym pojawili się mężczyźni zbyt wrażliwi dla kobiet, które stały się bardziej od nich męskie – oczywiście jeśli chodzi o cechy charakteru.
Liczba niedojrzałych mężczyzn zaczyna mieć charakter epidemii – twierdzi Zbigniew Lew-Starowicz („Lew-Starowicz o mężczyźnie”, Czerwone i Czarne 2012): „Proces rozwoju psychoseksualnego przebiega w ten sposób, że teraz mężczyzna osiąga dojrzałość około czterdziestki. A dokładnie między 35. a 40. rokiem życia. Populacyjnie: Piotrusiów Panów mamy zatrzęsienie”.
– Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną niezwykle istotną sprawę. Otóż psycholog Philip Zimbardo twierdzi, że jedną z sił napędowych rozwoju ludzkości było to, że mężczyźni musieli zabiegać o seks. Dzisiaj nie muszą. Jednym z największych zagrożeń w kształtowaniu męskiej tożsamości jest internetowa pornografia. Mężczyźni są wzrokowcami i chłopcy zdecydowanie łatwiej niż dziewczęta mogą się uzależnić od tych skaczących obrazków. To masakra dla psychiki chłopców w wieku przedinicjacyjnym, demoluje psychikę, która nie jest ukształtowana i bardzo szybko się uplastycznia pod wpływem pornograficznego przekazu. Napompowani wizerunkami z tych obrazków są później rozczarowani kontaktami seksualnymi. I to rozczarowani nie kobietą, ale przede wszystkim sobą: że nie tak wyglądają, że nie mogą tyle, nie tak się zachowują. W efekcie część tych młodych mężczyzn wycofuje się z aktywności seksualnej, z kontaktów z kobietami.
Co ma większy wpływ na kryzys męskiej tożsamości: zmiana ról społecznych odgrywanych przez kobiety i mężczyzn czy zmiany, jakie zachodzą w indywidualnych relacjach mężczyzna-kobieta?
– Nie można tak stawiać pytania, te sfery się przenikają. Na sprawę warto spojrzeć z jeszcze jednego punktu widzenia – kryzysu kobiecości. Te dwa kryzysy idą wespół.
Feministki się oburzą: kobiety nie przeżywają żadnego kryzysu, są wręcz na fali wznoszącej.
– To dlaczego jest tak dużo samotnych kobiet? Gdy rozmawiam z kobietami, jakiego chciałyby mieć mężczyznę, słyszę całą litanię oczekiwań, począwszy od wykształcenia i pozycji zawodowej, poprzez cechy charakteru, a skończywszy na urodzie i wyglądzie. Zupełnie jakby weszły do salonu samochodowego, otworzyły katalog i powiedziały: proszę taką opcję, żeby samochód szybko jeździł, był ładny, nie wymagał żadnej obsługi i mało palił.
I żeby zazdrościły mi go inne kobiety.
– Rosną wymagania i, niestety, mężczyzna często nie jest w stanie sprostać takiemu zapotrzebowaniu.
Nie brakuje jednak socjologów i psychologów, którzy twierdzą, że kryzys męskiej tożsamości to wymysł medialny, wiele hałasu o nic.
– To skąd takie zapotrzebowanie na pomoc, na terapię? Wielu mężczyzn nie wie, jakie są fazy ich życia, jak przebiegają, co się wtedy z nimi dzieje, jakie pojawiają się trudności i jak sobie z nimi radzić, gdzie szukać wsparcia i czy w ogóle można go szukać! Ciągle pokutuje w nich przekonanie, że trzeba sobie radzić samemu.
Jak pan ocenia skalę zjawiska na podstawie praktyki?
– Zdecydowana większość zgłaszających się do nas mężczyzn mówiła: nie bardzo wiem, jaką mam odgrywać rolę, skoro kobieta robi karierę, zarabia, wychowuje dzieci i jej życie jest pełne sensu. Od czterech-pięciu lat natomiast obserwuję wyraźną zmianę – mężczyźni zaczynają odbudowywać swoją pozycję i poczucie sprawczości. Co istotne, coraz bardziej świadomie zaczynają odgrywać rolę ojców, jeszcze trzy-cztery lata temu rzadko korzystali z urlopu rodzicielskiego.
Może wymusił to rynek pracy? Kobiety zaczęły zarabiać, a mężczyźni trafiają na bezrobocie.
– W pewnym stopniu tak, ale statystycznie w Polsce to mężczyźni ciągle zarabiają więcej od kobiet. Na pewno wpływ ma urlop rodzicielski, z którego ojciec może skorzystać na takich samych zasadach jak matka. Ale jest jeszcze jeden ważny aspekt, który Wojciech Eichelberger opisał w książce „Zdradzony przez ojca”. Wielu mężczyzn, pamiętając kiepskie doświadczenia z dzieciństwa – porzucenia, ojców niedzielnych lub po godzinach – na nowo odkrywa ojcostwo, jego wartość. Mówią: nie chcemy zarzynać się w korporacjach, bo potem zostajemy właściwie z niczym – z rozpadem więzi, ze straconą rodziną, z alimentami. Tracimy wszystko, na co pracowaliśmy. I to jest bardzo wyraźny trend.
To w miastach, a na wsi?
– Rzeczywiście środowiska wielkomiejskie wyznaczają trendy, na wsi model więzi rodzinnych jest bardziej tradycyjny, synowie prowadzą gospodarstwo z rodzicami. Na wsi kryzys męskości ma zupełnie inny wymiar – polega na trudności ze znalezieniem partnerki.
Rolnik szuka żony…
– I zaczyna się z tego robić olbrzymi problem społeczny. Jakiś czas temu szkoliłem sołtysów ze Świętokrzyskiego. Gdy mówiłem o nadreprezentacji kobiet w miastach, oni mówili o nadreprezentacji starych kawalerów na wsi i o sposobach radzenia sobie z tym. Ponieważ prowadzenie gospodarstwa wymaga wsparcia także pracą kobiet, rolnicy zapraszają Ukrainki i, wcześniej czy później, część z nich zostaje żonami.
W którą stronę pójdą zmiany?
– Nie mam bladego pojęcia. Gdy rozmawiam z młodymi kobietami, nierzadko słyszę, że w odróżnieniu od swoich matek nie mają kompleksów z tego powodu, że są kobietami. One nie czują potrzeby walczenia o swoją pozycję i mogą się realizować w obszarach negowanych przez ich matki. Dziś kobiety bardziej świadomie wybierają swoje role – w przeciwieństwie do mężczyzn, od których oczekuje się, że będą wtłoczeni w jakieś schematy. Pod tym względem mężczyźni trochę nie nadążają za kobietami. Natomiast coraz wyraźniej widzę, że płynna postnowoczesność zmęczyła wielu młodych, którzy zaczynają poszukiwać konkretnych rozwiązań odpowiadających na pytania: co mam robić w życiu, jakie wartości są ważne?

Wydanie: 51/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Ela
    Ela 31 sierpnia, 2016, 23:50

    Koniec lata, pora na barchany i smalec.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Elzbieta AR
    Elzbieta AR 27 stycznia, 2017, 00:21

    Nie! Może odpaść mu resztka kikutka 😀

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy