Mit ziemskiego raju

Mit ziemskiego raju

Bora-Bora, perła Pacyfiku i mekka bogatych turystów

Prawdopodobnie właśnie tu, na wyspach odkrytych w drugiej połowie XVIII w. przez Cooka, Wallisa i Bougainville’a, narodził się mit ziemskiego raju i wiecznej szczęśliwości.
Przyroda obdarzyła francuskie terytorium zamorskie, 120 wysp w połowie drogi między Ameryką Północną i Australią, wszystkim, co miała najpiękniejszego. Wiecznie zielone i wciąż kwitnące skrawki ziemi zaskakują przepychem roślinności. W sielankowym rajskim ogrodzie odurza intensywny zapach azalii, rododendronów i frangipanii. Niepowtarzalnego uroku dodają rozległe, przeraźliwie szmaragdowe laguny, mieniące się gamą kolorów, zmieniających się w zależności od głębokości wody. Gdziekolwiek spojrzeć, widać wysmukłe i wiotkie palmy kokosowe, od których dolatuje odgłos szeleszczących liści, jedyne co może zakłócić absolutny spokój tego otoczenia.
Dziś, tak jak i u zarania czasów, tętni bogatym życiem rafa koralowa. Tuż pod powierzchnią krystalicznej wody rozciąga się fascynujące podwodne królestwo, gigantyczne akwarium, w którym z maską i fajką można podziwiać tysiące gatunków ryb, koralowców i innych zwierząt morskich. Istny kolorowy kalejdoskop sycący oczy coraz to nowymi kompozycjami.
Przyciągają uwagę słynne z obrazów Gauguina vahiné, kobiety tahitańskie o złotobrunatnej karnacji, owinięte pareo kokieteryjnie przewiązanym w biodrach, z puszystymi, kruczoczarnymi, pełnymi blasku włosami, ozdobionymi śnieżnobiałym kwiatem tiare podobnym do jaśminu czy ognistym hibiskusem, przyciągają uwagę niepowtarzalną urodą i gracją.
Mieszkańcy Oceanii nie lubią się spieszyć i troszczyć o jutro. Tak jak dawniej żyją dniem dzisiejszym, opieszale, beztrosko i z dużą pogodą ducha. „Ten dostanie się do krainy raju, kto umiał radować się życiem”, mówi stare porzekadło. „Lepiej być leniwym niż martwym”, głosi inne, a Ugo Mazzavillani, właściciel prestiżowego podwodnego centrum The Six Passengers na Rangiroa, uzupełnia: „Pot polinezyjski jest uważany za najdroższy na świecie”.
Mieszkańcy Bora-Bora, uważanej za perłę Pacyfiku, a może nawet i za Eden, jak utrzymują niektórzy, żyją wyłącznie z turystyki. Wyspa, zaliczana do najurodziwszych zakątków na ziemi, jest mekką bogatych turystów i stanowi żelazny punkt w programie elitarnej turystyki biur podróży całego świata.
Ponad 150 tys. osób rocznie jest gotowe spędzić tu wakacje swojego życia. Bardziej oszczędni, których nie stać na zamieszkanie za 400 dol. dziennie w fare, typowej chatce polinezyjskiej na palach nad wodami laguny, mogą skorzystać z ofert skromniejszych. Polak Stan Wisniewski z Bora-Bora, właściciel koralowej wysepki Mai Moana, (10 minut motorówką z lotniska), dysponuje bungalowami w zupełnie przystępnej cenie.

Wydanie: 35/2005

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy