Poznań dla bezdomnych

Poznań dla bezdomnych

Na Osiedlu Opieki Społecznej w latach międzywojennych zamieszkało 1500 osób

Polska lat 20. i 30. XX w. nie była – mimo olbrzymich problemów ogólnopaństwowych – bezradna i bierna wobec problemów najbiedniejszych warstw społeczeństwa. Przykładem może być Poznań.

Ewenementem na skalę kraju był pomysł Osiedla Opieki Społecznej dla ludzi bezdomnych i bezrobotnych. Jego inicjatorem był wybitny architekt i wielki Polak – Władysław Czarnecki. Zarządca majątku w Naramowicach chętnie pozbył się ziemi VI klasy, na której z trudem mógł uprawiać owies. Szczegółowy plan opracował architekt stażysta, późniejszy marszałek Polski, Marian Spychalski. Osiedle podzielił na 170 działek po 800 m kw. Pośrodku przewidziano boisko i miejsce pod budowę świetlicy, przedszkola i szkoły powszechnej. Zaprojektował typowe domki o powierzchni 32 m kw. oraz budynki gospodarcze po 8 m kw. Na każde 10 działek przypadała studnia z ręczną pompą. Koszt zabudowy jednej działki z budynkami, ogrodzeniem i umocnieniem dróg wyniósł ok. 2 tys. zł. Źródłem finansowania były fundusze wydziału opieki społecznej poznańskiego magistratu, pożyczki Towarzystwa Osiedli Robotniczych i Fundusz Pracy. Przy pracach pomagali przyszli osadnicy. Skalkulowano, że przy czynszu 12 zł miesięcznie (w 1935 r. 1 kg chleba żytniego kosztował 0,29 zł, a 1 kg wieprzowiny 1,22 zł) osadnicy po 20 latach spłacą gminie wyłożony kapitał oprocentowany na 3% i wtedy staną się właścicielami gruntu wraz z zabudowaniami. Kwotę 12 zł mogli odpracować przy robotach miejskich, co sprawiało, że byli całkowicie wypłacalni.

Po dwóch miesiącach domki były już zamieszkane. Dyrektor Ogrodów Miejskich Władysław Marciniec przydzielił instruktora do fachowego zagospodarowania ogródków. Związek Ogródków Działkowych dostarczył bezpłatnie po dwa drzewka i cztery krzewy owocowe, nasiona warzyw i kwiatów. Zainicjowano hodowlę królików oraz chałupniczy wyrób zabawek.

Osiedlu narzucono status kolonii ogródków działkowych. Mieszkańcy wybierali zarząd. Przewodniczącym został dawny sierżant WP. Były kłopoty z jego zatwierdzeniem, gdyż miał wyrok skazujący (karę więzienia odbywał na raty). W zarządzie nie znalazł się zresztą nikt z czystą kartoteką, także większość mieszkańców miała mniejsze lub większe zatargi z prawem. Za wstawiennictwem i poręczeniem Władysława Czarneckiego starosta grodzki zatwierdził sierżanta. Oprócz niego główną osobą organizującą życie osiedla był kierownik szkoły Czesław Hawliczek. Dostał on nowy budynek szkolny z mieszkaniem służbowym. Rozumiejąc potrzeby młodzieży, zorganizował przy szkole 6. Drużynę Harcerską. Starał się podnieść poziom kulturalny osadników. Największych analfabetów uczył czytać i pisać, a przynajmniej podpisywać się. Miał ogromny autorytet wśród uczniów i mieszkańców. Ludzie przestali być marginesem. Byli dumni ze swojego osiedla.

Liczba mieszkańców po kilku latach osiągnęła 1500 osób. Na wzór osiedla w Naramowicach utworzono podobne w Szamotułach, Tczewie, Wąbrzeźnie, Ostrowie, a nawet w dalekiej Lidzie, gdzie działki miały nawet 2,5 tys. m kw., a dla ogrodników 2 ha.

Sądzę, że pomysły elit międzywojennego Poznania mogłyby być również obecnie bodźcem do rozwiązania problemu bezdomności.

Na podstawie książki Władysława Czarneckiego To był też mój Poznań, Wydawnictwo Poznańskie 1987.

Wydanie: 10/2019

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy