Nie rzucać władzy na kolana

Nie rzucać władzy na kolana

O rywalizacji Mazowiecki-Kuroń pisał kilka lat później w książce „Takie czasy… czyli rzecz o kompromisie” Adam Michnik:

Jacek Kuroń miał w kościach 6 lat więzienia i 4 lata korowskiej harówki, które pochłonęły całe jego życie i wyniosły do statusu persony politycznej szeroko znanej w kraju i w świecie. To on, architekt korowskiej strategii, był najgłośniejszym ze wszystkich opozycjonistów w Polsce. Był niewątpliwie liderem KOR. Świetny orator, długoletni więzień polityczny opromieniony legendą – Mazowiecki nie mógł się z nim równać w popularności. Ale Mazowiecki dysponował atutami, o których Kuroń nie mógł marzyć. Miał przetarte drogi do Prymasa Polski i był do zaakceptowania – choć niechętnego – dla posierpniowego kierownictwa PZPR. Był też do zaakceptowania przez Lecha Wałęsę, któremu w niczym nie zagrażał, nie aspirując do roli przywódcy mas, podczas gdy Kuroń do takiej roli niewątpliwie aspirował.

(…) Tadeusz Mazowiecki nie jest człowiekiem uczuć niskich. Nie mam tedy wątpliwości, że formułując swoje żądania, głęboko wierzył, iż Kuroń – ze swym radykalizmem i radykalnym wizerunkiem wywołującym wściekłość sowieckiej prasy – stanowi śmiertelne zagrożenie dla Solidarności. Wierzył tedy, że o ile obecność Kuronia wśród doradców związkowego kierownictwa przynieść może tylko szkody, to jego własna obecność w tych gremiach będzie pożyteczna.

– Tadeusz nie ufał mi wtedy, prawie go nie spotykałem – opowiada dzisiaj Michnik. – Uważałem, że mówi szczerze, ale że jego postawa wobec Kuronia jest błędna. Zasadniczo cały scenariusz Sierpnia był przecież 200-procentową realizacją scenariusza i wizji KOR, a tu nagle przychodzą Geremek i Mazowiecki i mówią: teraz my będziemy działać, a panowie się nie pokazujcie, bo to będzie źle widziane. Trudno oczekiwać, by KOR odniósł się do tego ze zrozumieniem – tłumaczy.

Ale spór Mazowieckiego i Kuronia był też oczywistym sporem o to, kto będzie bliżej Wałęsy. Michnik mówi:

– Był to spór personalny i bardzo zły. W prasie pojawiały się wtedy straszne ataki na Jacka i Tadeusz nigdy nie wziął go w obronę.

Na początku kontrowersje i dyskusje w gronie działaczy opozycji budził też przyszły kształt związku – czy też właśnie związków. I tu konkurowały dwie koncepcje: jedna zakładała, że powstanie luźniejsza federacja lokalnych związków zawodowych, druga – że powstanie jeden ogólnopolski związek zawodowy. Mazowiecki, podobnie jak Wałęsa, opowiadał się za federacją. „Uważaliśmy, że totalitarnej, monolitycznej władzy skutecznie można przeciwstawić nie coś równie monolitycznego, ale właśnie bardzo demokratycznego, coś, co jest zasadniczo inne od tej władzy, i struktura możliwie federacyjna temu odpowiada” – wyjaśniał po latach Janinie Jankowskiej. „Jednocześnie struktura federacyjna daje szansę, że gdyby związki zostały osłabione czy zinfiltrowane w jednej części kraju, przynajmniej na innych terenach, np. gdańskim, który wywalczył związki – one ocaleją. Wobec tego tworzenie struktury federacyjnej ma swój walor”.

Przeważyła jednak koncepcja jednego związku. Na organizacyjnym spotkaniu 17 września 1980 r. zaproponował ją Karol Modzelewski, który twierdził, że Wybrzeże popełni samobójstwo, jeżeli odetnie się od reszty kraju. Także działacze mniejszych ośrodków optowali za jednym dużym związkiem, obawiając się, że będą mieli w swoich regionach kłopot z rejestracją. Wałęsa, widząc, że większość opowiada się za jednolitym związkiem, przyłączył się do większości.

Modzelewski w książce „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” wspomina, że po dyskusji zamienił parę szorstkich słów z Tadeuszem Mazowieckim i Bronisławem Geremkiem.
[Mazowiecki] (…) wyraził pogląd, że rozwiązanie, które przyjęliśmy, prowadzi prostą drogą do konfrontacji i że ta konfrontacja może zaprzepaścić kompromis osiągnięty w Porozumieniu Gdańskim z 31 sierpnia. „Oni takiego związku nie zarejestrują – powiedział mi dosłownie – bo to będzie zbyt wielka siła”. Odpowiedziałem na to, że właśnie dlatego będą musieli związek zarejestrować, chociaż na pewno nie będą chcieli. Można powiedzieć, że w pewnym sensie obaj mieliśmy rację albo że wyrażaliśmy racje odmienne, lecz komplementarne. W każdym razie ta różnica zdań nie przeszkodziła nam zgodnie i skutecznie współpracować w kluczowych momentach kryzysu rejestracyjnego.

Skróty pochodzą od redakcji

Fragmenty książki Andrzeja Brzezieckiego Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera, Znak Horyzont, Kraków 2015

Foto: Materiały prasowe

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy