Niewygodna komisja

Niewygodna komisja

Kto się boi ujawnienia prawdy o śmierci Barbary Blidy

Czy kiedykolwiek poznamy wszystkie okoliczności śmierci Barbary Blidy? Po kilku tygodniach od śmierci byłej posłanki powiedzieć można jedno – w tej sprawie karty zostały wyłożone na stół. Wiadomo, kto w co gra i czego się obawia.
Wiadomo już, że PiS zrobi wszystko, byle tylko zablokować powstanie komisji śledczej i działania pełnomocnika Henryka Blidy – mec. Leszka Piotrowskiego. Marszałek Dorn już zapowiedział, że nie wniesie pod głosowanie w Sejmie wniosku SLD o powołanie komisji śledczej ds. wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy. Oznacza to, że wniosek ten będzie głosowany najwcześniej za pół roku, chyba że PiS straci w Sejmie większość. A i wynik tego głosowania wydaje się przesądzony.
Strach PiS przed komisją jest jednoznacznym sygnałem – liderzy tej partii, Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro, Zbigniew Wassermann, boją się ujawnienia prawdy. Nie chcą tego. Dlaczego? Na tak postawione pytanie odpowiedź może być tylko jedna – ta prawda może ich skompromitować. Opinia publiczna pozna wtedy coś, co pogrąży PiS i prowadzoną przez tę partię politykę.

Obrońca Kaczyńskiego

Do prawdy próbuje też docierać pełnomocnik męża Barbary Blidy, Leszek Piotrowski. Piotrowski sześć razy bronił Jarosława Kaczyńskiego, zakładał Porozumienie Centrum, był wiceministrem sprawiedliwości w rządzie Buzka. Znany jest z uporu. Teraz toczy z prokuraturą ciężkie boje. Chce być obecny podczas czynności, które przeprowadza łódzka prokuratura, prowadząca śledztwo w sprawie śmierci Barbary Blidy, m.in. podczas przesłuchań świadków. Zgłasza wnioski dowodowe, chce sprawdzić wszystkie okoliczności, które doprowadziły do śmierci byłej posłanki. Wykorzystuje wszelkie dostępne środki prawne, nie brakuje mu energii, ale i on przyznaje: tylko komisja śledcza, podczas jawnych przesłuchań, jest w stanie wyjaśnić sprawę do końca. Bo on jest blokowany, jego wnioski są albo odrzucane, albo przetrzymywane bez odpowiedzi, spotykają się z obstrukcją. Taktyka PiS, prokuratury jest więc oczywista. Chce ona za wszelką cenę zachować monopol informacyjny dotyczący sprawy śledztwa w tzw. aferze węglowej. I sprawy akcji zatrzymania Barbary Blidy. Ten monopol to jej przewaga. Media przychylne PiS już drukują materiały ze śledztwa (pochodzące z prokuratury), obciążające Barbarę Blidę. Są to zeznania Barbary Kmiecik, która mówi, że kupowała Blidzie sukienki i kosmetyki i że Blida pośredniczyła w przekazywaniu łapówki. Co charakterystyczne – PiS-owskie gazety cytują materiały prokuratorskie, tymczasem pełnomocnik Henryka Blidy, Leszek Piotrowski, nie ma do nich dostępu! Ze względu na dobro śledztwa… To pokazuje, jak toczy się gra.
PiS-owskie media mają zakodować w świadomości społecznej, że Blida była skorumpowana. Bezkrytycznie cytując podawane jej przez prokuraturę materiały.
Z drugiej strony, co Piotrowski wyłapał, prokuratura prowadzi grę pozorów – przesłuchuje świadków, czasami nowych, czasami tych już przesłuchanych, wnioskuje o kolejne eksperymenty, robi szum, pokazując, jak bardzo jest pracowita, a jednocześnie omija niewygodne dla władzy wątki sprawy. Piotrowski przyznał to w rozmowie obok – nie uczestniczył w przesłuchaniu oficera ABW, który dowodził akcją zatrzymania Blidy. Nie wysłuchał prokuratorów, którzy prowadzili śledztwo i wydali nakaz zatrzymania. Nie udostępniono mu materiałów ze śledztwa. Nie może więc ocenić, na jakiej podstawie zapadały decyzje prokuratorów. Nie wiadomo też, jak często kontaktowali się oni ze zwierzchnikami i w jakim stopniu polecenia z góry wpływały na ich decyzje.

W śledztwie są ewidentne dziury

Wiemy już, iż oficerowie ABW byli świadomi, że kręcą materiał filmowy z zatrzymania Barbary Blidy po to, by trafił on do telewizji. Tak zeznał jeden z przesłuchiwanych oficerów. Ale mechanizm całego przedsięwzięcia wciąż jest utajniony – nie wiemy, kto podjął decyzję o filmowaniu Blidy, na czyje polecenie, nie wiemy, kto miał przekazać materiał telewizji, na mocy jakich ustaleń oraz przez kogo podjętych.
To wszystko trzeba wyjaśnić, pokazać mechanizm IV RP. I tego tak panicznie boi się Kaczyński.
Tym bardziej że z okruchów informacji, które wychodzą na jaw, coraz łatwiej zrekonstruować okoliczności, które doprowadziły do śmierci Barbary Blidy.
Wiemy, że obciążyła ją jej przyjaciółka Barbara Kmiecik. Kmiecik była aresztowana w związku ze śledztwem w sprawie tzw. afery węglowej, jako jeden z najważniejszych podejrzanych. Wiemy też, że po obciążeniu Blidy, mniej więcej rok temu (!), wyszła na wolność. Skądinąd wiemy, że kilka lat wcześniej miała miejsce na Śląsku tzw. sprawa Porowskiego, biznesmena z Sosnowca, którego oficerowie UOP namawiali, by obciążył zeznaniami polityków SLD. Gdy nie chciał, trafił do aresztu na dwa lata. Czy podobny mechanizm nie miał miejsca i tym razem? Czy prokurator nie przedstawił pani Kmiecik podobnej propozycji?

Co trzeba sprawdzić

To trzeba by sprawdzić. Podobnie zresztą jak i całe śledztwo dotyczące afery – czy prowadzący je prokurator nie spotykał się z naciskami, czy nie pomijał jednych osób, a na drugie kierował reflektor podejrzeń? I to według politycznego klucza? Z informacji prasowych wiemy też, że prowadzącego sprawę prokuratora zastąpił zespół trzech-czterech ludzi. Czy posunęli oni śledztwo do przodu? Czy otrzymywali jakieś wytyczne od zwierzchników? Na jakiej podstawie podjęli decyzję o zatrzymaniach? Czy prawdą jest, że jeden z nich uważał, że materiały obciążające Blidę są niewystarczające? Czy termin operacji uzgadniali z przełożonymi? Czy ktoś koordynował wspólne działania prokuratury, ABW i telewizji? Kto dziś koordynuje obronę prokuratury i podsyła mediom spreparowane materiały?
Te pytania nasuwają się same. Odpowiedź na nie pokazałaby cały mechanizm IV RP, w której prokuratura, służby specjalne i media zostały włączone w politykę rządzącej partii. Wiadomo też, że będą one przedmiotem dociekań komisji śledczej – obojętnie, czy powstanie ona w tym, czy w przyszłym Sejmie.
Tego właśnie boją się PiS, Kaczyńscy i Ziobro. Gdyby mieli czyste sumienie, tak jak to opowiadają, i gdyby afera węglowa wyglądała tak, jak opisują to PiS-owskie media, z radością zgodziliby się na powołanie komisji śledczej.
A jej się panicznie boją.
Na złodzieju czapka gore?

 

Wydanie: 20/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy