Nasz człowiek w „New York Timesie”- rozmowa z Januszem Kapustą

Nasz człowiek w „New York Timesie”- rozmowa z Januszem Kapustą

Kiedy w Polsce idę do ludzi z tym swoim nowojorskim, pełnym otwartości i jakiejś naiwnej dobroci uśmiechem, często słyszę: „A co ty się, k… tak patrzysz? Nie pasuje ci coś?” Janusz Kapusta, artysta plastyk – (ur. w 1951 r.) od 1981 r. mieszka w Nowym Jorku, wśród polskich grafików to on miał najwięcej rysunków w „New York Timesie”, opublikował też książkę podsumowującą te doświadczenia. Wynalazca 11-ściennej bryły geometrycznej, którą nazwał K-dronem. Rozmawia Waldemar Piasecki Jak się czujesz, wystawiając tam, gdzie wystawiał Andy Warhol, ikona popartu? – Świetnie. Galeria Gershwin Hotel przy Piątej Alei i Dwudziestej Siódmej Ulicy w sąsiedztwie legendarnej Fabryki Andy’ego Warhola to miejsce, gdzie wystawiał on swoje prace. Ten hotel traktował zresztą jak dom. Tu przesiadywał, urządzał przyjęcia, spotykał się w zaciszu pokoju z wielbicielami i wielbicielkami itd. Tu są po nim pamiątki osobiste i artystyczne. Mądry artysta chciałby tu się prezentować. Macie coś wspólnego? – Warhol postanowił zrobić z przedmiotów codziennego użytku sztukę. Wziął puszkę zupy Campbell i drukując jej wizerunek na sitodruku, uczynił ikoną swojego czasu. Ja pokazuję proces odwrotny. Ze swojej sztuki tworzę przedmioty codzienne. Z odkrytej przeze mnie 11-ściennej bryły, nazwanej K-dronem, zrobiłem butelkę, opakowanie, które ma artystycznie uwydatniać swoją użytkową zawartość. To moja metaforyczna rozmowa z przeszłością i Andym Warholem. Recenzentowi „Wall Street Journal” mówiłeś, że podsumowujesz tu swoją 27-letnią drogę. – Chodziło mi o podsumowanie trwających właśnie tyle lat doświadczeń z K-dronem. Przytrafił mi się 27 lat temu i tyle się z nim zadaję. Zmienił moje życie. Odtąd jest we mnie dwóch Kapustów: artysta i odkrywca. Odkrywając K-dron, otrzymałem narzędzie opowiedzenia czegoś nowego o świecie. Sięgnąłem po ołówek Wrócimy do K-dronu nieco później. Teraz powiedzmy, skąd się wziął Kapusta. Kiedy postanowiłeś, że będziesz opowiadać świat graficznie? – Pochodzę ze wsi. U nas, w Zalesiu, starym wiejskim zwyczajem, kiedy dziecko kończyło rok, kładło się przed nim parę rzeczy i obserwowało, do której wyciągnie rękę. Ziemię, wódkę, święty medalik, pieniądze, skrzypce, ołówek i co tam jeszcze. Tak było i ze mną. Sięgnąłem po ołówek. Zacząłem nim grzebać w ziemi, kreśląc jakieś kształty. Ojciec zinterpretował to, że będę… geodetą. Postacią otaczaną na wsi szacunkiem. Skończyło się dość podobnie, bo zainteresowałem się geometrią. Całe życie rysuję jakieś kształty. Brzmi to jak scenariusz. Tak mógłby się zaczynać jakiś film. Co by było, gdybyś sięgnął po medalik albo flaszkę? – Pewnie byłbym albo polskim księdzem, albo polskim politykiem. I co było dalej z tym ołówkiem? – Już się z nim nie rozstałem. Chodziłem i rysowałem, gdzie się dało. W podstawówce uchodziłem za talent, a gdy miałem 13 lat, trafiłem do liceum sztuk plastycznych w Poznaniu. Nigdy nie myślałem, że mogę robić coś innego poza rysowaniem. W ogóle w szkole niczego innego nie chciało mi się robić i nic mnie specjalnie nie interesowało. Na 65-lecie tego liceum poproszono mnie, abym plastycznie upamiętnił tę rocznicę. Bardzo mnie to wzruszyło. Nie ma w życiu wielu ważniejszych miejsc, z których pochodzisz i wyszedłeś. Tam się budujemy, nabieramy marzeń i sensu. Niemcy mówią na to Heimat i wyraźnie odróżniają od Vaterland. W Polsce to drugie to ojczyzna, ale pierwsze, cholera wie co… „Mała ojczyzna” – próbuje się tłumaczyć nie bez kompleksu, że brakuje na to po polsku osobnego terminu. – To, jak język wpływa na postrzeganie rzeczywistości, oddaje strukturę świadomości zbiorowej i stosunek do świata, jest fascynującym tematem. Nazwanie i zdefiniowanie miejsca, gdzie ci się otworzyła – patetycznie mówiąc – kopuła nieba, kiedy zacząłeś widzieć więcej, zaglądać poza horyzont fizyczny, jest kluczowe dla budowania tożsamości i świadomości indywidualnej. Heimat powinien rosnąć w tobie do Vaterlandu i dalej. Ale najpierw musisz wiedzieć, że on w ogóle istnieje. Jesteś stamtąd, gdzie uczyłeś się mówić, przeżywałeś pierwsze wzruszenia, gdzie zapamiętałeś pierwszy pocałunek matki i skarcenie przez ojca, gdzie obsikiwałeś pierwszy raz drzewo, pierwszy raz pogłaskałeś psa, gdzie uganiałeś się za pierwszą dziewczyną. Jak trafiłeś do Ameryki? – Do Nowego Jorku przyjechałem na zaproszenie pisarza Andrzeja Pastuszka, który uważał, że każdy literat powinien

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2012, 21/2012

Kategorie: Kultura