Nie zapominam spraw, które sądziłam – Rozmowa z Barbarą Piwnik

Nie zapominam spraw, które sądziłam – Rozmowa z Barbarą Piwnik

Chciałabym zobaczyć dobrze zrobioną sprawę o pranie brudnych pieniędzy. Nie ma u nas takich spraw. Czy to znaczy, że nie ma problemu? Rozmowa z Barbarą Piwnik, sędzią Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie. Byłą minister sprawiedliwości i prokuratorem generalnym – Co słychać na sali sądowej? Dalej jest mordęga z prokuratorami, którzy nie przygotowali dobrego aktu oskarżenia? – Nie jest lepiej. Jest gorzej i będzie gorzej. Jedna moja koleżanka, sędzia ze stażem zawodowym zbliżonym do mojego, żartem niedawno mówiła, że obserwując to, co się dzieje, jeśli chodzi o poziom spraw, poziom przygotowania, wszystkim znajomym powtarza, żeby załatwiali wszystkie swoje sprawy w notariacie, w prokuraturze, w sądach, póki jeszcze są resztki starych sędziów, starych prokuratorów, starych notariuszy. Bo co się może stać za parę lat – ona nie jest w stanie sobie wyobrazić. – Dlaczego? – Dostaliśmy prezent w postaci nowego modelu kształcenia przyszłych sędziów i prokuratorów. Zakłada on centralne szkolenie, w ramach Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, skoszarowanie przez znaczny okres aplikacji w Krakowie. Obawiam się, że w ten sposób zmuszamy ludzi w pewnym sensie do przedłużania studiów. To będzie skutkowało pogłębiającą się selekcją negatywną – człowiek, który chce po ukończeniu studiów zakładać rodzinę, brać odpowiedzialność za dorosłe życie, zdobywać doświadczenie życiowe, będzie gdzieś w próżni. A ponieważ mało będą mu płacić, to w wieku 26, 28 lat będzie wciąż na garnuszku u rodziców. Więc albo sędziami i prokuratorami będą zostawać ludzie niedojrzali emocjonalnie, niespełnieni w jakiś sposób, albo – co groźniejsze – będą to ludzie, którzy nie mając zaplecza finansowego, znajdą sobie tych, którzy dadzą im „stypendia fundowane”. Grupy przestępcze będą chciały mieć nie tylko „swoich” adwokatów, ale i „swojego” prokuratora czy sędziego. – A rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości nic nie pomoże? – Na razie to będzie czas stracony. Dziś zapewne wszyscy w prokuraturze zastanawiają się, kto będzie powołany, kto awansowany, a kto zdegradowany. Mało tego, ustawa jest dalece niedoskonała i wcale nie gwarantuje stabilności pozycji prokuratora generalnego. Możemy więc sobie wyobrazić, jak to będzie… To nie jest pies gończy – Może uda się zbudować etos prokuratora? – Jaki? Nie tak dawno mając zajęcia ze słuchaczami studium podyplomowego, rozmawiałam z młodym człowiekiem, który nie dostrzegał, że prokurator musi badać i dostrzegać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść podejrzanego. Musiałam mu tłumaczyć, dlaczego też na korzyść, że oskarżanie to nie jest tylko szukanie okoliczności obciążających. Że prokurator jest rzecznikiem interesu publicznego, a właśnie w interesie publicznym leży, że jeżeli oskarżamy, to w sposób właściwy, że jeżeli trwamy przy oskarżeniu, a pojawiają się okoliczności, które przemawiają na korzyść oskarżonego, to je uwzględniamy. Ale jeżeli takie rzeczy tłumaczyć trzeba absolwentom wyższej uczelni… – Oni proces widzą jak pojedynek – prokurator kontra obrona. – Nie tylko oni. Nie tak dawno podczas rozprawy, którą prowadziłam, obrońca wystąpił z wnioskiem o zweryfikowanie słów swego klienta, który twierdził, że był przykuty kajdankami do kaloryfera na korytarzu komendy stołecznej. Obrońca wnioskował o nagranie z monitoringu, które by pokazało, czy oskarżony miał rację. Prokurator zaoponował, podnosząc argument, że nie jest zainteresowany przeprowadzaniem dowodu na korzyść oskarżonego. Jeżeli prokurator wykonujący kilka lat swój zawód, szybko awansujący, tak rozumie obowiązujące zasady postępowania, to od kogo ma się uczyć młody policjant, którego pracę taki prokurator nadzoruje? – Ustawodawstwo w ostatnich latach dało prokuratorom nowe narzędzia. Mamy instytucję świadka koronnego, świadka incognito… – Może już tacy starzy praktycy jak ja nie powinni funkcjonować? A już na pewno tacy starzy praktycy z dobrą pamięcią… Ja pamiętam czasy bez instytucji świadka incognito i bez instytucji świadka koronnego, małego i dużego. – I? – Zawsze były grupy przestępcze, lepiej lub gorzej zorganizowane. I zawsze było tak, że w takiej grupie ktoś wcześniej czy później zaczynał mówić. Są różne sytuacje w życiu – a to komuś zachoruje dziecko, a to ktoś dojdzie do wniosku, że lepiej wyjść wcześniej niż później, albo po prostu w więzieniu nie był już takim bohaterem. Ktoś zaczynał więc mówić, obciążając pozostałych, bo chciał mniejszy wyrok, licząc na nadzwyczajne złagodzenie kary, które było zawsze. Ale o tym zapomniano, bo poszła medialna fala – że świadkowie się boją,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 13/2010, 2010

Kategorie: Wywiady