Nie rzucać władzy na kolana

Nie rzucać władzy na kolana

Rolę ekspertów i postawę Mazowieckiego opisywał Waldemar Kuczyński w swoim dzienniku:

Mazowiecki powiedział, że tworzymy Komisję Ekspertów MKS, jesteśmy pomocnikami strony, a nie mediatorami. Było oczywiste, że mówi jako przewodniczący. Naszą rolą nie będzie więc dyskutowanie z Prezydium zasadności, realności postulatów, lecz dopomożenie strajkującym, by nie zostali wykołowani, by jak najwięcej osiągnięto. Dotyczy to szczególnie punktu pierwszego, który jest tu dla wszystkich najważniejszy, wystarczy porozmawiać z robotnikami. Mamy te postulaty skonkretyzować, przełożyć na język negocjacji. Podstawowa zasada naszej pracy to odpowiadanie na pytania Prezydium, które jest władzą. Ono negocjuje i podejmuje decyzje. My, jeśli będziemy na sali obrad, śledzimy je, przekazujemy uwagi negocjującym na kartce i odpowiadamy w podobny sposób na pytania. Na posiedzeniach Prezydium możemy uczestniczyć w dyskusji, ale oczywiście nie głosujemy. Na zakończenie Mazowiecki dodał, że jeśli ma właściwie wykonywać swoją rolę, prosi, by w trakcie negocjacji nie przekazywać niczego naszym negocjatorom na własną rękę i tak samo nie zabierać głosu podczas posiedzeń Prezydium, nie uprzedziwszy go o swym zamiarze. W formie prośby dostaliśmy to bardzo ważne polecenie.

– W trakcie strajku każdy z nas trochę inaczej funkcjonował, ale Tadeusz był niewątpliwym szefem – opowiada Cywiński. – On decydował o tym, jak miała wyglądać cała polityczna strategia strajkujących. Narzucał swoje zdanie innym perswazją. Był umiejętnym mówcą, przystępując do rozmowy z kimś, wiedział, do czego chce doprowadzić, i rozmówca „szedł” za nim.
Porady Komisji Ekspertów były znaczące i pozwalały popychać negocjacje do przodu. Nieraz doradzali też strajkującym, jak lepiej „ustawić” się do rozmów. Ich pomysłem było np., by 23 sierpnia przybywającego do stoczni na pierwsze spotkanie wicepremiera Mieczysława Jagielskiego witał przy bramie sam Lech Wałęsa – jako gospodarz, co podkreślało, że jest równoprawnym partnerem wicepremiera.

Partia oceniała wówczas ekspertów surowo – towarzysz Stanisław Kania na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR 26 sierpnia 1980 r. dowodził, że Mazowiecki jest jednym z tych, którzy sterują komitetem strajkowym. (…)

Mazowiecki miał decydujący wpływ na kształt całości porozumienia z władzami – projekt tekstu przedstawił w czwartek rano 28 sierpnia. „Głównym autorem punktu pierwszego przyszłego porozumienia był więc Mazowiecki. Potwierdzają to zachowane bruliony z licznymi poprawkami naniesionymi jego ręką”, pisze Andrzej Friszke w swej „Rewolucji Solidarności”.

Podczas Sierpnia był jednak moment, który do dziś budzi wiele kontrowersji. Jeszcze w pierwszym tygodniu gdańskiego strajku władze aresztowały część liderów opozycji, z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem na czele. Kiedy porozumienie było gotowe do podpisu, działacze KOR dalej siedzieli w więzieniu. Strajkujący zaczęli się zastanawiać, czy mimo wszystko podpisywać porozumienie, czy zagrozić zerwaniem rozmów, póki opozycjoniści nie wyjdą na wolność. Mazowiecki był zdania, że porozumienie należy podpisać – górę wziął jednak pogląd, żeby sprawę ostro postawić i domagać się uwolnienia uwięzionych. Szef ekspertów opowiadał potem Janinie Jankowskiej:

Pojawiła się różnica poglądów, która potem – jak pani wie – bardzo zaważyła na naszych wzajemnych stosunkach. Istota tej różnicy polegała na tym, że w naszym przekonaniu, jeśli władza decyduje się na podpisanie porozumienia ze strajkującymi, wyraża zgodę na utworzenie nowych związków zawodowych, to zwolnienie osób aresztowanych następuje już – że tak powiem – automatem. Wydawało nam się, że nie należy tej władzy rzucać formalnie na kolana. Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że trzeba było doprowadzić do tego, aby wszystkich aresztowanych wypuszczono z więzień, a ci, którzy byli w stoczni w roli osób wspomagających strajk, mogli niezagrożeni wyjść z tej stoczni. Natomiast różnica polegała na tym, czy należy w tej sprawie szczególnie mocno domagać się deklaracji (…). I jest rzeczą dla nas niesłychanie bolesną i przykrą, kiedy na tym tle posądzano nas potem, jakobyśmy nie chcieli, żeby zwolniono więźniów, czy też niedostatecznie tego dopilnowaliśmy.

31 sierpnia o godzinie 16.40 Lech Wałęsa i wicepremier Mieczysław Jagielski podpisali porozumienia, które przeszły do historii jako Porozumienia Gdańskie. Wydarzenie to oglądał w telewizji cały kraj, a Polacy zapamiętali przede wszystkim olbrzymi długopis z Janem Pawłem II, którym lider stoczniowców podpisał dokumenty.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy