Nie rzucać władzy na kolana

Nie rzucać władzy na kolana

– Ja też chciałem jechać z listem do Gdańska, ale Tadeusz odradził mi to, twierdząc, że jak pojedzie dwóch działaczy katolickich, to będzie zachwiana równowaga, bo inicjatywa powinna być bardziej międzyśrodowiskowa. Przyjąłem to – mówi Cywiński.

Choć więc początkowo ani Mazowiecki, ani Geremek nie wyobrażali sobie, że staną jednoznacznie po stronie strajkujących, list intelektualistów wieźli, dochowując wszelkich zasad konspiracji. Zorientowawszy się, że mają „ogon”, za Warszawą skręcili na Płońsk, Toruń i Lębork, by wjechać do Gdańska z zupełnie innej strony, niż gdyby jechali z Warszawy. (…)
W Gdańsku byli pod wieczór. Poszli do klasztoru Ojców Pallotynów, stamtąd do stoczni, gdzie wielkie wrażenie wywarła na nich brama z zawieszonymi portretem Jana Pawła II i obrazem Matki Boskiej. W środku emisariusze z Warszawy spotkali nową Polskę – Mazowieckiego uderzył porządek i zorganizowanie strajku. Pierwszy na ich spotkanie wyszedł Andrzej Gwiazda, Lecha Wałęsę poznali około północy. Zrobił na Mazowieckim wrażenie człowieka „silnego, twardego, który wie, czego chce”.

– Daliśmy mu apel, który przywieźliśmy. Wałęsa przeczytał go i pyta: „A tak konkretnie: jak możecie nam pomóc?” – opowiadał Mazowiecki. – Zaczęliśmy rozmawiać i zrodziła się idea Komisji Ekspertów doradzającej strajkującym. Zastrzegłem od razu, że to musi być Komisja Ekspertów bez prawa podejmowania decyzji. „Inaczej będziecie oskarżani o to, że działacie z poduszczenia innych”.

Pomysł wykrystalizował się w pełni następnego dnia, kiedy po nocy spędzonej w stoczni Mazowiecki i Geremek udali się do siedziby wojewody. (…) Wraz z Geremkiem zdecydowali się stanąć po stronie stoczniowców. Wspólnie przeżywana przygoda i praca były początkiem ich przyjaźni – to w stoczni przeszli na „ty”, co w przypadku Mazowieckiego było czymś rzadkim, bo bardzo ostrożnie przechodził z ludźmi na mówienie sobie po imieniu.

Jeszcze tego samego dnia spotkali się ze stoczniowcami.

– Przedstawiłem im, czym ma być Komisja Ekspertów. W pewnym momencie zapytali: „Jak długo zostaniecie w stoczni?”. Odpowiedziałem zdecydowany: „Do końca” – mówił Mazowiecki. Do domu nie musiał wracać, bo starsi synowie byli już młodymi, samodzielnymi ludźmi, a najmłodszy Michał był na obozie, z którego miał wrócić dopiero 31 sierpnia.

Ostrożny ekspert

Geremek i Mazowiecki szybko porozumieli się ze strajkującymi co do dwóch rzeczy: będą mieli pełną swobodę w doborze współpracowników i będą przedstawiać jedynie różne warianty rozwiązań – natomiast to robotnicy będą podejmowali decyzje. Mazowiecki wspominał potem, że starał się tak skompletować zespół, by znaleźli się w nim ludzie lubiący się i rozumiejący. Ściągnięto więc z Warszawy Andrzeja Wielowieyskiego, Bohdana Cywińskiego, Waldemara Kuczyńskiego, Tadeusza Kowalika i Leszka Kubickiego (który zorientowawszy się, że chodzi o doradzanie stoczniowcom, a nie o mediację, zrezygnował z misji – zastąpił go prof. Jerzy Stembrowicz). W stoczni była też Jadwiga Staniszkis, którą włączono do grona ekspertów. Ich komisja umocowana została przy Prezydium MKS.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy