Model alternatywny

Model alternatywny

Dlaczego liberalna inteligencja z Żoliborza w oczy kole pro-PiS-owskich publicystów?

Trawestując znane powiedzenie, rzec można: myślę inteligencja – mówię Żoliborz. Nie inaczej było i tym razem, gdy red. Tomasz Wiścicki w artykule „Furia liberalnych elit” („Rzeczpospolita”, 30 maja 2007 r.) tłumaczył „dziwaczne zacietrzewienie wybitnych nierzadko intelektualistów” (czytaj: zbuntowanych przeciwko PiS i braciom Kaczyńskim) ich PPS-owską i lewicowo-liberalną żoliborską proweniencją. Gwoli ścisłości, oczywiście nie „cały” Żoliborz, nawet w swoich przedwojennych granicach, był inteligencki, i nie „cały” inteligencki Żoliborz był lewicowo-liberalny, by nie powiedzieć – socjalistyczny, jak się to dzisiaj na ogół sądzi.
Najbardziej chyba znany spośród listów do Pani Z. Kazimierza Brandysa, zaczynający się od słów: „Proponuję Pani Żoliborz (…) jako światopogląd i obyczajowość, (…) część Warszawy od dawna zamieszkałą przez pracującą inteligencję (…) o tradycjach świeckich, spółdzielczych i demokratycznych”, dotyczył w największej mierze żoliborskiej inteligencji skupionej w osiedlach przedwojennej Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Środowisko to uosabiali m.in. Teodor Toeplitz, Stanisław Szwalbe, Stanisław Tołwiński, Julian Hochfeld, Jan Strzelecki, Maria i Stanisław Ossowscy, Helena i Szymon Syrkusowie. Tego świata już nie ma, ale dla jednych pozostaje punktem odniesienia i inspiracji, dla innych – obiektem wściekłych ataków.
Wyjaśnijmy, zwłaszcza młodszym, a tym, którzy cierpią na nieuleczalną amnezję, przypomnijmy, dlaczego w dominującej dzisiaj publicystyce wskazuje się – jako wzór negatywny – żoliborski różowy socjalizm, o którym tak ładnie pisała kiedyś Agnieszka Osiecka, zazdroszcząc tym kolegom z STS, którzy mieli szczęście mieszkać w trójkącie żoliborskich ulic znaczonych imionami trzech wieszczów.
Czy WSM podpadła tym, że inteligent stamtąd się wywodzący, jak chce tego Tomasz Wiścicki, uważał, że „ucieleśnieniem zła w życiu publicznym jest endecja, a nie komunizm”, że – dodajmy – czytywał w „Wiadomościach Literackich” Boya, Krzywicką i Słonimskiego, a nie Piaseckiego, Nowaczyńskiego i Dobraczyńskiego w „Prosto z mostu”, sympatyzował z PPS, a nie ze Stronnictwem Narodowym czy ONR?
Podpadła przede wszystkim tym, że środowisko WSM-owskie, poprzez żoliborski eksperyment spółdzielczy – być może idealistycznie – proponowało pewien model organizacji społeczeństwa i państwa, od którego niestety dzisiaj się oddalamy. Model ten, nawiązujący do społecznego programu osiedli WSM, opisał po latach wybitny polski socjolog, przedwojenny działacz i do końca życia mieszkaniec żoliborskiego osiedla WSM, prof. Stanisław Ossowski. Projektując drogi prowadzące do ładu demokratycznego, wskazywał on koncepcję wielostopniowej struktury życia społecznego. „Byłaby to droga – pisał – pozwalająca pogodzić centralizację kierownictwa (…) z samorządnością procesów kulturalnych i gospodarczych (…), z taką autonomicznością środowisk lokalnych, która by umożliwiła różnorodność form życia, swobodę wyboru, inicjatywę drobnych grup i jednostek”.
„Osobliwy paradoks (obecnej – przyp. SJ) sytuacji polega na tym – pisze Tomasz Wiścicki – że bracia Kaczyńscy to przecież warszawska, żoliborska inteligencja”. Tak, to prawda, dodajmy jednak gwoli ścisłości, że choć urodzili się i wychowali na Żoliborzu, to z dala od żoliborskiego osiedla WSM. Ale przecież to nie o nich chodzi. Są świetnie wykształceni i wystarczająco inteligentni, by zdawać sobie sprawę, do czego prowadzi przyzwolenie na zło w życiu publicznym.
Tymczasem w imię „rewolucji moralnej” i własnego projektu politycznego (co wymaga osobnej analizy) akceptują wszelkie środki prowadzące do celu, który sami wyznaczyli: zerwać ciągłość instytucjonalną i ideową z III RP, odzyskać stracony czas i instytucje oraz uczynić Polskę krajem aniołów. Ażeby to osiągnąć, są w stanie firmować wszystko, co kołtuńskie, obskuranckie i zakłamane; niegodziwe i chamskie; naruszające ludzką godność i poczucie elementarnej sprawiedliwości; głupie i godzące w zdrowy rozsądek.
Gotowi są wykorzystywać wszelkie dostępne zabiegi socjotechniczne i uległe im media, ażeby dzielić, a nie łączyć. Marnotrawią kapitał społeczny ufundowany na wzajemnym zaufaniu. Akceptują lub co najmniej bagatelizują wszelkie, bez wyjątku, wybryki koalicjantów i własnych akolitów – wszystko to, co na swoich „odcinkach” robią Andrzej Lepper i Roman Giertych, Zbigniew Ziobro i Zbigniew Wassermann, Jerzy Targalski i usługujący im tzw. prawicowi publicyści i felietoniści. Przykładów na takie działania aż nadto w mediach i życiu publicznym. Szkoda tylko, że jedynymi reakcjami rządzących dzisiaj Polską bliźniąt na to, co się dzieje, pozostaje wskazywanie jako sprawców zła tzw. innych lub mityczny „układ”, wzruszenie ramion, powiedzenie paru okrągłych słów podczas konferencji prasowej albo – w najlepszym razie – obietnica rozmowy z „winnym”.


Autor jest doktorem habilitowanym, profesorem KUL, kierownikiem Katedry Teorii i Praktyki Komunikacyjnej Radia w Instytucie Socjologii KUL

Wydanie: 26/2007

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy