Na zielonej Ukrainie

Na zielonej Ukrainie

W gruzińskim, a więc ex definitione raczej nie prorosyjskim tygodniku „Sakartvelo da Msoplio”, kreśli Tamar Davituliani portret przywódcy Ukrainy Petra Poroszenki: „Ci sami Ukraińcy, którzy potępili mętne interesy obalonego prezydenta Janukowycza, przymykają dziwnie oczy na sprawki swojego nowego lidera. Jest on synem króla ukraińskiego czarnego rynku, skazanego z 12 antykorupcyjnych paragrafów i wydalonego z partii w 1986 r. (czyli już w okresie rządów Gorbaczowa – L.S.). Po wejściu do elit władzy za czasów Juszczenki, w 2009 r. kupuje Poroszenko dla tatusia tytuł Bohatera Ukrainy i powierza mu zarządzanie swoim imperium, na które składają się: Ukrprominvest (ciastka, cukierki, produkty z czekolady), Ukrprominvest-auto – monopolistyczny sprzedawca samochodów rosyjskich (UAZ i GAZ) oraz koreańskich (KIA i Hyundai), firma sprzedająca części zamienne do wszystkiego, co się rusza lub toczy, fabryka autobusów Bogdan w Czerkasku, stocznie nad Morzem Czarnym, szereg przedsiębiorstw przewozowych, kijowskie taksówki, piąty ogólnonarodowy kanał telewizji, wiele stacji radiowych, periodyków i gazet. Jego majątek szacowany jest na 1,5 mld dol.”. Przypomina Davituliani, jak przyciśnięty do muru w sprawie poparcia dla krwawego dyktatora Dominikany Rafaela Trujilla Franklin Roosevelt powiedział: „Owszem, być może jest on łajdakiem, ale to jest NASZ łajdak”. I podsumowuje: „W kwestii łajdaków istnieją, jak widać, w polityce międzynarodowej dwa standardy. Prezydent Baszar al-Asad jest mordercą i tyranem, gdyż przeciw rebeliantom wysyła samoloty i zasypuje ich pociskami artylerii. W Syrii muszą więc Amerykanie popierać rebeliantów, na Ukrainie natomiast popierać władzę przeciw rebeliantom”.

Nie mam pojęcia, kim jest Tamar Davituliani, nie znam pisma, w którym publikuje. Być może należy do grona kanapowych wizjonerów, takich akurat, których wypowiedzi pomieszcza systematycznie polska prasa, byle było w nich coś pejoratywnego, a lepiej jeszcze oszczerczego o Putinie. Jedno jest tylko niepokojące. Otóż przedruk artykułu (inaczej nigdy bym się o nim nie dowiedział, toż nie znając gruzińskiego, nie mam dostępu do prasy z Tbilisi) zamieścił „Courrier International” (nr 1233), tygodnik francuski znany z obiektywizmu i rzetelności w sprawdzaniu wiarygodności przedrukowywanych materiałów. Oczywiście teza, że Janukowycz robił brudne interesy z Rosjanami, a Poroszenko robi takie same z Amerykanami i ewentualnie z Unią Europejską, na czym po równi traci codzienny, szary obywatel ukraiński, wymagałaby pogłębionych studiów, na które żadnych redakcji nie stać. Nie mają na nie czasu i atłasu. Pozostaje jednak niesłychanie ważne, choć może minimalne przesłanie, że nic nie jest tak czarno-białe, jak chce się to nam odmalować. Być może Poroszenko ukradł mniej niż Janukowycz. Być może Odessa jest bardziej ukraińska niż rosyjska (acz najbardziej żydowska i śródziemnomorska). Być może wreszcie na Majdanie gromadzili się sami demokraci kochający Polskę miłością bez skazy. Są to jednak stwierdzenia nie bardziej udokumentowane niż oskarżenia, które przedstawia Davituliani. Tymczasem w nie właśnie każe nam się codziennie ślepo wierzyć. Nie do końca wierzących straszymy zaś wyssaną z palca wojną, a indywidualnie stygmatem putinowskich sługusów i przypuszczalnie agentów. Odbija się w tym jakaś niemiła czkawka przebrzmiałych czasów. Znowu mamy potulnie czytać wydane w języku pięciu zaklęć rozkazy, w co wierzyć, co opluć, a czym się zachwycać. Jeśli zaś okazuje się, że nie wszyscy w Niemczech, we Francji, na Węgrzech itd. skłonni są powielać tę samą matrycę, wówczas nawet nie jakiś organ „prawdziwych Polaków”, ale „Gazeta Wyborcza” przedrukowuje list otwarty słusznych Francuzów protestujących przeciw utrzymywaniu normalnych stosunków z Rosją. Autorem korespondencji jest Alain Besançon, który ongiś robił błyskotliwą karierę na antykomunizmie, dzisiaj jednak, kiedy ani sił, ani komunizmu nie stało, jest tylko pogodnym (mam nadzieję), nieco stetryczałym staruszkiem. Oprócz niego nazwiska czterech „intelektualistów”, o których dalibóg nikt nad Sekwaną nie słyszał. W cytaty można się bawić bez końca.

Więc już to jedno tylko. Nieważne, co pisze Tamar Davituliani, nie bardziej istotne, co przesłali do „Le Monde” Alain Besançon i jego salon. Słowem moim honoru ręczę, że żadnej wojny w najbliższych latach nie będzie, nagła i niebywała miłość Polaków do współczesnej Ukrainy to smutna miłość bez wzajemności. Przede wszystkim zaś, tutaj dysponuję pełną dokumentacją, Putin nie ma rogów ani ogona, nie kuleje na lewą nogę i nie namawia rosyjskich kobiet, żeby odbierały krowom mleko. To ostatnie pewno z tego powodu, żeby ograniczyć polski eksport produktów mlecznych na Wschód. Jak nie kijem go, to pałką.

Wydanie: 17/2015

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy