Niesłychanie bolesny problem

Niesłychanie bolesny problem

Pół wieku po zbrodni katyńskiej władze radzieckie oficjalnie wzięły za nią odpowiedzialność. Dużą rolę odegrał w tym Wojciech Jaruzelski

Mija 30 lat od spotkania Wojciecha Jaruzelskiego z Michaiłem Gorbaczowem, podczas którego oficjalnie potwierdzono odpowiedzialność Związku Radzieckiego za zbrodnię katyńską. Nie byłoby tego wydarzenia, gdyby nie lata trudnych przygotowań, nad którymi czuwał generał.

„Prezydent Michaił Gorbaczow wręczył dzisiaj prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu kartony z dokumentami, które zdaniem radzieckiego przywódcy »pośrednio, lecz przekonująco« dowodzą, że to radziecka tajna policja zamordowała tysiące polskich oficerów w lesie katyńskim wiosną 1940 r.” – tak rozpoczynała się relacja dla „New York Timesa” 13 kwietnia 1990 r.

„Nie jest łatwo mówić o tej tragedii, ale jest to konieczne” – tak z kolei Gorbaczow zaczął swoje wystąpienie przed dziennikarzami z całego świata. W oficjalnym oświadczeniu, udostępnionym wcześniej przez agencję TASS, radzieckie władze wyraziły „ogromny żal za tragedię katyńską”. Przyznały, że egzekucja polskich oficerów należała do „jednych z największych zbrodni okresu stalinizmu”. W odpowiedzi na te słowa gen. Jaruzelski podkreślił: „Radzieckie oświadczenie dotyczące zbrodni w Katyniu jest dla naszego narodu niezwykle ważne i wartościowe z moralnego punktu widzenia. Dla nas był to niesłychanie bolesny problem”.

Początek długiej drogi

Przygotowania do kwietniowej deklaracji trwały od dłuższego czasu. W kwietniu 1985 r., sprawa katyńska po raz pierwszy pojawiła się podczas oficjalnego spotkania przywódców obu państw. Wówczas jednak Gorbaczow, który sprawował funkcję sekretarza generalnego KC KPZR zaledwie od kilku tygodni, odniósł się do niej dosyć chłodno, obiecując jedynie, że o tej kwestii będzie pamiętał. Jaruzelski nie naciskał, będąc świadomy oporu nie tylko w radzieckim kierownictwie, ale także w szeregach PZPR. Mimo wszystko generał pozytywnie oceniał to spotkanie. „Miałem wrażenie, że te problemy widział podobnie”, mówił w rozmowie z Jackiem Żakowskim w 2009 r.

Grono osób zaangażowanych w dyskusję na temat białych plam w historii było niewielkie, dzięki czemu udało się zachować całą sprawę w tajemnicy. Dopiero w październiku 1986 r. na posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR gen. Jaruzelski mógł oficjalnie zakomunikować, że władze ZSRR wyraziły chęć wspólnego odkrywania „trudnych elementów historii relacji polsko-radzieckich”. Jeden z bliskich doradców generała, prof. Jarema Maciszewski, którego dwóch stryjów zostało zamordowanych w Katyniu, wyjaśnił, że pod pojęciem białe plamy rozumie „te obszary historii, które były albo zafałszowane, albo przemilczane, albo są autentycznie obszarami niewiedzy”. Nie oznaczało to przełomu, lecz potwierdzało ustalenia sprzed roku.

Sprawa białych plam budziła wiele emocji także wśród niektórych najbliższych współpracowników generała. Sytuacja w kraju była dynamiczna. Uchwalono amnestię, wprowadzono do konstytucji instytucję referendum, utworzono urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Jednocześnie opozycja coraz odważniej domagała się bardziej radykalnych zmian, również w podejściu do historii. W rezultacie wielu z tych, którzy niedawno uchodzili za partyjnych liberałów, nagle stało się doktrynerami. Jeśli zatem gen. Jaruzelski nie mógł być spokojny o wsparcie wszystkich współpracowników w sprawie katyńskiej, to co miał powiedzieć Gorbaczow, który dopiero umacniał swoją pozycję w KPZR? Odkłamywanie wspólnej historii stało się o wiele trudniejsze, niż pierwotnie przewidywano.

Chociaż obecnie nie ma wątpliwości, że zbrodni na polskich oficerach dokonano w kwietniu 1940 r. na rozkaz Stalina, jeszcze w latach 80. XX w. nie brakowało w kraju osób, które wierzyły w niemiecką winę. W wywiadzie, którego Wojciech Jaruzelski udzielił Janowi Osieckiemu, przytoczony został reportaż Jerzego Borejszy – członka delegacji biorącej udział w radzieckiej komisji „badającej” zbrodnię w lesie katyńskim. Tekst Borejszy w dużej mierze ukształtowal narrację o mordzie na kolejne dziesięciolecia. Sam generał mówił, że w 1944 r. „do Katynia pojechali przedstawiciele wszystkich pułków 2. dywizji. Rozmawiali na miejscu z przedstawicielami komisji i ze świadkami kaźni naszych oficerów. Wrócili do pułku szczerze i autentycznie przekonani o winie Niemców”.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 15/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. PAP/Damazy Kwiatkowski

Wydanie: 15/2020

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy