Niemcy o Polsce

W ramach przedstawiania wkraczających rychło do Unii Europejskiej nowych państw telewizja niemiecka zaprezentowała film o Polsce. Trudno wyobrazić sobie gorszą reklamę naszego kraju od tego 40-minutowego dzieła, które oglądałem. Najpierw zostaje ukazana granica polsko-ukraińska, z polskiej strony, a także pracujący na niej celnicy oraz para męsko-żeńska i do tego konna, pograniczników poruszających się wzdłuż owej granicy. Wkrótce potem można zobaczyć niezmiernie jakoby popularny i często występujący w Polsce pojazd, a mianowicie furmankę wleczoną przez konia w złym stanie zdrowia, poganianego przez woźnicę o silnie owłosionym obliczu. Z kolei sfilmowany zostaje jako Warszawa widoczny z pewnej odległości dar, który otrzymaliśmy od Stalina, to znaczy Pałac Kultury i Nauki. Poza nim niczego już z Warszawy więcej nie pokazywano. Następuje kilka mało ciekawych migawek, wreszcie pojawia się imć pan Oleksy opowiadający o korzyściach, które zarówno Polska, jak i Europa zyskają obustronnie z naszego do niej wkroczenia. Chciałoby się człowiekowi, a szczególnie Niemcowi, jako temu, dla którego ową prezentację sporządzono, pokazać coś bardziej konkretnego i rzeczowego o współczesnej Polsce. Niestety, oczekiwania takie nie zostają spełnione, ponieważ film, który zaczął się od strażnicy granicznej polsko-ukraińskiej, kończy się na dłuższym przemówieniu Oleksego, nałożonym w niemieckiej wersji na jego wersję oryginalną. Film ten ma notabene bardzo bogatą tradycję na Zachodzie, jak bowiem wiadomo, przed wojną Francuz zaciekawiony wyglądem kraju równie egzotycznego jak Polska, a zapytany, co o nim sądzi, głosił, że pełno tam na rozdrożach wilków i niedźwiedzi, lecz nic więcej, ponieważ w Rzeczypospolitej przedwojennej nikt by jakichkolwiek darów Stalina nie uświadczył. Rozumiem, że nie trzeba koniecznie ukazywać Polski jako kraju rozwiniętego na modłę zachodnią, lecz z drugiej strony wyznaję, że jednokonna furmanka jest zjawiskiem raczej rzadkim, nie tylko dla Krakowa, w którym mieszkam, ale i dla jego podmiejskich okolic. Nie myślę jednak, ażeby ten film, mający zaprezentować oblicze Trzeciej Rzeczypospolitej, został wyprodukowany przez jakiegoś zaklętego wroga słowiańszczyzny, prusaka w pikielhaubie. Przypuszczam raczej, że tych parę obrazów zostało wybranych i nakręconych od niechcenia lewą nogą.

2 stycznia 2004 r.

Wydanie: 2/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy