Mistrzowie bankruci

Mistrzowie bankruci

Byli królami sportu i życia, zostali nędzarzami

To dość znana historia, ale godna przypomnienia. Rzecz bowiem w tym, że jest niemal modelowym przykładem, jak niewielką wagę do zarabianych pieniędzy i dóbr doczesnych (często znacznej wartości) przywiązuje całkiem liczna grupa sportowców. Angielski piłkarz Jermaine Pennant był szczęśliwym posiadaczem wartego prawie 100 tys. funtów porsche. Przy przeprowadzce z Realu Saragossa do Stoke City tak mu się spieszyło do ojczyzny, że o aucie całkiem zapomniał! Dopiero po pięciu miesiącach hiszpański klub został powiadomiony, że na parkingu stacji kolejowej stoi czyjś samochód. Zaalarmowany sportowiec szedł w zaparte, twierdząc, że nie pamięta, aby kiedykolwiek miał taki pojazd. W rezultacie Real musiał przewieźć samochód na swój koszt i jeszcze zapłacić kilka tysięcy euro kary. Czyżby wielkość kwoty wpłynęła na słabą pamięć piłkarza? Jak się wydaje, mieliśmy raczej do czynienia z przykładem, że o tym, co łatwo przyszło, można równie łatwo zapomnieć. Albo to przetracić. Często bowiem bywa tak, że królowie sportu i życia zostają nędzarzami.

Po sukienkę dla żony

Podobno od przybytku głowa nie boli, ale – jak dobitnie pokazują historie gwiazd sportu – wiele osób o najwyższych zarobkach traci majątek szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać. Znaczna część zawodników przejada swoje wynagrodzenie jeszcze w trakcie czynnego uprawiania sportu. Najczęstszym powodem jest nagły przypływ dochodów w dość młodym wieku i brak długoterminowego planu. Nieraz sportowcy nie mają pomysłu, gdzie ulokować naprawdę duże pieniądze. Wielu jest bywalcami kasyn, prestiżowych klubów bądź salonów luksusowych aut. Nierzadko gaże trafiają też w formie pożyczek do członków rodzin, znajomych lub przypadkowych inwestorów.

Sława, sukcesy i niewyobrażalne pieniądze. Niektórzy zawodnicy nie potrafili docenić tego, jak im się w życiu poszczęściło. Stracili miliony! Jedni są słabi psychicznie, drudzy rozrzutni, a łączy ich to, że nie potrafią myśleć o przyszłości. Zamiast mądrze zainwestować pieniądze lub powierzyć je godnym zaufania doradcom, zostają z niczym. Oto kilka przypadków sportowców, którzy byli znani, lubiani i pławili się w luksusie.

W niedawnym wywiadzie z Tomaszem Lisem w „Newsweeku” Mike Tyson wyznał, że już pozbył się długów, a nawet jest troszeczkę nad kreską. To teraźniejszość, bo w przeszłości były mistrz świata w boksie przepuścił ponad 400 mln dol. Kiedy okazało się, że na jego koncie jest 27 mln… debetu, ogłosił bankructwo. „Żelazny Mike” nie ukrywa, że miał szczególną łatwość wyrzucania pieniędzy w błoto, ale przy tej okazji miał mnóstwo zabawy. Wypada jedynie dodać: no kto bogatemu zabroni, kto?

Swego czasu niejaki Michael Vick był najlepiej opłacanym graczem NFL (futbolu amerykańskiego). W 2004 r. podpisał z Atlanta Falcons kontrakt wart 130 mln dol. Rok później zajmował 33. miejsce na liście najbogatszych „Forbesa”. Ku zaskoczeniu licznych fanów futbolowy gwiazdor wylądował za kratkami za organizowanie walk psów w swojej posiadłości Newport News w Wirginii. Jego kontrakt został zawieszony, a on musiał oddać Atlancie bonus w kwocie 19,97 mln dol. Bankrutem ogłoszono go w czerwcu 2008 r. Jakby tego było mało, jego biznesowy menedżer podobno jakimś dziwnym trafem (przez pomyłkę?) usunął 900 tys. dol. z konta zawodnika.

Nadzwyczaj utalentowany i równie kontrowersyjny golfista John Daly stracił 60 mln dol. Nie potrafił się uporać ze słabością do hazardu i alkoholu oraz z nadwagą. Miał bardzo burzliwe życie osobiste – czterokrotnie się żenił i rozwodził.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 6/2015

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy