Nie rzucać władzy na kolana

Nie rzucać władzy na kolana

Na wojnie z KOR

Po powrocie do Warszawy Mazowiecki przypłacił udział w strajku 40-stopniową gorączką i pobytem w łóżku. Jego rola w powstającym związku zawodowym nie skończyła się, choć początkowo nie miał sprecyzowanego poglądu, jak będzie dalej wyglądała. Zaraz po strajku Lech Wałęsa kusił Mazowieckiego: „Niech się pan przeniesie do Gdańska. Załatwimy panu tutaj mieszkanie, może nawet panu domek załatwimy. Będzie pan sobie chodził po ogródku, myślał i od czasu do czasu będzie pan nam doradzał”. Wiadomo było, że to mrzonka, ale Mazowiecki miał silne przekonanie, że tworzący się związek będzie potrzebował jego porad. Zwłaszcza że Wałęsa sporo czerpał z rozmów z nim. Jednym z podbijających wówczas Polaków słów był „pluralizm” – od 1956 r. pojęcie dla Mazowieckiego bardzo ważne, przez wiele lat będące rodzajem jego życiowego creda. Jak twierdzą niektórzy, Wałęsa przejął je wówczas właśnie od Mazowieckiego.

Przekonanie to stało się jeszcze silniejsze po tym, jak do Gdańska przyjechał wypuszczony na wolność Jacek Kuroń i zamieszkał u Anny Walentynowicz. „Zaczęło to być jakby pod innym wpływem. Zaczęły się konkurencje i zaczęła się niezwykle trudna sytuacja Wałęsy w tym prezydium” – opowiadał Mazowiecki Jankowskiej. Kuroń został doradcą Wałęsy, co podważyło fakt istnienia dotychczasowej komisji.

Mazowieckiego niepokoiły też rzekome plany odwołania lidera strajku z funkcji przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego. Istniały dwie przesłanki tej sytuacji. Wałęsa – do tej pory jeden z wielu działaczy Wolnych Związków Zawodowych, tworzonych przy wsparciu KOR – wyrósł ponad innych, co ich drażniło. Korowcy, z Kuroniem na czele, byli też przekonani, że mają prawo wywrzeć wpływ na kształt tworzącego się ruchu. Mazowiecki w trakcie strajku zbliżył się do Wałęsy i miał wobec KOR, jak już wspominałem, odczucia ambiwalentne. Tak oto w pierwszych dniach Solidarności powstały dwa obozy: Wałęsa i eksperci, z Mazowieckim na czele, oraz działacze Wolnych Związków Zawodowych i członkowie KOR. Oba te obozy miały różne koncepcje funkcjonowania rodzącego się związku, ale w grę wchodziły też ludzkie ambicje, sympatie i różnice osobowości. Mazowiecki uważał, że obecność KOR, zwłaszcza Jacka Kuronia, obciąży związek politycznie. Bał się też, że korowcy będą zabiegać przede wszystkim o własne interesy.

– Niełatwo mi się rozmawiało z Kuroniem. Nigdy nie wiedziałem, kiedy gra w sensie politycznym, a kiedy mówi rzeczy ostateczne – opowiadał mi Tadeusz Mazowiecki. – W Związku Radzieckim panowała epoka Breżniewa, chodziło mi więc o to, żeby Solidarność była obliczalna, żeby nie narażać kraju na interwencję. Uważałem, że związek musi okrzepnąć, musi przede wszystkim wypełniać związkowe zadanie, żeby ludzie poczuli, że mają w nim wsparcie. Było dla mnie jasne, że to nie wystarczy i prędzej czy później ruch musi pójść dalej, ale właśnie to, czy odbędzie się to prędzej czy później, miało według mnie wielkie znaczenie.

Co na to Kuroń? Dekadę później wspominał: „Poszedłem do Mazowieckiego. Niestety, nie udało nam się dogadać. Mazowiecki uważał, że ja przed wyjazdem winienem uzgodnić z nim program wizyty i że nie powinienem w żadnym razie zostawać doradcą, ponieważ w ten sposób mobilizowałem przeciw Solidarności opinię nie tylko »betonu«, ale i reszty partii, a powinno nam zależeć na dobrych stosunkach. Taki punkt widzenia w tym momencie był dla mnie nie do przyjęcia. Dyskryminacja za to, że się działało do tej pory? Uważałem to za jaskrawą niesprawiedliwość i w końcu moje doświadczenie mogło się na coś przydać…”.

– Jacek wyszedł wściekły z tamtego spotkania z Mazowieckim, bo Tadeusz potraktował go jak gówniarza – zapamiętał Adam Michnik. Podział między Kuroniem a Mazowieckim, który wówczas powstał, musiał być niebywale ostry i stał się źródłem niepokojów innych. Waldemar Kuczyński, który do sierpnia był blisko korowców, a po strajku znalazł się w otoczeniu Mazowieckiego, pisał we wrześniu 1980 r.: „Zauważam, że występuję w innej roli niż w stoczni. Jest to coraz bardziej rola żołnierza w wojnie z KOR. Mazowiecki, mimo nalegań Jacka, Adama i innych, nie chce z nimi rozmawiać, mówiąc, że to nic nie da”.

Znów wychodziły z niego zapiekłość i upór.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy