Trauma września

Trauma września

Polityka historyczna zmienia się w politykę histeryczną, także dlatego, że kiepski mamy materiał, aby kreować się na mocarstwo. A przecież podobno polityki historycznej u nas jeszcze nie ma, dopiero będzie, jak owładnie nami PiS. Na wszelki wypadek politycy partii rządzącej też walczą o patriotyzm, żeby nie można ich było posądzić o jego brak. Zostały uruchomione mechanizmy, które same się napędzają, ma to również wymiar koniunkturalny, komercyjny, a chwilami karykaturalny. Dostaję co chwila jakieś zaproszenia do bibliotek i szkół, gdzie uczy się dzieci, jak dzielnie „powstawać”. Jak pięknie ginąć za ojczyznę, ale musisz jeszcze poczekać, jesteś za mały, jak będziesz grzeczny i urośniesz, to się doczekasz. Już Norwid wielekroć narzekał, że Polacy za wiele się uczą, jak pięknie umierać, za mało, jak pięknie pracować.
Powstanie warszawskie, jako produkt komercyjny, zdominowało wszystkie inne powstania i nasze pozostałe klęski. Rok 1920 to nareszcie wielki sukces, ale nie został jeszcze w pełni wykorzystany w celach pedagogicznych. Dlatego prawica ma pomysł, aby wznieść w centrum stolicy Łuk Triumfalny „Cudu nad Wisłą”. Niech stanie na placu, gdzie teraz rośnie sztuczna palma. A palmę ściąć. Jak coś takiego może stać w centrum miasta bohatera? Tęcza jeszcze gorsza. To brak poczucia humoru typowy dla zakonserwowanych, ale także brak wiedzy estetycznej. Obrazy impresjonistów też im się nie podobają, tylko Kossak. Ćwok estetyczny nam grozi – rozmarzyłem się, gdy rzeczywistość będzie na pewno bardziej skomplikowana.
Kłopot z wrześniem roku 1939. Jak tę straszną klęskę zmienić w triumf? Polska Ludowa winiła za wszystko sanację, ale od kiedy nasz socjalizm zaczął być narodowy, walczono, aby pokazać piękno i heroizm tej katastrofy.
W poprzednim felietonie wspominałem o Zofii Nałkowskiej. Zajrzałem do jej niezwykłych dzienników i zostanę w nich już na dłużej. Całe życie je pisała. Z wrześniowej okazji czytam pamiętniki mojego ojca. Mieszkaniec Łodzi wyruszył z domu z wielką rzeką ludzką, która ciągle wzbierała – niezmobilizowani mężczyźni mają opuścić miasta i iść na wschód.
W relacji ojca jest poetycki opis z Apokalipsy: „Nocami na szosie tłok, ścisk i chaos jeszcze jakby potęgowały się w ciemności, niekiedy tylko oświetlonej łunami pożarów. Uciekały tabory. Wozy ciągnione przez zmordowane konie, w poszarpanej uprzęży. Piechurzy, zbrojni w karabiny, które przy nowoczesnej broni stały się bronią niemal archaiczną, zmaltretowani i przerażeni powszechnym nieładem, spieszni kawalerzyści, konie wyrywające się na okoliczne pola, stające dęba wśród huku wybuchów, zrywające uprząż, zmiażdżone, poległe, tamujące ruch. Na szosie potworne kadłuby z wypływającymi wnętrznościami, z nogami zadartymi, sztywnymi jak z drewna, ludzie o twarzach z popiołu, na środku drogi, pospiesznie usuwane zwłoki, oszczędzane przez kopyta końskie i budzące gniew woźniców. Wszystko to pędziło na złamanie karku, dniem i nocą, nie wiadomo dokąd.
Pewnego dnia ledwie zdążyłem położyć się w rowie, gdy zwalił się na mnie jakiś żołnierz i nakrył mnie swoim ciężarem. Czułem, jak serce jego waliło w mój grzbiet niby młot. – Czego pan się tak boi? Krzyknąłem, by sam sobie dodać odwagi. – Nie byłeś w bitwie, nie wiesz, co to jest strach. Nie usłyszałem więcej, bo ryk zniżających się bombowców i wybuch zagłuszył jego słowa. Musiałem po chwili, gdy samoloty odleciały, wydobywać się spod tego ciała, które jeszcze bardziej ciążyło. Krew buchała z munduru”.
Ten człowiek ocalił ojcu życie, jestem więc też dzięki niemu. Moja przyszła mama, dziecko jeszcze, miała równie mocne doświadczenia w bombardowanym pociągu i w czasie wędrówki.
Świetnym obrazem zdarzeń jest dziennik Nałkowskiej, opis wrześniowej tułaczki. Jej refleksja: „Klęska powszechna sprowadza się dla mnie do tego, jak ją odczuwam. I odczuwam jako nieznośne cierpienie, żal i wstyd”.
Tak czuli wszyscy, w mundurach i bez nich, co przeradzało się we wściekłość na państwo. Jak mogli tak kłamać, że jesteśmy silni, zwarci i gotowi? Gwoździem do trumny była ucieczka z kraju polityków i wojskowych. Całe społeczeństwo doznało traumy, potężny cios, potem stres ostateczny rozciągnięty w latach, czyli okupacja. A po niej stalinizm. Razem wszystko nie do zniesienia, a znieść się dało dzięki operacjom na swoim umyśle. To tłumaczy wiele ludzkich zachowań po wojnie. Dla inteligencji o poglądach liberalnych już stan rzeczy przed wojną był nie do przyjęcia, nie utożsamiała się z państwem, które zmierzało w stronę autorytarną, może nawet faszyzmu.
Dlatego nawet ci, którzy widzieli wcześniej okropieństwa stalinizmu, zostali porażeni strachem i byli skłonni uwierzyć, że u nas będzie inaczej. I nie mieli siły na nowy bunt i niezgodę. Co otwierało bramy do czarnej wiary?

Wydanie: 36/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy