(Nie)sprawiedliwość naszych czasów

(Nie)sprawiedliwość naszych czasów

PiS zabiera emerytury. Zaczęło od SB, na kim skończy?

Jeden dzień przepracowany w Służbie Bezpieczeństwa, w Wojskach Ochrony Pogranicza albo na Akademii Spraw Wewnętrznych jest jak wyrok. Osobom, które mają za sobą taki epizod, PiS zamierza zabrać emerytury, zmniejszyć je nawet kilkakrotnie.

Do Sejmu trafił właśnie projekt nowej ustawy dezubekizacyjnej, autorstwa szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Ta ustawa to nie tylko zemsta na ludziach, którzy służyli w organach porządku publicznego Polski Ludowej. To również zemsta na tych, którzy po roku 1989 zaufali nowej władzy i oddali swoje siły III RP. A poza tym, o czym pewnie inicjatorzy ustawy nie pomyśleli, otwarcie furtki do podobnych działań w przyszłości.

Platforma zaczęła, PiS kończy

Pierwszą ustawę dezubekizacyjną uchwaliła Platforma Obywatelska w 2009 r. Jej istotą było to, że zmniejszyła z 2,6 do 0,7 przelicznik przy ustalaniu emerytury dla byłych funkcjonariuszy SB. Ten przelicznik dotyczył okresu PRL. Okres służby w III RP był naliczany już normalnie.

Byli funkcjonariusze czasów PRL protestowali przeciwko tej ustawie; korzystając z pomocy posłów SLD, przedstawili swoją skargę w Trybunale Konstytucyjnym, a potem w Trybunale Sprawiedliwości w Strasburgu. Nadaremnie. W obu przypadkach przegrali.

Tę ustawę postanowiło „poprawić” PiS. I tak zrobiło, zmieniając trzy elementy. Po pierwsze, przelicznik został zmniejszony z 0,7 do 0,5. Po drugie, ustawa wylicza konkretne jednostki, miejsca pracy lub nauki, które „brudzą”. Jeżeli ktoś przewinął się przez nie – choćby przez jeden dzień – już jego emerytura zostaje zmniejszona. Po trzecie, ustawa wprowadza górny limit świadczeń – równy średniej krajowej emeryturze. Czyli nieważne, ile kto przepracował w III RP, jakie uprawnienia nabył – jego emerytura nie może być wyższa niż średnia krajowa, czyli 2053 zł.

Co to oznacza w praktyce? Że minister Błaszczak projektem swojej ustawy tylko w niewielkim stopniu dopiekł tej części aparatu MSW, która nie pogodziła się z III RP. Oni odeszli z resortu w roku 1989, często na emerytury, więc w nowej Polsce składek nie zbierali i nie mają za bardzo czego tracić. Im zabrała już Platforma w roku 2009.

Błaszczak uderza w tych, którzy III RP służyli z największym oddaniem, którzy w III RP robili kariery, awansowali, byli honorowani… A to dość duża grupa.

Trafiony, zatopiony

Jest w niej np. Michał Otrębski, generał policji, były komendant stołeczny. Zaraz po studiach zdecydował się iść do milicji. W szkole milicyjnej bardzo dobrze mu szło, po jej ukończeniu skierowano go zatem na kurs oficerski. Sęk w tym, że mógł go odbyć tylko w Akademii Spraw Wewnętrznych. A ona została przez autorów ustawy zaliczona do organów państwa totalitarnego.

Mimo że Otrębski nie przepracował w SB ani pół godziny, że cały jego dorobek zawodowy to czas III RP i służba w policji, został przez nową ustawę potraktowany jak filar aparatu represji Polski Ludowej. Nie otrzyma należnej emerytury, wypracowanej w III RP, tylko tę średnią, wyznaczoną przez ministra Błaszczaka, 2053 zł.

Jego przypadek nie jest zresztą wyjątkowy. W PRL szkoły resortowe, takie jak w Szczytnie czy Legionowie, nie dawały stopnia oficerskiego. By go otrzymać, trzeba było skończyć Akademię Spraw Wewnętrznych. Szli tam wyróżniający się podoficerowie – nie tylko z milicji czy SB, ale także ze straży pożarnej, z WOP itd. I teraz wszyscy ci słuchacze, dziś emeryci, byli policjanci i strażacy, zostaną zrównani z SB.

Trochę inaczej wygląda sytuacja gen. dyw. Józefa Klimowicza, byłego komendanta głównego Straży Granicznej. Klimowicz 37 lat spędził w jednej służbie. Ona zaś czasami zmieniała przynależność. I okazało się, że przewinął się przez Zarząd Zwiadu WOP. To wystarczyło. Służył w formacji pracującej na rzecz państwa totalitarnego. Wszystko zatem, co wypracował w III RP, jest nieistotne.

Zemsta PiS dotknie też osoby z pierwszych stron gazet. Gen. Gromosław Czempiński należał do grupy oficerów wywiadu, którzy budowali nowe służby. Ich chrztem bojowym była operacja wywiezienia amerykańskich oficerów z Iraku. Ta akcja uwiarygodniła nowe służby w oczach USA. Staliśmy się sojusznikami, którym się ufa. Po Iraku Amerykanie poparli plan redukcji polskiego zadłużenia o 40%, można więc mówić, że Czempiński i uczestniczący w irackiej operacji oficerowie przynieśli Polsce prawie 20 mld dol.

Teraz w nagrodę Czempiński zamiast emerytury generalskiej będzie miał średnią krajową. Uczestnicy akcji również. Dwóch z nich nie żyje, zginęli już po udanej misji, w krajach arabskich, w bardzo podejrzanych okolicznościach. Jeżeli mieli dzieci, to renta, która im się należała, też zostanie zredukowana – do 1725 zł.

Taką właśnie rentę pobierać będą również dzieci gen. Sławomira Petelickiego, twórcy jednostki GROM. Generał zaczynał karierę w Departamencie I MSW, czyli w wywiadzie, i to dla PiS jest ważniejsze niż stworzenie elitarnej, szanowanej w świecie jednostki, którą politycy tak chętnie się chwalą.

Są też przykłady ludzi, którzy dopiero teraz dowiedzieli się, że byli w SB i że ich emerytura za chwilę skurczy się o jedną trzecią albo i więcej.

Związkowcy z policji i MSWiA chętnie opowiadają takie historie. Jest choćby pracownica biura paszportowego, która do pracy przyszła już za czasów premiera Mazowieckiego, ale ponieważ ustawa uznaje za czas „totalitarnego państwa” okres od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r., została zakwalifikowana do grona esbeków.

Zmniejszenie emerytury obejmie też lekarzy, którzy pracowali w tym okresie w szpitalu MSW. W Polsce Ludowej była zasada, że każdy lekarz tam zatrudniony miał stopień oficerski. Wówczas był to przywilej, dziś – powód obcięcia emerytury.

Panie Błaszczak, a co dalej?

Minister Błaszczak nie sprawia wrażenia osoby, która miałaby ochotę pochylać się nad tego typu przypadkami. On mówi wyraźnie: sprawiedliwość musi dosięgnąć tych, którzy przed rokiem 1990 służyli „totalitarnemu państwu”. Pomińmy pytanie, czy ono rzeczywiście było totalitarne. Ważniejsze jest coś innego – słowa Błaszczaka są furtką do rychłego rozszerzenia kategorii osób, którym emerytury można obniżyć.

Podobnie było przy obecnej ustawie – początkowo miała dotyczyć funkcjonariuszy SB. Potem ją rozszerzono, aż po pracowników biur paszportowych i słuchaczy szkół resortowych. Zdaje się, że kwestią czasu jest uznanie przez władzę, że „totalitarnemu państwu” służyli oficerowie wojska polskiego, prokuratorzy, sędziowie i pracownicy administracji państwowej.

Jeżeli na ograniczeniu emerytur dla 32 tys. funkcjonariuszy byłej SB można zaoszczędzić pół miliarda złotych rocznie, to na wojsku – kilka miliardów. Czy ta pokusa się nie pojawi? Stan wojenny przecież by się nie udał, gdyby nie wojsko. Działania SB byłyby na nic, gdyby nie prokuratura i sądy. Tak naprawdę aparat przymusu w PRL był więc znacznie szerszy niż tylko SB. Furteczka, by zabrać innym, jest zatem otwarta.

Zwłaszcza że gdy PiS zacznie zabierać emerytury kolejnym grupom, nic mu nie będzie groziło. Z prostej przyczyny – jeszcze w grudniu przejmie Trybunał Konstytucyjny, więc szanse, że instytucja ta przyzna rację byłym funkcjonariuszom, są znikome. To zresztą byłoby jeszcze nie najgorsze rozwiązanie – szybka rozprawa w Trybunale i odrzucenie skargi. Wtedy bowiem można by złożyć skargę w Strasburgu. Trybunał w Strasburgu rozpatruje tylko takie sprawy, które przeszły przez wszystkie szczeble procedury krajowej. Znacznie groźniejsze dla funkcjonariuszy emerytów jest zatem inne działanie Trybunału – nie rozprawa, lecz zwlekanie z nią. Stałe przesuwanie skargi na koniec kolejki.

Innymi słowy – PiS może przegłosować ustawę, że ogranicza emerytury każdej grupie, a i tak, póki nie straci władzy, nikt mu nic nie zrobi. A jeśli straci? Wtedy biada zwyciężonym. Podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego, obniżki emerytur mundurowych – te operacje PiS przeprowadziło, nie licząc się z prawem.

Nie wiadomo jeszcze, kto wygra wybory za trzy lata, ale bardzo prawdopodobne, że kolejna władza skorzysta z utartych ścieżek. Przyjmie własną ustawę o Trybunale Konstytucyjnym oraz własną ustawę o rentach i emeryturach. I może tam wpisać okres IV RP jako czas Polski autorytarnej, mającej kłopot z demokracją, pozbawiając obecnych funkcjonariuszy emerytur, bo przecież służyli niedemokratycznemu państwu.

Tak oto może się skończyć polityka PiS – że i partia, i oddani jej funkcjonariusze czy urzędnicy staną się obiektem szykan ze strony tych, którzy przyjdą później.


Czarna lista Błaszczaka
Projekt PiS, tzw. druga ustawa dezubekizacyjna ograniczająca emerytury i renty, dotyczyć będzie ponad 32 tys. osób. Stanie się rodzajem kary zbiorowej za to, że „służyli na rzecz totalitarnego państwa”, które istniało od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r.

Oprócz funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, jednostek Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych obniżenie emerytur i rent ma dotyczyć osób, które służyły w jednostkach Ministerstwa Obrony Narodowej, w tym w Wojskowej Służbie Wewnętrznej i Wojskach Ochrony Pogranicza.

Zmiany objąć mają również kadrę naukowo-dydaktyczną, naukową, naukowo-techniczną oraz słuchaczy i studentów Akademii Spraw Wewnętrznych (z wyłączeniem Wydziału Porządku Publicznego w Szczytnie), a także Centrum Wyszkolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Legionowie i Wyższej Szkoły Oficerskiej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Legionowie.

Projekt zakłada obniżenie procentowego wymiaru emerytury z 0,7% do 0,5% podstawy wymiaru za każdy rok służby w organach bezpieczeństwa państwa. Dodatkowo nie będzie już możliwości podwyższenia emerytury – o 15% podstawy wymiaru – za inwalidztwo pozostające w związku ze służbą dla osób pełniących służbę wyłącznie w organach bezpieczeństwa państwa.

Osoby, które choć dzień przepracowały na rzecz „totalitarnego państwa”, niezależnie od zasług w III RP i od wypracowanych wówczas składek nie będą mogły otrzymywać wyższej emerytury niż średnia krajowa.

Według wstępnych danych w czerwcu 2016 r. wysokość przeciętnej emerytury wypłacanej przez ZUS wynosiła brutto ok. 2053 zł, wysokość przeciętnej renty z tytułu niezdolności do pracy – ok. 1543 zł, a wysokość przeciętnej renty rodzinnej wypłacanej przez ZUS – ok. 1725 zł.

Projekt zakłada, że pierwsza wypłata obniżonych świadczeń nastąpi w listopadzie 2017 r.


LISTY

Nieprzyzwoity projekt
Skierowany do Sejmu przez Rządowe Centrum Legislacji projekt ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy policji rażąco różni się od tego, który w lipcu został przedstawiony do opiniowania.

Do projektu wprowadzono autopoprawkę, w wyniku której tzw. maksymalne kwoty emerytur i rent mają obejmować wszystkich funkcjonariuszy, którzy pełnili służbę na rzecz totalitarnego państwa (bez względu na okres tej służby), oraz pozostałych po nich rencistów rodzinnych. Niezależnie od okresu pracy w organie wymienionym w katalogu IPN emerytura zostaje przeliczona do maksymalnie przeciętnego świadczenia ZUS (czyli ok. 2050 zł brutto). Oznacza to w praktyce, że tym funkcjonariuszom służba w policji po 1990 r. nie będzie wliczana do wysługi emerytalnej.

Zmiany te są pułapką na wszystkich, którzy rozpoczęli służbę w PRL i przesłużyli co najmniej 15 lat w służbach RP. Gdyby 25 lat temu jasno im powiedziano, że nie wypracują emerytur mundurowych, mogliby wcześ­niej odejść z policji i wypracować emeryturę z ZUS. Z chwilą rozwiązania SB funkcjonariusze tej służby zostali zwolnieni. Niektórzy zostali potem przyjęci do policji i ABW. Służba w policji nie miała więc nic wspólnego z wcześniej wykonywaną pracą. Dlatego brakuje logicznego uzasadnienia obniżenia emerytur za okres służby w policji. Chyba że ustawodawca uzna, że III RP również była państwem totalitarnym. Dlatego uważam, że projekt tej ustawy jest dalece nieprzyzwoity.

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

Kara za studia
Mój zmarły tata był osobą represjonowaną przez ZSRR. Urodził się w gułagu na Syberii. Gdy miał siedem lat, udało mu się z mamą wrócić do Polski. Po ukończeniu szkoły średniej dostał się do studium nauczycielskiego, a potem zaczął pracować w szkole podstawowej. Z nauczycielskiej pensji trudno było jednak utrzymać rodzinę, dlatego tata podjął pracę w milicji i poszedł na zaoczne studia prawno-administracyjne do Akademii Spraw Wewnętrznych. Dzięki wykształceniu został naczelnikiem ruchu drogowego w policji, a jeszcze później zastępcą komendanta policji. Nigdy nie pracował w SB, nigdy nikomu nie zrobił żadnej krzywdy.

Czy konieczne jest pośmiertne karanie człowieka, który poświęcił swoje życie, służąc ojczyźnie, za to, że studiował prawo i administrację akurat w tej szkole, a nie w innej? Czy Instytut Pamięci Narodowej nie powinien weryfikować byłych pracowników SB na podstawie ich rzeczywistej służby w aparacie bezpieczeństwa, a nie na podstawie szkół, do których uczęszczali? (…)

Niestety, przez projekt ustawy dezubekizacyjnej, który zakłada zbiorową odpowiedzialność, moja mama straci dach nad głową. Po śmierci taty w 2012 r. straciła dotychczasowe mieszkanie. Na nowe musiała wziąć kredyt hipoteczny. Rata miesięczna wynosi 1,4 tys. zł, czynsz 270 zł. Jak mam jej teraz oznajmić, że po wejściu w życie ustawy dezubekizacyjnej zostanie bankrutem? Bo z 1,7 tys. zł, które dostanie, nie będzie mogła opłacić kredytu i rachunków, nie mówiąc już o wyżywieniu się.

Maciej

Jakim prawem premier oczernia ludzi?
Dlaczego pani premier Szydło kłamie, twierdząc, że jej rząd obniża emerytury byłym esbekom, gdy w rzeczywistości nowy projekt dotyczy pracowników wielu instytucji, które muszą istnieć w każdym państwie. Jestem córką byłego milicjanta i policjanta. Mój ojciec pracował 19 lat za czasów PRL i 16 lat w wolnej Polsce. Jakim prawem pani premier oczernia jego i innych uczciwych ludzi, nazywając ich zbrodniarzami aparatu totalitarnego? W rzeczywistości nowa ustawa karze każdego pozytywnie zweryfikowanego funkcjonariusza narażającego do dziś swoje życie i zdrowie w służbie ojczyzny. (…)

Apeluję, aby nie stawiać znaku równości między zbrodniarzami aparatu totalitarnego a wszystkimi funkcjonariuszami PRL i tymi pracującymi po roku 1990. Bo jeżeli kogoś określa się mianem zbrodniarza, to trzeba wskazać, na jakiej podstawie. Bardzo zależy mi na tym, żeby ludzie dowiedzieli się, co niesie ze sobą owa sprawiedliwość dziejowa, o której premier Szydło i jej urzędnicy mówią z taką dumą. Kadencja pani premier nie będzie trwała wiecznie i może przyjdzie jej kiedyś z emerytury wypłacać odszkodowania pokrzywdzonym przez system totalitarny, którego jest elementem?

Monika

Wydanie: 49/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Andrzej Adrem
    Andrzej Adrem 22 grudnia, 2016, 09:13

    nie aktualne… płaszczak i jego knurek od seata cordoby ..zaostrzyli tak,że z 0,5 na 0,0 /0,7 mają mordercy w wiezieniach/ a renty inwalidzkiej nawet w związku z wypadkiem w służbie nie będzie…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy