Miliard na Dudę

Miliard na Dudę

Na poparcie Polaków dla hasła „kasa, misiu, kasa” można zawsze liczyć. Pod tym względem polegać na nich można bardziej niż kiedyś na Zawiszy. Jak wyborcy słyszą, że Unia Europejska dużo da i jeszcze więcej pożyczy na bardzo korzystnych warunkach, to myślą: trzeba brać. W tej sprawie nic się nie zmieniło od czasów tego premiera, który nasze relacje z Unią sprowadzał do sprytnego „wyciskania brukselki”.

Stawanie w poprzek tym nastrojom większego sensu nie miało. Na dodatek groziło znalezieniem się we wspólnym bloku z Ziobrą i konfederatami, którzy za wszelką cenę chcą zatrzymać głębszą integrację Unii, a głosowanie za europejskim Funduszem Odbudowy uważają za duży krok ku federalizacji. I tu akurat mają rację. Problemem nie było więc, czy nasz parlament poprze fundusz, bo to było oczywiste, chodziło o warunki, na jakich opozycja wesprze mniejszościowy rząd Kaczyńskiego. Wynegocjowanie tych warunków i zbudowanie wspólnego bloku opozycji prounijnej nie było zadaniem tak trudnym jak zdobycie K2 zimą, niestety przerosło jej liderów. Wszystkich. Ale najbardziej tych z Koalicji Obywatelskiej. Mizerotę reprezentantów KO, Lewicy i PSL widzieliśmy później w mediach, które, zwłaszcza te pisowskie, z lubością pokazywały walki polityków w błocie. I wzajemne obrzucanie się głupawymi epitetami.

PiS dostało od opozycji podwójny prezent. Poparcie rządu za czapkę gruszek i darmowy materiał o skłóconych rywalach. Na kolejne wybory będzie jak znalazł.

Po sześciu latach rządów dojnej zmiany nawet jej wyborcy wiedzą, że nie ma takiej kasy, której by nie potrafiła przekręcić. Dodatkowe mechanizmy kontrolne, którymi chwali się Lewica, nie są takimi bezpiecznikami, których PiS nie będzie umiało obejść. A liczenie na unijne mechanizmy kontrolne to tylko ładnie opakowana ułuda. PiS i jego przystawki, z partyjką Ziobry włącznie, wyciągną z tego funduszu tyle, ile się da.

W Polsce podejmowane są strategiczne decyzje. A człowiek, którego utrzymanie wraz z dworem urzędników kosztuje krocie i dawno przekroczyło miliard złotych, nie bierze w tym udziału. Andrzej Duda najlepiej wypada w roli konferansjera, który na początku kolejnych spotkań wymienia z funkcji prawie wszystkich, do których za chwilę przemówi. I rzuci garść powtarzalnych banałów. Jak wielkie są ograniczenia intelektualne Dudy, można było zobaczyć w czasie uroczystego posiedzenia parlamentów Polski i Litwy z okazji 230. rocznicy Konstytucji 3 maja. Przy prezydencie Litwy Duda wypadł tak blado, że wstyd było słuchać.

Wydanie: 20/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy