Niezagojona rana Osmańczyka

Niezagojona rana Osmańczyka

O powstańczej beznadziei i dogorywaniu osamotnionego miasta

Edmund Jan Osmańczyk u progu wolności, w której nadejście nigdy nie zwątpił, przegrał z nieuleczalną chorobą. Cztery miesiące wcześniej, 4 czerwca 1989 r., został wybrany z listy Solidarności do odrodzonego Senatu, uzyskując na ziemi opolskiej 243 463 głosy. Pozostawił po sobie ponad 50 książek oraz najboleśniejszy i najdramatyczniejszy dokument – „Dziennik z Powstania 1944” zapisany drobnym maczkiem w zszarzałym, okupacyjnym zeszycie szkolnym, dedykowany maleńkiemu synkowi Łukaszowi. Osmańczyk nie potrafił do niego sięgnąć za życia, chociaż chciał, by kolejne pokolenia Polaków mogły poznać jego notowane na gorąco uwagi o pogłębiającej się powstańczej beznadziei i dogorywaniu osamotnionego w walce miasta. Ta powstańcza rana ciągle krwawiła. Przykazał żonie: dopóki żyje bodaj jedna matka, która straciła dziecko w powstaniu, nie wolno pogłębiać jej rozpaczy zawartą w „Dzienniku…” brutalną prawdą o powstaniu, okolicznościach, w jakich do niego doszło, i prawach rządzących wielką polityką.

Po jego śmierci, w 50. rocznicę powstania, żona zdecydowała się wydać tę boleśnie kłującą książeczkę. Ukazała się ona w Wydawnictwie Bellona tylko raz, w 1994 r., w niewielkim nakładzie, pod tytułem „Trzeba to opowiedzieć”. I… zapadła wokół niej cisza. Dziś więc ten wstrząsający dokument jest nieobecny w świadomości społecznej, bo nie ma w nim eksploatowanych w mediach romantycznych uniesień, obcych Osmańczykowi.
Poniżej wybór fragmentów jego „Dziennika…”:

31 lipca 1944 r.: Powstanie wyznaczone na niedzielę. A tu nasz Synek wciąż jest poganinem… Zatem w niedzielę w południe niesiemy małego do kościoła Świętego Krzyża, gdzie w dzień św. Łukasza 18 października 1939 r. braliśmy ślub… Mały obywatel Rzeczypospolitej otrzymuje imiona Łukasz, Andrzej, Maria… W radosny nastrój chwili wplata się jednak troska. Oto przyszła łączniczka, wzywająca do stawienia się na placówki. Decyzja powstania waży się w Londynie i Warszawie. Moskale cofną się, gdy AK rozpocznie walkę… Od 200 lat nie walczymy wtedy, gdy jesteśmy gotowi i sytuacja polityczna jest dla nas korzystna, lecz zawsze, gdy jesteśmy bezbronni, a walczyć musimy – już nie o niepodległość, lecz o prawo do niepodległości, kwestionowane (…) przez Prusy i Moskwę. Łukaszu, bodajbyś Ty i Twoje pokolenie nie potrzebowali wkładać opaski powstańczej. Jeśli powstanie ma wybuchnąć, to niechaj będzie ono ostatnim. Niech po nim przyjdą czasy suwerennej wreszcie Polski.

1 sierpnia: Niesamowita nierówność szans… Niesamowita nierówność walki. A więc powstanie. Decyzja zapadła i oto zamienia się w czyn. Serce wierzy w zwycięstwo. Umysł żre niepokój. Tysiąc myśli ocenia sprawę, aż drąży niepewność i wywołuje zamęt. Za wysoką cenę zdecydowaliśmy się płacić! – mówi rozum. Wolność nie zna wysokiej ceny – mówi serce. Zbyt wiele krwi polskiej upłynęło w czasie tej wojny… Krew trzeba oszczędzać. Starczy Somosierry i Monte Cassino… Chcieliśmy być wolni i niepodlegli i z nikim, kto naszą wolność ograniczał, nie chcieliśmy pójść na ugodę… „Wszystko albo nic” – stare hasło powstańcze było busolą w latach okupacji.

7 sierpnia: Mocny jest ten łyk wolności, który nam daje Powstanie. Po raz pierwszy od pięciu lat – mimo huków i trzasków – śpimy spokojnie. Żaden zgrzyt hamulców samochodowych przed bramą, żaden dzwonek po nocy nie wywołuje lęku… Łuczek od dwóch dni choruje. Nie ma pokarmu. Mleka nie sposób dostać.

10 sierpnia: Tych „żywych zasłon”, kobiet przywiązanych do czołgów niemieckich, aby ich Polacy podpalić nie mogli, nie wolno zapomnieć… Dziś mówiłem po raz pierwszy od 27 września 1939 r. przed mikrofonem Polskiego Radia… Co za radość. Z trudem rozpocząłem czytanie. Trema dławiła mi gardło.

11 sierpnia: W podziale radiowej pracy przypadło mi, między innymi, pisanie i wygłaszanie wstępnych krótkich apelów walczącej Warszawy pt. „Dzień walki”.

13 sierpnia: W nocy były zrzuty… Zrzucono sporo amunicji, więc dziś chłopcy urządzili sobie ćwiczenia, bo niejeden z ochotników AK nie mógł dotąd nauczyć się strzelać, bo nie było czym. Pukanina więc na mieście ostra.

16 sierpnia: Bijemy się zatem sami, na siebie samych zdani. Zniszczenie jest ogromne. Ofiar w ludziach moc. Jesteśmy oblężeni na zdobytych pozycjach. Dużo trzeba wytrzymałości. Jak długo? Nikt nie wie.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 35/2015

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. MaryAnn
    MaryAnn 21 września, 2015, 13:39

    A książki p. Osmańczyka próżno szukać w księgarniach…

    Odpowiedz na ten komentarz
    • murator
      murator 22 września, 2015, 23:24

      W 1947 „CZYTELNIK” wydal „Dokumenty Pruskie”. Pan jednak nie oczekuje ze jakies wydawnictwo TE ksiazke dzisiaj wyda (tak samo jak „Dysproporcje” Eugeniusza Kwiatkowskiego) !?? Pozostaje „All…o”

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy