1956 – Węgry a Polska

Imre Nagy nie był Gomułką, kardynał Mindszenty nie był Wyszyńskim, a Redakcją Węgierską RWE nie kierował Nowak-Jeziorański

Charles Gati – historyk z solidną uniwersytecką pozycją, w młodości uczestnik powstania październikowego na Węgrzech, później od wielu lat w Stanach Zjednoczonych, opublikował kapitalną książkę o tym powstaniu. Skonfrontował wyobrażenia i politykę głównych aktorów sceny politycznej na Węgrzech oraz dwóch potęg zewnętrznych, Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych. Sięgnął do uprzednio niedostępnych źródeł, poradzieckich i amerykańskich, z dokumentacją CIA włącznie. Dokonał rzeczy niezwykle trudnej. Z pietyzmem złożył hołd bohaterom i ofiarom węgierskiego zrywu wyzwoleńczego, a jednocześnie w analizie i ocenie wydarzeń zachował naukowy dystans i poznawczy krytycyzm najwyższej próby. Jego ustalenia i hipotezy są nowatorskie i pouczające. Dzieło to nie ma nic wspólnego z typowymi dla naszych czasów

kombatanckimi powiastkami „ku czci”,

ale też świadczy o prawdziwym szacunku dla przeszłości, dla jej dokonań i doświadczeń. Można jedynie pozazdrościć.
Powstanie węgierskie zostało zdławione przez armię radziecką, jakby w repetycji dramatu 1849 r., kiedy to wojska cesarstwa rosyjskiego dowodzone przez feldmarszałka Iwana Paskiewicza, „kniazia warszawskawo” i „grafa jerywanskawo”, pomaszerowały za Karpaty i „uśmierzyły” rewolucję węgierską. Gati sądzi, że w 1956 r. mogło być inaczej, że los Węgier nie był z góry przesądzony, że wiele szans nie zostało wykorzystanych. I wspiera to przekonanie poważnymi argumentami.
Radziecki postalinowski zespół przywódczy, uwikłany w wewnętrzne rywalizacje i walki sukcesyjne, w połowie lat 50. nie miał – według Gatiego – w sprawie państw zwasalizowanych skrystalizowanej polityki. Nie zamierzał demontować imperium, ale też odczuwał potrzebę dostosowania do nowych warunków, do innego już etapu zimnej wojny. W konfrontacji z węgierskim kryzysem szefowie Kremla nie od razu nastawiali się na brutalną interwencję, nie wykluczali eksperymentowania i ustępstw. Imre Nagy, wyrastający na przywódcę sił reformatorskich i narodowych, początkowo cieszył się ich zaufaniem. Szanse Węgier zwiększało położenie na uboczu od

głównej linii radzieckich interesów strategicznych

i na styku z titowską Jugosławią, z którą ZSRR właśnie normalizował swoje stosunki, dramatycznie zaostrzone w czasach stalinizmu.
Gatiego analizy ówczesnej polityki ZSRR odbiegają od najchętniej dziś lansowanych: „Ukształtowany przez Stalina system relacji między wątpliwymi sojusznikami skończył się niepowodzeniem, ponieważ polityczne i ekonomiczne koszty utrzymania imperium były ogromne… Podobnie jak terror wewnętrzny paraliżował funkcjonowanie elit, a konfrontacja z Zachodem szkodziła sowieckim interesom, także stalinowska dominacja nad innymi krajami komunistycznymi stała się ciężarem. Dla dobra interesów sowieckich należało ten balast zmniejszyć. A zatem zmiany były konieczne. Powinny one jednak wydawać się skromne i niepozorne, by nie naruszyć delikatnej równowagi sił w sowieckiej polityce. Gdyby w ciągu kilku lat wojska sowieckie wycofały się z Węgier, kraj mógłby ewoluować w tę stronę co gomułkowska Polska lub titowska Jugosławia…Węgry jednak nie chciały być drugą Polską… Imre Nagy nie był Gomułką, kardynał Mindszenty nie był Wyszyńskim, a Redakcją Węgierską RWE nie kierował Nowak.
30 października komuniści węgierscy nie rządzili swoim państwem… Dwa wydarzenia tego dnia w Budapeszcie – dokonany rano na placu republiki lincz na funkcjonariuszach urzędu bezpieczeństwa i popołudniowa deklaracja powrotu do systemu wielopartyjnego – najwyraźniej przekonały Chruszczowa, że

Nagy i inni komuniści są zbyt słabi,

by utrzymać porządek…”. Charles Gati wnikliwie zwraca uwagę na to, że Kreml w swej polityce wobec państw socjalistycznych brał pod uwagę dwa różne kryteria, dbał zarówno o „spójność bloku”, jak też liczył się ze „sprawnością reżimu”. Łatwiej tolerował nawet znaczne odrębności ustrojowe i dysydencje polityczne, jeśli rządzące narodowo-komunistyczne partie mocno trzymały w ręku ster rządów. Na ostatecznym stanowisku radzieckim wobec kryzysu węgierskiego zaważył – jak pisze – również „głęboko zakorzeniony w rosyjskiej kulturze politycznej strach przed rozruchami i zamieszkami”.
Ważkie przyczyny niewykorzystania szans powstania węgierskiego Gati dostrzega więc w słabościach koncepcyjnych i pragmatycznych węgierskich aktorów sceny politycznej, przede wszystkim w nieobecności realpolitik. W kręgach kierowniczych rządzącej partii przeważała orientacja neostalinowska i nadzieja na opanowanie społecznego poruszenia siłą, i to radziecką. Frakcja reformatorska była słaba, doszła do władzy za późno i przez kilka kluczowych dni nie umiała ani skrystalizować swego stanowiska, ani zdyscyplinować swych zwolenników i sojuszników. Powstanie zbrojne wybuchło żywiołowo i rozwijało się niejako obok nowego, już reformatorskiego rządu Imre Nagya. Pozbawione jednolitego kierownictwa, zachowało żywiołowy charakter i formułowało spontanicznie, a częściowo pod wpływem RWE

maksymalistyczne i pozbawione realizmu żądania.

Ruch miał rozmach i ideowe oblicze narodowego powstania, ale w organizacyjnych i politycznych formach nie wyszedł poza ramy potężnej ludowej rewolty. Nieprzypadkowo chyba w tytule swej książki Gati użył określenia „1956 Hungarian Revolt”, co w polskim wydaniu przełożono niezbyt ściśle, lecz bardziej poprawnie politycznie jako „powstanie”.
Gati nie oszczędza amerykańskiej polityki. Administracji Eisenhowera ma za złe przede wszystkim hipokryzję. W deklaracjach propagandowych głosiła ona politykę „wyzwalania” krajów zależnych od ZSRR, w rzeczywistości nigdy nie zamierzała jej realizować, a żadnych alternatywnych pomysłów i planów nawet wstępnie nie opracowała. Gati wysuwa sugestie, że zmarnowano wówczas szansę negocjowanego zakończenia zimnej wojny oraz zastąpienia uzależnienia państw Europy Środkowej przez ustanowienie tam reżimów przypominających jugosłowiański titoizm. Ta hipoteza chyba idzie zbyt daleko. Zimna wojna miała głębsze źródła i nie toczyła się wyłącznie o Europę Środkową. Jednak jakieś szanse na pewno zmarnowano.
Praca Gatiego jest wielką zachętą do niemodnych obecnie studiów porównawczych w zakresie historii bloku radzieckiego. Panuje prawie niepodzielnie propagandowa skłonność do generalizacji. Wszystko wrzuca się do jednego „totalitarnego” worka. Tymczasem właśnie w 1956 r. uderza

odmienność sytuacji Węgier i Polski.

Przede wszystkim pod względem przebiegu wydarzeń i ich rezultatu. W Polsce inicjatywa wykorzystania pomyślnych okoliczności geopolitycznych dla zmniejszenia zależności od ZSRR i modernizacji oraz liberalizacji systemu wyszła z szeregów rządzącej partii. Wyłoniła się w niej potężna frakcja reformatorska, która w mniejszym lub większym stopniu utrzymała kontrolę wydarzeń, nawet w okresie silnego wzburzenia społecznego. Ulica nie rządziła tym procesem. Zaskakująco silne okazało się myślenie w kategoriach realizmu politycznego. Mierzono zamiary na siły i szanse.
Wydaje się jednak, że w grę wchodziły również różnice głębsze, nie tylko sytuacyjne, związane z kryzysem 1956 r. Ze źródłowo udokumentowanego opisu Charlesa Gatiego wynika, że węgierska partia komunistyczna zarządzana była z Kremla prawie bezpośrednio, jak w kraju inkorporowanym. Szefów tej partii wzywano na odprawy, besztano, dyktowano decyzje personalne. Jeszcze w lipcu 1956 r. Anastas Mikojan osobiście rekomendował komitetowi centralnemu węgierskiej partii kandydaturę Ernő Gerő na stanowisko pierwszego sekretarza. W przypadku Polski było to niemożliwe już od lata 1945 r., czyli od zakończenia wojny i powstania Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Brutalne zbesztanie Bieruta przez Stalina w październiku 1944 r. nigdy się nie powtórzyło. Owszem, kierownictwo PPR i później PZPR jeździło do Moskwy „po rady” generalissimusa, ale nie traktowało ich jak rozkazów i też nie zawsze się do nich stosowało. Wbrew Stalinowi przeprowadzono nieudane referendum w 1946 r., inaczej, niż on sugerował, rozegrano wybory 1947 r. Nie posłuchano „rady”, aby funkcję premiera powierzyć Oskarowi Langemu.

Wbrew opinii Stalina

utworzono Ministerstwo Ziem Odzyskanych i szefostwo tego resortu powierzono Gomułce. Przesiadywanie radzieckich przywódców w stolicy i bezpośrednie sterowanie miejscowymi sprawami było nie do pomyślenia nawet w okresie stalinowskim. Wyjątkowy przypadek pojawienia się Chruszczowa na obradach Komitetu Centralnego PZPR (6. plenum KC 20 marca 1956 r.) zakończył się awanturą z salą i opuszczeniem przezeń posiedzenia.
Zastanawiając się nad odmiennym zachowaniem się Kremla wobec Polski i Węgier nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiąże się to z II wojną światową i jej zakończeniem. Węgry były państwem pokonanym, okupowanym i zarządzanym przez Związek Radziecki. Mimo zawarcia w 1947 r. traktatu pokojowego wiele z tego pozostało. Polska była państwem sojuszniczym i nawet zwasalizowana miała inną, mocniejszą pozycję. Nie pozostało to bez wpływu również na przebieg i wynik kryzysu roku 1956.
Niejako na marginesie książki Gatiego godzi się przypomnieć stosunek Władysława Gomułki do dramatycznego finału powstania węgierskiego i losu Imre Nagya. O zamiarze interwencji zbrojnej dowiedział się od Chruszczowa w czasie krótkiego spotkania w Brześciu 1 listopada. Przyjął to do wiadomości, ale podtrzymał zasadnicze stanowisko, że interwencja obcych wojsk „jest złem” w każdych warunkach. Nie miał zrozumienia dla polityki Imre Nagya przede wszystkim z pozycji realpolitik, obawiał się o los Polski. W odróżnieniu jednak od Tita, który pomógł władzom radzieckim w oszukańczym ujęciu Nagya i współtowarzyszy, Gomułka przez wiele miesięcy, jako jedyny przywódca państwowy w bloku radzieckim, podejmował zabiegi o uratowanie życia węgierskiego premiera. Interweniował bezpośrednio u Chruszczowa w maju 1957 r., także wielokrotnie kanałami dyplomatycznymi u Kadara. Wyrokiem i egzekucją Nagya w czerwcu 1958 r. był zaskoczony. Przez 10 dni zwlekał, zanim zdecydował się publicznie zaakceptować fakt dokonany.

Charles Gati, Stracone złudzenia. Moskwa, Waszyngton i Budapeszt wobec powstania węgierskiego 1956 r., Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2006

 

Wydanie: 45/2006

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy