Na tropie rasistowskich zabójców

Na tropie rasistowskich zabójców

Prawicowi ekstremiści w Niemczech popełnili więcej zbrodni, niż przyznają władze

Policja niemiecka analizuje przypadki setek morderstw i zabójstw. Istnieją bowiem poszlaki, że prawicowi ekstremiści zabili znacznie więcej ludzi, niż podają oficjalne statystyki. Według rządowych danych, od 1990 do 2011 r. z rąk skinów, neonazistów bądź innych opętanych skrajnie prawicową ideologią fanatyków i chuliganów zginęło w RFN ok. 60 osób. Dziennikarze i aktywiści organizacji społecznych od dawna podawali te dane w wątpliwość. Zgodnie z ich ocenami, ofiar brunatnej przemocy było ponad 150. Kryminolog Bernd Wagner, były policjant, ekspert znający środowiska neonazistów, podkreśla, że we wszystkich regionach kraju występuje pewna prawidłowość – na 10 zbrodni popełnionych przez sprawców działających ze skrajnie prawicowych pobudek tylko jedna zostaje za taką uznana przez władze państwowe.

Mordercy z NSU

W listopadzie 2011 r. szok w RFN wywołała sprawa organizacji zabójców Nationalsozialistischer Untergrund, NSU (Narodowosocjalistyczne Podziemie), nazywanej też Zwickauer Terrorzelle (Komórka Terrorystyczna ze Zwickau). Jak wynika z policyjnego śledztwa, w latach 2000-2007 trójka zabójców z NSU, Uwe Mundlos, Uwe Böhnhardt i Beate Zschäpe, zamordowała z zimną krwią 10 osób – przeważnie imigrantów oraz policjantkę. Niemieccy stróże prawa mają opinię najlepszych na świecie, wyjaśniają niemal każde zabójstwo i wysyłają sprawców do więzienia. Tymczasem tak znakomita policja, dysponująca w środowiskach ekstremistów licznymi agentami, przez lata nie potrafiła wpaść na trop tej trójki.
Sprzedawca kwiatów Enver Şimşek został zastrzelony w Norymberdze 9 września 2000 r. Policjanci przypuszczali, że doszło do porachunków wśród handlarzy kwiatami lub była to zemsta za przestępstwo popełnione w Turcji 40 lat wcześniej. Nie wzięto pod uwagę, że w sprawę mogli być zamieszani neonaziści. Banda NSU została wykryta przypadkowo, gdy Böhnhardt i Mundlos po napadzie na bank popełnili samobójstwo. Proces Beate Zschäpe toczy się obecnie przed sądem w Monachium.
Świadkowie, tacy jak były funkcjonariusz heskiego Urzędu Ochrony Konstytucji Andreas T. oraz prowadzony przez niego agent, twierdzą, że niewiele pamiętają. A przecież Andreas T. był 6 kwietnia 2006 r. w kawiarni internetowej w Kassel, w chwili gdy zastrzelony został jej właściciel, 21-letni Halit Yozgats. Wstrząsająca sprawa NSU potwierdza wysuwane przez wielu przypuszczenia, że niemiecka policja gorliwie zwalcza przestępstwa dokonywane przez pospolitych kryminalistów i lewicowych radykałów, ale jest ślepa na prawe oko.
Opublikowany w sierpniu br. raport komisji śledczej Bundestagu napiętnował brak koordynacji między policją a służbami specjalnymi krajów związkowych, zalecił też wprowadzenie w policji i służbach bezpieczeństwa większego zróżnicowania pod względem rasowym. Nie stwierdził jednak, że w tych organach panuje instytucjonalny rasizm. A takie oskarżenia wysuwają organizacje społeczne zwalczające rasizm i prawicowy ekstremizm.
Skandal wokół NSU sprawił, że służby bezpieczeństwa postanowiły przeanalizować morderstwa, zabójstwa i usiłowania zabójstw, do których doszło w latach 1990-2011.
Przed rokiem rozpoczęło pracę Wspólne Centrum Obrony przed Ekstremizmem i Terroryzmem (GETZ) z siedzibami w Kolonii i Meckenheim. W GETZ działają funkcjonariusze Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) oraz policji i Urzędów Ochrony Konstytucji krajów związkowych RFN. Wspólnie opracowali oni katalog kryteriów, przesłany następnie władzom poszczególnych landów, zawierający takie przesłanki jak pochodzenie, kolor skóry i orientacja seksualna ofiary. Funkcjonariusze chcieli też wiedzieć, czy doszło do rabunku i czy pokrzywdzony nie zerwał z neonazistami (mógł zostać przez nich uznany za zdrajcę).

Motyw nieznany?

Za pomocą odpowiednich programów komputerowych poddano analizie 3,3 tys. przestępstw. Okazało się, że w 746 przypadkach dotyczących 849 ofiar istnieją poszlaki, że sprawcy działali z motywów skrajnie prawicowych lub rasistowskich. 76 takich zbrodni popełniono w Berlinie, 216 w Badenii-Wirtembergii, 149 w Nadrenii Północnej-Westfalii. Sprawcy przeważnie zostali ujęci i skazani. Nie ulega jednak wątpliwości, że gdyby sądy uznały, że przestępstwo popełniono z motywów rasistowskich czy skrajnie prawicowych, często wymierzałyby surowsze wyroki.
Jak poinformowało federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, sprawy te zostaną dokładnie przebadane. Na wyniki nowych dochodzeń należy czekać do drugiego kwartału 2014 r. W przyszłym roku MSW w Berlinie ma też rozstrzygnąć, czy w poszukiwaniu skrajnie prawicowych, rasistowskich motywów przeanalizowane zostaną inne przestępstwa, np. napady na banki i zamachy bombowe. Wiadomo, że zabójcy z NSU zdobywali pieniądze na działalność, rabując placówki bankowe.
Rezultaty badań oburzyły polityków opozycji. Przewodnicząca parlamentarnego klubu Zielonych Katrin Göring-Eckardt oskarżyła władze o „całkowicie błędną ocenę” zagrożenia ze strony prawicowych ekstremistów skłonnych do przemocy. „To musi się zmienić, ale przy koalicji rządowej CDU/CSU i SPD brakuje konkretnych ustaleń mających na celu wykrywanie i zwalczanie przez policję przestępstw popełnionych z pobudek rasistowskich”.
Wiceprzewodnicząca Bundestagu Petra Pau z Partii Lewicy podkreślała, że różnica między liczbą ofiar prawicowego ekstremizmu ustaloną przez dziennikarzy i organizacje społeczne a oficjalnymi statystykami jest nie do przyjęcia: „Chodzi o jasność sytuacji, a także o odszkodowania dla ofiar lub ich rodzin; na razie tego im się odmawia”.

Do wyjaśnienia

Władze Berlina chlubią się, że w stolicy od lat nikt nie zginął z rąk brunatnych zabójców. Być może jednak do takiego morderstwa doszło. W marcu 2000 r. w stołecznej dzielnicy Wedding, we własnym barze został zastrzelony pochodzący z byłej Jugosławii 51-latek, w mediach przedstawiany inicjałem I. Z lokalu nic nie zabrano ani nie skradziono pieniędzy. Tożsamość sprawców i ich motywy pozostają tajemnicą. Sprawa ta ma zostać ponownie przeanalizowana. Oto kilka innych przykładów.
• W grudniu 1992 r. Klaus F., znany z neonazistowskich poglądów chuligan z Solingen, ścigał samochodem jadącego autostradą pod Düsseldorfem Turka Sahina C. i uderzył w jego auto. Przerażony Turek wyskoczył z samochodu i zginął pod kołami innego pojazdu. Sędzia nie stwierdził motywów rasistowskich czynu i skazał sprawcę na zaledwie 15 miesięcy więzienia, choć w samochodzie Klausa F. jechał też członek skrajnie prawicowego ugrupowania Niemiecka Liga Narodu i Ojczyzny. Klaus F. napisał zza krat, że „bieganie skończyło się dla Turka raz na zawsze”.
• W lutym 1995 r. w Velbert siedmiu osiłków urządziło „polowanie na włóczęgów”. Napastnicy zaatakowali bezdomnego Horsta P., który zginął od ciosu nożem. Prokurator argumentował, że zbrodnię popełniono „na tle nazistowskim”, ponieważ w mieszkaniach sprawców znaleziono flagi ze swastyką. Sędzia jednak orzekł, że ofiara została wybrana przypadkowo, i skazał nożownika tylko na 10 lat więzienia.
• W lipcu 1995 r. 26-letni neonazista Thomas Lemke zgwałcił i zamordował w okrutny sposób 29-letnią Dagmar Kohlmann, a później zabił jeszcze dwie inne osoby. Skazany został na dożywocie. Po tym jak w lutym 1996 r. zabił 23-letnią Patricię Wright, powiedział: „Lewicowcy nie mają prawa żyć”. Ale zabójstwo Dagmar Kohlmann do dziś nie zostało uznane za zbrodnię z pobudek skrajnie prawicowych.
• W październiku 1997 r. w Bochum skinheadzi Patrick K. i Uwe K. na terenie byłej fabryki Kruppa zmasakrowali stalową rurą emeryta Josefa Antona Gerę. Przed atakiem krzyczeli „Sieg Heil!”. Ciężko ranny mężczyzna zdołał jeszcze powiedzieć, że napadli go prawicowi ekstremiści. Trzy dni później zmarł w szpitalu. Prokurator uznał, że nie była to zbrodnia z powodów ideologicznych, ponieważ sprawcy „są uzależnieni od alkoholu”. Zabójcy zostali skazani na pięć i sześć lat więzienia.
Policjanci i funkcjonariusze służb specjalnych tłumaczą, że w krajach związkowych RFN obowiązują różne definicje przemocy na tle skrajnie prawicowym, co powoduje pewien chaos i różnice danych. Ponadto ekstremiści przebiegle się maskują – niektórzy występują jako sataniści, inni udają punków, co nie ułatwia pracy stróżom prawa.
Kryminolog Bernd Wagner, który pomaga skruszonym neonazistom wyrwać się z bagna, ocenia sytuację inaczej. Podkreśla, że rasistowskie akty przemocy nie pasują do wizerunku niemieckiej demokracji, dlatego politycy nakłaniają służby bezpieczeństwa do odpowiedniego tworzenia statystyk. Za czyn o skrajnie prawicowym tle ma być uznany tylko ten, który otwarcie atakuje zasady konstytucji RFN. Jeśli skini zabiją aktywistę organizacji lewicowej, jest to zbrodnia ze skrajnie prawicowych pobudek. Gdy jednak uśmiercą cudzoziemca, ponieważ uważają, że w Niemczech dla obcych nie ma miejsca, zabójstwo już taką zbrodnią nie jest. Bernd Wagner twierdzi, że służby bezpieczeństwa powinny dokonać zasadniczych zmian sposobu analizy oraz klasyfikacji przestępstw i zacząć całą tę procedurę od początku.

Wydanie: 51-52/2013

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy