Niemieckie ofiary krwawego rytuału

Niemieckie ofiary krwawego rytuału

W RFN żyje coraz więcej obrzezanych kobiet i dziewczynek

Korespondencja z Berlina

Inaya ma 21 lat i pochodzi z Kenii. Już nie pamięta dnia, w którym została obrzezana, bo padła ofiarą tej praktyki jako kilkulatka. Ze skutkami okrutnej tradycji młoda Afrykanka walczy jednak do dziś. Ma nieustanne bóle, każda miesiączka jest dla niej piekielną męką. Inaya mieszka od roku w Berlinie i zamierza studiować prawo. Na razie uczy się języka niemieckiego, choć z powodu bólu nie zawsze może chodzić do szkoły. – Chciałabym zostać adwokatką i pomagać rodaczkom, które przechodzą to samo co ja – tłumaczy.

Według informacji UNICEF na świecie żyje ponad 200 mln obrzezanych dziewczynek i kobiet, głównie w Afryce, gdzie ten krwawy rytuał jest rozpowszechniony w ok. 30 krajach. Podobne praktyki stosowane są na Bliskim Wschodzie i w niektórych państwach azjatyckich. Codziennie obrzezanych zostaje 6 tys. dziewczynek, większość w Somalii, Tanzanii i Kenii, ojczyźnie Inai. W Kenii obowiązuje wprawdzie od 2011 r. zakaz okaleczania narządów płciowych, lecz nadal co piąta kobieta albo dziewczynka pada ofiarą tej tradycji. Wiele z nich pochodzi z rodzin zamieszkujących okolice miasta Kajiado w południowej prowincji Rift Valley, które hołdują własnym zwyczajom i obrzędom, nie przejmując się zbytnio kenijskim prawem. – Jedyne, co może pomóc tym dziewczynkom, to żmudna praca edukacyjna i przekazywanie doświadczeń dorosłej kobiety, która przeszła podobne męki – przekonuje Nice Nailantei Leng’ete, 28-letnia Kenijka, która zdaniem magazynu „Time” oraz stacji BBC zasługuje na miano jednej ze stu najbardziej wpływowych osób na świecie. Od lat jeździ po afrykańskich szkołach i próbuje uwrażliwić dzieci na następstwa barbarzyńskiej tradycji okaleczania genitaliów.

– W Afryce prawem i ustawami nic nie wskórasz, wiedzą – owszem – wyjaśnia. Jej samej udało się uciec dzień przed terminem obrzezania, siostra natomiast bała się ucieczki i przypłaciła to zdrowiem. Od tej pory Nice Nailantei Leng’ete niestrudzenie walczy o prawa młodych Kenijek, głosząc hasło: End Female Genital Mutilation! (Koniec z okaleczeniem kobiecych narządów!).

Telefony z ośrodków dla uchodźców

Inaya niemal ciągle czuje zmęczenie. – Ostatnio jestem pod stałą opieką lekarską – opowiada. Kenijka czeka na operację w klinice Waldfriede w berlińskiej dzielnicy Steglitz-Zehlendorf, gdzie od kilku lat udziela się chirurgicznej i psychologicznej pomocy obrzezanym kobietom.

Dotąd nie ma żadnych oficjalnych informacji, ile kobiet przebywających w Niemczech jest okaleczonych. Według pierwszych, ostrożnych obliczeń organizacji praw kobiet Terre des Femmes w RFN mieszka ok. 65 tys. obrzezanych kobiet i dziewcząt, w tym ok. 15 tys. niepełnoletnich. Jest to znaczny wzrost w porównaniu z czasem sprzed 2015 r., co wynika głównie z kryzysu migracyjnego, wskutek którego przybyło do Niemiec tysiące kobiet z Somalii i Erytrei. – Klitoridektomia stała się bardzo konkretnym problemem cztery lata temu, kiedy napłynęła do Niemiec fala uchodźców. Spotykają się z nim przede wszystkim lekarze z klinik i gabinetów znajdujących się w pobliżu schronisk dla imigrantów – wskazuje Doris Scharrel, wiceszefowa Związku Zawodowego Ginekologów (BVF).

Z ustaleń Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że okaleczanie narządów płciowych wiąże się nie tylko z cierpieniem kobiet, ale także z poważnymi zagrożeniami dla zdrowia matki i dziecka podczas porodu. Jedynym rozwiązaniem okazuje się najczęściej cesarskie cięcie. Mimo że berliński szpital Waldfriede był kilka lat temu jednym z pierwszych miejsc w Europie, gdzie pomagano obrzezanym kobietom (patronką placówki jest znana somalijska modelka i autorka pamiętnego „Kwiatu pustyni” Waris Dirie, która wspiera berlińską klinikę poprzez swoją fundację Desert Flower Centre), po roku 2015 okazało się, że nawet nowoczesna niemiecka ginekologia nie była przygotowana do udzielenia pomocy licznie napływającym Afrykankom. – Przez jakiś czas prawie codziennie dzwonili do nas działacze społeczni z ośrodków dla imigrantów, którzy zauważali, że dziewczyny mają stany zapalne i silne bóle miesiączkowe – mówi Roland Scherer, główny chirurg w szpitalu Waldfriede, gdzie lekarze od jakiegoś czasu przeprowadzają zabiegi mające ułatwić afrykańskim pacjentkom oddawanie moczu i poród lub po prostu pomóc im odzyskać kobiecość. Lista schorzeń związanych z klitoridektomią jest długa – począwszy od niemożności utrzymania moczu, a na tworzeniu się cyst i bezpłodności skończywszy, nie mówiąc już o traumie, która często pozostaje do końca życia. W berlińskim szpitalu zoperowano w ciągu sześciu lat już ponad 200 obrzezanych kobiet, a ponad 1000 udzielono pomocy psychologicznej. Koszty rekonstrukcji narządu, na którą czeka także Inaya, pokrywają najczęściej urzędy ds. socjalnych.

Okaleczanie pod osłoną wesela

Rytuałów obrzezania dziewczynek jest tyle, ilu tradycjonalistów próbujących je objaśnić. W zależności od regionu obejmują one zabiegi od nacięcia łechtaczki do całkowitego usunięcia kobiecych zewnętrznych narządów płciowych. Przeprowadzane są one często w fatalnych warunkach higienicznych, niekiedy za pomocą niesterylnych żyletek lub szkła ze stłuczonej butelki. Następnie dziewczęta są niemal całkowicie zaszywane, a wydalanie moczu i krwi menstruacyjnej jest możliwe wyłącznie przez małą dziurkę lub osadzoną w pochwie rurkę. Zwykłe oddawanie moczu może więc być dla okaleczonych kobiet męczarnią, trwając nawet pół godziny. Na południu Kenii owe rytuały bywają praktykowane już na pięciolatkach – bez żadnego znieczulenia. Rodziny próbują przekonać dziewczynki argumentem, że bez owego zabiegu będą wiecznie nieczyste. W rzeczywistości jednak chodzi o zupełną kontrolę nad życiem seksualnym dziewcząt w patriarchalnych rodzinach. Jednym z plemion, w których popularne jest obrzezanie kobiet, są Masajowie zamieszkujący południe Kenii i północną Tanzanię.

Odkąd obrzezanie stało się w Kenii karalne, tradycyjne rodziny coraz częściej uciekają się do rozmaitych wybiegów, np. okaleczając córki już w wieku niemowlęcym. – Niemowlę i tak zawsze krzyczy, wtedy łatwiej ukryć okaleczenie przed policją. Poza tym tak małe dzieci traktują później swoje okaleczone narządy jako coś normalnego – wyjaśnia Nice Nailantei Leng’ete.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 39/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Frank Rumpenhorst/dpa/dpa Picture-Alliance/East News

Wydanie: 39/2019

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 24 września, 2019, 22:43

    – Chciałabym zostać adwokatką i pomagać rodaczkom, które przechodzą to samo co ja – tłumaczy. kolejna męczennica, już był o tym film produkcji brytyjskiej. Każdy kto wyjeżdża z zacofanego kraju, wiezie ze sobą bagaż krzywd jakich doznał, my Polacy tez mamy mniejszy lub większy bagaż zacofania tego kraju.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. keniata
    keniata 14 października, 2019, 09:22

    Co ma wspolnego tytul artykulu z tekstem ?
    Co ma zdjecie zamieszczone w tym artykule wspolnego z tekstem ?
    Ludzie . O czym piszecie ?
    Gdzie Europa , a gdzie Afryka?
    Kazdy uchodzca , uciekinier, chce studiowac.
    Co chce studiowac , gdzie i za co ?
    Ma przynajmniej mature ?
    Ma znajomosc jezyka pozwalajaca na swobodne wypowiadanie sie ?
    Problem obrzezania kobiet , jest niewatpliwie spory.
    Tylko , co Niemcy maja z tym problemem zrobic?
    Czy obrzezanie kobiet jest niemieckim problemem ?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy