Najazd znajomych i nieznajomych

Najazd znajomych i nieznajomych

Już widać, że nie sprawdza się taktyka pani premier: jestem słabą kobietą, wrażliwą, czasami trzęsą mi się ręce, mogę nawet się popłakać. Prezydent nadal jej nie dostrzega. Czy naród polski wzruszy się i będzie po jej stronie? Kobiety mniej współczują kobietom, niż to kobietom się zdaje. I jest szerokie grono najemnic patriarchatu. Platforma ma wiele cech ofiary: bladość cery, zacina się i jąka w kolejnych błędach. I nie ma w niej energii, to widać po języku ciała.

Ludwik Dorn w Platformie. Ta partia nie może już nawet się uśmiechnąć, ma z przodu trzy złote zęby. Dorn, Napieralski i Kamiński, a z tyłu trzonowy Giertych.

M. jest z inteligenckiej rodziny, co od razu widać i słychać. Opowiada, jak niedawno doszło do zerwania z bliskimi jej przyjaciółmi. Zaprosili ją na obiad. I zrobili to, czego nie robi się w krajach bardziej cywilizowanych. Zwolennicy prawicy sprowokowali rozmowę o polityce. M. próbowała się dowiedzieć, jaki pomysł na Polskę ma PiS. „Dowiecie się tego po wyborach”, usłyszała odpowiedź. Wyznawcy religii poczekają więc, co nakaże kapłan. Aby dobić wroga, czyli swoją przyjaciółkę, gospodarze oświadczyli: „Warto było jednak dożyć tej chwili i zobaczyć minę Krystyny Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy, kiedy ogłoszono wyniki wyborów”. Napisała potem do nich list, że zrywa wszelkie stosunki. Tak się porobiło.

Rzucałem okiem na lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Pekinie. Superciała, superwyniki, a wszystko doprowadzone do jakiejś ostateczności. Ale oglądałem ten cyrk z przyjemnością. Rywalizacja jest autentyczna, a doping prawie niemożliwy. Powstaje nowy gatunek człowieka. Kiedyś sportowcy rzadko bywali ładni, teraz prawie wszyscy są harmonijnie zbudowani i mają miłe twarze.

Rocznica 31 sierpnia 1980 r., pamiętam swoje wzruszenia sprzed 35 lat. Byłem wtedy w stoczni. Ludzkie rojowisko, mnóstwo determinacji, bezinteresowności i nadziei. Zakrzątany Wałęsa zawsze ciągnący za sobą ogon ludzi. I pamiętam pełną niepokoju radość zwycięstwa. Teraz prezydenckie obchody rocznicy bez wspomnienia Wałęsy. Już widać, co nas czeka i jak ostrą postać przybierze zimna wojna domowa. Nie ogarnia mnie trwoga, tylko rzygać mi się chce z niesmaku. A mój synek cieszył się na rozpoczęcie roku, zupełnie do mnie niepodobny. Nie mógł zasnąć w nocy, bo myślał o pudle nowych książek, jakie otrzyma. Kiedy byłem w jego wieku, takie pudło byłoby dla mnie zapowiedzią udręki. Otwarcie roku było lepsze niż poprzednie, też dlatego, że już bez księdza. Rok temu ktoś wykrzyknął, że jednak nie jesteśmy państwem świeckim, co chyba zostało wzięte pod uwagę. A mój trzecioklasista już siedzi na dywanie otoczony swoimi podręcznikami. Myślę o polskiej szkole publicznej, jak bardzo potrzebuje zmian, by do tego zawodu mogli iść najlepsi z nas.

M. opowiada mi, jak wyglądały lekcje na wsi, gdzie jej syn chodził do szkoły. Wychowawczyni, nie katechetka, przez dwa lata o ósmej rano odmawiała modlitwę. I nikt się nie poskarżył.

Słyszę, jak Konstanty Radziwiłł gromi projekt lekcji wychowania w rodzinie, że tam będzie o seksie, a seks niszczy dusze dzieci. Jest z tych Radziwiłłów i zawsze robił na mnie wrażenie kulturalnego. A przecież to brednie, co mówi. Na dodatek ta brednia ma charakter tragikomiczny, dzieci mniej więcej od 13. roku życia mają już strony na Facebooku, mogą się tam wymieniać myślami i wiadomościami, także tym, co jest rują i porubstwem. I nikt na to nic nie poradzi. Im mniej będą wiedzieć o seksie, tym bardziej będą podatne na informacje błędne, na indoktrynacje i sensacje.

Inwazja biednych na bogatych była przewidziana przez mądrych ludzi, którzy nas ostrzegali. Widać teraz, że akty terroryzmu to była zapowiedź. A jednak wszyscy są zaskoczeni. Mój znajomy mieszkający w Niemczech, do tej pory o bardzo liberalnych poglądach, wpada na pomysł, by imigrantom robić egzaminy na inteligencję i przyjmować tylko tych, którzy przekraczają pewien próg rozumu. Pytam go: „Lucjanie drogi, a jak ty sobie wyobrażasz takie egzaminy? Choćby rodzice głupi, a dziecko genialne lub na odwrót? Czy są możliwe poprawki? Czy będą punkty dodatkowe za dobry wygląd i krzepkie zdrowie?”.

Najazd na Warszawę znajomych rozproszonych po świecie. Tak się cieszę, że znowu jesteśmy wszyscy razem, chociaż niemal codziennie rozmawiamy w internecie. Przyjechaliście na chwilę bawić się, spotykać się i plotkować. Mówicie: „Tu nawet już da się normalnie żyć”. Wszyscy macie dużo pieniędzy i masę czasu. A ja nie mam ani jednego, ani drugiego. Już wolałbym pogadać tylko w internecie.

Wydanie: 37/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy